
Hiszpan podpisał z klubem 2. letni kontrakt. Zawodnik będzie występował z numerem „19”.
Gwiazda Ekstraklasy
Piłkarz urodzony w Alicante trafił po raz pierwszy do naszej ligi w 2017 roku. Przeniósł się z rezerw Villarealu do Wisły Kraków. W Białej Gwieździe stał się prawdziwą gwiazdą ligi. W 36 meczach strzelił 24 gole i zanotował 7 asyst. Krakowanie, żeby ratować swoje finanse musieli przyjąć jakąkolwiek ofertę za swojego gwiazdora. Toteż Legia musiała wyłożyć za niego zaledwie 450 tysięcy euro. Oczekiwania wobec Carlitosa były gigantyczne. Hiszpan miał znów zostać królem strzelców ligi oraz poprowadzić stołeczny klub do ponownego zdobycia mistrzostwa Polski. Jednakże zarówno pierwszy jak i drugi warunek nie został wypełniony. Choć trzeba przyznać, że napastnik nie zaliczył jakiegoś znacznego spadku formy. Zdobył 19 bramek oraz ponownie zanotował 7 asyst.
Moim zdaniem patrząc jakie zamieszanie panowało w tamtym sezonie w klubie ze stolicy, są to naprawdę dobre statystyki. Mimo przeciętnych wyników z trenerem Aleksanadarem Vukoviciem został przedłużony kontrakt. Serb od nowego sezonu zaczął traktować Hiszpana jako zmiennika. Na napastnika nr „1” wybrał Sandro Kulenovicia. Według mnie była to dziwna decyzja, ponieważ Chrowat był „drewniany”, a na dodatek strzelał mało goli.
Carlitos zdecydował się odejść. Wybrał egzotyczny kierunek – klub AL-Wahda FC, który występował w lidze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jednak już po zaledwie 6 miesiącach zmienił po raz kolejny zespół. Tym razem było to grecki Panathinaikos. Barwy tej drużyny reprezentował z resztą przez ostanie 2,5 pół roku. W 70 meczach zdobył 18 bramek i zaliczył 6 asyst. Może nie jest to jakiś fantastyczny wynik, ale warto podkreślić, że zazwyczaj pełnił on rolę zmiennika.
Brakujące ogniwo
Moim zdaniem sprowadzenie Carlitosa przez Legię to bardzo dobry ruch. Co prawda do klubu przed sezonem przyszedł Blaz Kramer, ale Słoweniec ostatnimi czasy leczył kontuzję i jeszcze nie zdążył nawet zadebiutować w nowych barwach. Wprawdzie jest jeszcze Maciej Rosołek, ale raczej to nie zawodnik, który może zagwarantować kilkanaście bramek w sezonie. A takiego potrzebuje Legia.
Swoją drogą bardzo podoba mi się praca jaką wykonał w tym okienku dyrektor sportowy 15-krotnego mistrza Polski – Jacek Zieliński. Stosuje on zupełnie inną koncepcję dotyczącą sprowadzania graczy niż jego poprzednik – Radosław Kucharski. Zamiast pozyskiwać zawodników zza granicy, którzy może się sprawdzą, a może nie, to postawił na zatrudnianie piłkarzy, którzy już Ekstraklasie grali i do tego na co najmniej solidnym poziomie. Do nich zaliczają się: Makana Baku, Paweł Wszołek, Dominik Hładun, Robert Pich i właśnie Carlitos.
Fot. Mateusz Kostrzewa/Legia.com
Pasjonat polskiej piłki nożnej, fan talentu Michała Skórasia.