Obserwuj nas

Legia Warszawa

Udane pożegnanie Mateusza Wieteski [KOMENTARZ ZE STADIONU]

W Warszawie w ostatnim czasie możemy zanotować same pożegnania. Po pięknym środowym meczu z Celtikiem Glasgow, w sobotę po raz ostatni z “eLką” na piersi wystąpił Mateusz Wieteska. Aktualny kapitan Legii Warszawa przenosi się do francuskiego Clermont Foot. Jednak Paweł Wszołek zgotował mu świetne pożegnanie, zdobywając dwie bramki na koniec jego przygody ze stolicą Polski. Zagłębie Lubin wyjeżdża z Warszawy bez punktów, choć remis było bardzo blisko. Zapraszam na relację z sobotniego spotkania. 

 

Na początku był chaos… A później był Mladenović…

Trener Kosta Runjaić nie kombinował zbytnio ze składem w porównaniu do meczu z Koroną Kielce. Po dobrym spotkaniu z Celtikiem miejsce w składzie znalazł Mladenović, kosztem Yuriego Ribeiro. Od pierwszej minuty mogliśmy ujrzeć też Bartosza Kapustkę, co szczególnie ucieszyło przed meczem kibiców Legii Warszawa. Ku zdziwieniu wszystkich od pierwszych minut wyszli Robert Pich oraz Bartosz Slisz. Ten drugi w ostatnim czasie nie zbiera pozytywnych opinii od kibiców warszawskiej drużyny. Wyżej cenionym przez kibiców jest Ihor Kharatin, który bardzo dobrze radził sobie w sparingach, które rozgrywała w Austrii Legia Warszawa.

Na początku był chaos… I wcale tu nie chodzi o początek greckiego mitu o powstawaniu świata… W pierwszych minutach żadna z drużyn nie potrafiła przechylić szali na swoją stronę. Oba zespoły głównie walczyły o piłkę w środkowych częściach boiska. Arbiter Piotr Lasyk dosyć wcześnie pokazał zespołom żółte kartki. Chciał nieco ostudzić grę, ale nie wiem, czy była to słuszna koncepcja, dalej w swoich poczynaniach był mało konsekwentny. Ostrzejsze przewinienia pozostawały bez kartek, pomimo tego, że były one zdecydowanie z większym impetem niż pierwsze zdarzenia. Legia z minuty na minutę narzucała swoje tempo i wyglądała coraz lepiej w sobotnim pojedynku. Zagłębie było nijakie. Po prostu brakowało im zawodnika, który zdecydowanie weźmie grę na siebie. Największe wrażenie na mnie, z perpsektywy trybun, zrobił Łukasz Łakomy, który kolokwialnie mówiąc “ma papiery na granie w piłkę”. To on właśnie oddał najgroźniejszy strzał w meczu na bramkę Kacpra Tobiasza, który popisał się wspaniałą robinsonadą.

***

Legia Warszawa w sobotnim starciu ponownie nie chciała grać długiej piłki do Macieja Rosołka. Gospodarze otrzymali wytyczne, aby utrzymywać się jak najdłużej przy piłce. Tym razem rozgrywali piłkę nieco inaczej niż w środowym meczu z Celtikiem. Tym razem swoje rozegranie opierali głównie na schodzącym nisko Bartoszu Sliszu oraz Bartoszu Kapustce. W tym samym momencie boki obrony szły maksymalnie szeroko i poniekąd można byłoby nawet ich nazwać wahadłowymi. Taktyka ta była przede wszystkim dostosowana do ofensywnych aspiracji Filipa Mladenovicia, który szuka formy sprzed dwóch lat.

Trzeba przyznać, że naprawdę znalazł formę z pamiętnego sezonu, gdzie został najlepszym zawodnikiem PKO Ekstraklasy. Serb fantastycznie podłączał się do akcji ofensywnych i ciętymi dośrodkowaniami próbował znaleźć swoich partnerów w polu karnym. Jedno takie zagranie trafiło na głowę Pawła Wszołka, który szczupakiem umieścił piłkę w bramce Kacpra Bieszczada. Warto również pochwalić wcześniejszy przebieg całej akcji, ponieważ fantastycznie w środku pola przy piłce utrzymali się Josue oraz Slisz. Goście mocno pressowali zawodników Legii, lecz ci z niewielkimi problemami zdołali przebić dolnośląski mur obronny. Tu nie można mówić o żadnym przypadku, ponieważ wiele razy tak piłkę chciała rozgrywać Legia Kosty Runjaicia.

 

Rosołek tylko przy niedzielnym obiedzie i bezlitosny Wszołek

Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy w życiu nie miał na obiad rosołu w niedzielne popołudnie. Klasyk nad klasykami. Żaden inny dzień na spróbowanie tej potrawy nie pasuje tak bardzo, jak właśnie siódmy dzień tygodnia. Jeden z zawodników Legii Warszawa poszedł tym samym tropem. Maciej Rosołek pomimo świetnych okazji nie potrafił się przełamać w sobotni wieczór. W pierwszej połowie mógł fantastycznie pokonać Bieszczada na wślizgu, a później z dobitki, lecz zawiodła decyzyjność. W drugiej połowie również, po błędach obrony Zagłębia Lubin, która była fatalna w tym dniu. Młody napastnik Legii Warszawa miał dwie doskonałe okazje, aby zamknąć mordy hejterom i dopisać się do protokołu meczowego, jako jeden ze strzelców goli. Niestety tak się nie stało. Pech nie opuszczał Macieja Rosołka i skończył z okrągłym zerem na koncie, jeśli chodzi o wykorzystane sytuacje strzeleckie.

– W pierwszej połowie znacznie dominowaliśmy, mogłem wykorzystać swoją sytuację i mogliśmy prowadzić 2:0. Nie mówię, że mecz byłby wtedy zamknięty, ale mielibyśmy więcej spokoju w drugiej części gry. Po zmianie stron Zagłębie wyszło na nas wyżej i bardziej agresywnie, mieliśmy z tym pewne problemy. W końcówce strzeliliśmy jednak drugiego gola i zamknęliśmy mecz. – powiedział po meczu dla Canal+ Maciej Rosołek.

Zdecydowanie najlepszym zawodnikiem sobotniego spotkania był Paweł Wszołek. Skrzydłowy Legii Warszawa bardzo dobrze współpracował z Josue oraz Jędrzejczykiem. Portugalczyk bardzo często schodził w boczny sektor boiska, w którym operował Wszołek. Były zawodnik Unionu Berlin zabierał ze sobą bocznego obrońcę Zagłębia, dzięki temu Portugalczyk mógł swobodnie operować futbolówką. Oprócz tego Wszołek dużo akcji robił na skrzydle, jeśli chodzi o dośrodkowania piłki w pole karne. Na mały minus jedna akcja, która miała miejsce w drugiej połowie. Legia Warszawa wychodziła  kontrą 4 na 2, gdzie właśnie Wszołek miał piłkę w bocznej części boiska. Schodząc do środka, idealnie do gry pokazywał mu się wbiegający z drugiej linii Bartosz Kapustka. Jednak ten zamiast do Bartka, trafił prosto w rywala.

***

W doliczonym czasie gry Ernest Muci świetnie wykorzystał nieporadność obrońców Zagłębia Lubin i wywalczył rzut karny, który wykorzystał… Paweł Wszołek. Nominalnym wykonawcą rzutów karnych w Legii Warszawa jest Josue, ale w tym momencie Portugalczyka nie było już na boisku. Sprawę w swoje ręce wzięli Mladenović oraz Wszołek, którzy bardzo mocno dyskutowali, kto finalnie powinien wykonać rzut karny. Ostatecznie to Wszołek wziął piłkę, ustawił na “wapnie” i pewnie pokonał Kacpra Bieszczada. Sam trener gospodarzy odniósł się po meczu do sytuacji wyboru wykonawcy rzutów karnych:

– Drużyna zdecydowała, że rzut karny będzie wykonywał Paweł Wszołek. Paweł rozmawiał przed jego wykonaniem z Filipem Mladenoviciem, ale ostatecznie to on wykonywał jedenastkę i cieszę się, że strzelił gola. To drużyna podjęła tę decyzję. Nie mamy jednego zawodnika, który będzie wykonywał rzuty karne. Piłka nożna jest nieprzewidywalna. Paweł zagrał dziś świetny mecz. Zdobył dwie bramki. W zeszły weekend zanotował asystę. Długo czekałem na tego piłkarza, ale dziś możemy się cieszyć, że jest z nami w drużynie. – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej Kosta Runjaić.

 

Pierwsza na plus, druga na minus

Cieszmy się z małych rzeczy, śpiewała kiedyś w słynnym utworze Sylwia Grzeszczak. I właśnie z takich zwycięstw powinni ucieszyć się kibice Legii Warszawa. Pomimo tego, że zespół zagrał kompletnie dwie różne połowy, to kibice powinni docenić pomysł na grę drużyny Kosty Runjaicia. W pierwszej części bardzo dobrze wyglądało rozgrywanie piłki od tyłu. Zespół konsekwentnie realizował rozegranie piłki w innym stylu niż mogliśmy widzieć w środowym pożegnaniu. Na duży plus w pierwszej części spotkania Filip Mladenović, któremu widać, że się po prostu chciało. Nie było obrażania się na cały świat dookoła. Owszem nie wychodziły mu wszystkie akcje, ale cały czas utrzymywał koncentrację na najwyższym poziomie. Zagłębie nie miało wyraźnego lidera, który dyrygowałby grą całego zespołu. Najbardziej byłem pod wrażeniem gry Łukasza Łakomego. To kolejny talent z Łazienkowskiej, który robi ogromne postępy w innych zespołach Ekstraklasy.

***

Druga część spotkania to już brak dokładności na połowie gości oraz brak agresywnej gry. Miedziowi zepchnęli Legię pod własne pole karne. Naprawdę przez dłuższy czas gry pachniało bramką dla gości. Sytuację wspaniałym “pajacykiem” uratował Kacper Tobiasz. Kibice na stadionie na pewno dostrzegli w tej interwencji pierwiastek Artura Boruca. Wspaniale powstrzymał Doleżala oraz uratował swoje czyste konto. Dzięki czemu w akcji #MurowanePomaganie mógł wpłacić kolejny 1000 zł na wybrany cel charytatywny.

Bardzo słabo wyglądało wyprowadzanie akcji spod własnej bramki. Lindsay Rose po wpadce z Adamskim nie mógł w pełni skoncentrować się na spotkaniu. Był od tego momentu elektryczny i szukał najprostszych rozwiązań. Kiedy Zagłębie chciało sprezentować swoimi błędami bramkę Legii, gospodarze nie potrafili skorzystać z owego prezentu. Zawodnicy wprowadzeni z ławki przez Kostę Runjaicia także niewiele wnieśli do gry zespołu. Jedynie mały plus można postawić przy nazwisku Muciego za wywalczony rzut karny. Patryk Sokołowski zaczął mecz od dostania siatki od rywala, a z czasem było już tylko gorzej.

 – Pierwsza połowa była lepsza w naszym wykonaniu. Graliśmy szybciej, wychodziliśmy na pozycję, ale zdarzały się nam błędy. Największym pozytywem jest wygrana. Druga połowa była gorsza, pojawiały się błędy. Nie zapominajmy jednak, że Zagłębie to bardzo dobra drużyna. Poziom sportowy drużyny jest do poprawy, wszyscy to dziś widzieliśmy. Jako zespół pokazaliśmy jednak grę zespołową. Nikt nie odpuszczał i każdy walczył za każdego. Potrzebujemy trochę czasu. W końcowym rozrachunku wygraliśmy mecz i to się dla mnie liczy. Nasza pewność siebie znacznie wzrosła po tym spotkaniu. Po meczu z Celtikiem mogliśmy być trochę zmęczeni, ale to nie jest żadna wymówka. Dziś liczą się trzy punkty. – dodał na konferencji pomeczowej trener Legii Warszawa Kosta Runjaić.

 

Oceny pomeczowe

Oceny w skali 1-10 (wyjściowa 5)

Tobiasz – 7

Jędrzejczyk – 5

Wieteska – 5

Rose – 4

Mladenović – 7

Wszołek – 8

Slisz – 4

Kapustka – 6

Josue – 5

Pich – 3

Rosołek – 3

Sokołowski – 2

Baku – 5

Muci – grał zbyt krótko

 

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Legia Warszawa