
Cyfra „4” według numerologii oznacza rozsądek i niezawodność w działaniu. To właśnie niezawodność wśród gospodarzy sprawiła, iż częstochowianie mogą cieszyć się ze zwycięstwa na swoim stadionie z Legią Warszawa. Czwórka również nieprzypadkowa, bo właśnie tyle bramek zdołali sobie wbić goście. Raków Częstochowa zwłaszcza w końcówce spotkania urządził sobie festiwal strzelecki, choć trzeba sobie powiedzieć, że samo spotkanie nie porwało. Czy znów czeka Legię nędza w ligowej tabeli? Czy Raków właśnie rozpoczął marsz w górę tabeli? Zapraszam na komentarz pomeczowy spotkania w Częstochowie.
Jak? Nijak
Pierwsze dwadzieścia minut spotkania to wręcz badanie rywala zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Oba zespoły świetnie przesuwały się w obronie i nie dawały dostępu do środka pola. Raków Częstochowa grał najczęściej po obwodzie i na spokojnie wymieniał piłki pomiędzy stoperami. Legia Warszawa najaktywniejsza była z prawej strony za sprawą Pawła Wszołka, który… najchętniej zapomniałby o spotkaniu w Częstochowie. Po dwudziestu minutach do głosu powoli zaczął dochodzić Raków. Sprytnie w pole karne wszedł Wdowiak, który… był moim zdaniem faulowany przez Makanę Baku. Sędzia Szymon Marciniak jednak nie podyktował rzutu karnego, pomimo konsultacji z wozem VAR. Nieco dziwna decyzja, ponieważ skrzydłowy Legii kolanem blokował wejście w pole karne Mateusza Wdowiaka. Moim zdaniem sędzia na spokojnie by się obronił.
Moim zdaniem Wdowiak bardziej wpadł na nogę Baku niż legionista sfaulował.
— Jan Szurek (@jan_szurek) September 11, 2022
***
Jednak kilka minut później nie było już żadnych wątpliwości. Johansson zachował się jak junior, a Ivi Lopez swoim sprytem zdążył wsadzić nogę podczas ruchu Szweda do piłki. W konsekwencji początkowo sędzia Marciniak odgwizdał rzut wolny, ale znów po konsultacji z wozem VAR wskazał na jedenasty metr od bramki Kacpra Tobiasza. Młody golkiper tym razem był gorszy od najlepszego zawodnika ligi z poprzedniego sezonu i na tablicy wyników widniał wynik 1:0 dla gospodarzy. Raków nie grał nic specjalnego przez ten okres czasu, ale dostał prezent od Legii. Niesamowite, że w takim meczu, w tak newralgicznym miejscu na boisku Johansson „olał” kompletnie sprawę.
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1568995595389378565
Zresztą Szwed po pierwszej połowie powinien opuścić boisko. Nie dość, że jego gra wołała o pomstę do nieba (zwłaszcza w rozegraniu piłki), to zdążył zarobić żółty kartonik co powodowało, że tylko kwestią czasu było kolejne zagrożenie po tej stronie obrony. Jednak niestety, to jest pięta achillesowa Legii, jeśli chodzi o ten sezon. Tak naprawdę nie ma nominalnego zmiennika na tę pozycję. Na prawej obronie mógł zagrać jeszcze Rose, który jest równie elektryczny jak Johansson w niedzielny wieczór. Trochę z deszczu pod rynnę.
Częstochowska jakość i zabójcza końcówka
Gdy postronny kibic nieoglądający meczu na żywo spojrzy na aplikacje sportowe to wysuwa się jeden wniosek: „Ale była egzekucja w Częstochowie”. Jednak wcale tak nie było. Tak naprawdę oba zespoły nie zagrały fenomenalnego spotkania. Do praktycznie 70 minuty Raków z Legią grali jak równy z równym. Nie było wyraźnej przewagi żadnego z zespołów. Jednak w pewnym momencie po prostu gospodarze pokazali więcej boiskowej jakości. W Legii wszystko było jednostajne i niechlujne. Chociażby sytuacja z Kramerem i Johanssonem w polu karnym, gdzie żaden z nich nie potrafił trafić w piłkę…
Czy ktoś może mi w przystępny sposób wytłumaczyć co zrobił Sokołowski ? pic.twitter.com/XKxPVEmZYo
— Maciej (@maciej_qu) September 11, 2022
Nie rozumiem również zachowania Patryka Sokołowskiego, który po prostu odpuścił piłkę. Czemu? Tego chyba sam wspomniany piłkarz nie wie. Nie można popełniać tak prostych błędów z kandydatem do tytułu. Legia Warszawa sama prosiła się o stratę bramki. Z Niecieczą, czy Stalą Mielec to mogło wystarczyć. Jednak, jeśli trafia się na drużynę z topu ligi, takie błędy będą wykorzystane. Tutaj nie ma miejsca na pomyłki.
https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1569020295662522375
W końcówce ogromną różnicę w grze Rakowa zrobił duet Nowak-Piasecki. Uczestniczyli oni w każdej akcji bramkowej w końcówce meczu. Legia była totalnie niepoukładana w obronie. Jej piłkarze psychicznie byli po prostu rozwaleni i sięgnęli dna. O czym mogła świadczyć nawet sytuacja Piaseckiego z Augustyniakiem, gdzie obrońca Legii był bardzo mocno zdziwiony, że nie poradził sobie z napastnikiem Rakowa. Ten po prostu przestawił sobie jak chciał byłego zawodnika Uralu Jekaterynburg. Na sam koniec Raków wbił futbolówkę po raz piąty do bramki Tobiasza, ale tym razem od częstochowskiej „La Manity” uchroniło Legię zasygnalizowanie pozycji spalonej.
Przypominam, że Kosta wprost powiedział, że to będzie długa podróż, bo nie naprawi tego, co pomysłowy dobromir rozpieprzał przez pięć lat. #RCZLEG
— Marcin Żuk (@MZukMarmar) September 11, 2022
https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1569016534844030980
Bylejakość oraz młodość, która trzyma poziom
Lato odeszło w zapomnienie, a pogoda za oknem zrobiła się mocno depresyjna i wpędzająca w leniwy nastrój. W Częstochowie piłkarzom Legii Warszawa bardzo mocno udzieliła się aura panująca obecnie w naszym kraju. W niedzielny wieczór widzieliśmy zespół z Warszawy, która w ogóle nie ma pomysłu jak rozmontować obronę Rakowa. O ile jeszcze do 70. minuty gra w obronie wyglądała całkiem nieźle, o tyle z przodu mogliśmy zobaczyć pojedyncze zrywy Pawła Wszołka czy Carlitosa. Miałem wrażenie, że Hiszpan był mocno osamotniony w swoich ofensywnych działaniach. Jednakże powodem był brak dogrywanych piłek po ziemi z głębi pola. Legia wyprowadzając piłkę od własnej bramki nie starała się utrzymać piłki po ziemi przy nodze zawodników w białych koszulkach. Raków umiejętnie obnażył słabe strony Legii, dzięki czemu wygrywał większość pojedynków główkowych po zagraniu długich piłek.
wystawmy oceny piłkarzom Legii za #RCZLEG pic.twitter.com/x4z5CfWju7
— Andrzej Cała (@Andrzej_Cala) September 11, 2022
-0⃣pomysłu na wygraną (chyba że przypadkiem)
-~0⃣pomysłów w ataku
– Niesamowite błędy w obronie, podarowane rywalom prowadzenia 2-0
– Dalej fatalny Wszołek
– Sokołowski+Rosołek najpewniej nie nadają się do gry Legia IIDo zapomnienia, ograć Miedź i do roboty w przerwie#RCZLEG
— Ramirez (@CommonSensePL) September 11, 2022
Brakowało zrywu w pewnym momencie, lidera boiskowego, który pociągnie zespół w beznadziejnej sytuacji. W ofensywnie totalny marazm, a pod koniec meczu beznadziejna z ofensywy dała się we znaki w obronie. W ciągu kilku minut wszystko posypało się jak domek z kart. Raków był po prostu konsekwentny do bólu. Nadal uważam, że to zespół z Częstochowy jest głównym kandydatem do mistrzostwa Polski i będzie kompromitacją, jeśli jego nie zdobędą. Jednak ciężko się nie zgodzić, że Legia po tym meczu poznała swoje miejsce w szeregu. Po meczu Kosta Runjaić powiedział, że bierze odpowiedzialność za porażkę. Zresztą ciężko cokolwiek powiedzieć na gorąco po takim meczu, więc nie dziwię się niemieckiemu trenerowi.
***
Ponownie dwóch zawodników Legii pomimo młodego wieku udowodniło, że potrafi stanąć na wysokości zadania. Kacper Tobiasz i Maik Nawrocki jako jedyni chyba mogą mieć czyste sumienie po spotkaniu w Częstochowie. Chociaż po stracie czterech bramek ciężko powiedzieć, że ktoś może mieć jakiekolwiek czyste sumienie. Jednak w porównaniu do innych swoich kolegów z drużyny, to zdecydowanie gdyby nie oni, wynik mógł być dużo większy. Kacper już w pierwszej połowie ratował Legię w sytuacji sam na sam z Gutkovskisem. Łotysz ewidentnie ma problemy natury psychologicznej. Myślę, że gdyby w takiej sytuacji znalazł się inny napastnik, na spokojnie wykorzystałby taką sytuację, a na przerwę Legia Warszawa schodziłaby z dwubramkową stratą.
#RCZLEG
Ma szczęście, że ogwizdali tam spalonego xD pic.twitter.com/7FCebXJuUT— Maciej (@maci3j_) September 11, 2022
Strasznie w oczy rzucał się brak kreatywności Josue. Portugalczyk zgasł w środku pola w niedzielny wieczór. Nie miał kto wziąć odpowiedzialności na siebie i wykreować „z niczego” jakiegoś podania przeszywającego linię obrony. Ponownie Legia nie miała skrzydłowych, którzy napędzaliby akcję w bocznych sektorach. Mecz w Częstochowie był bardzo podobny do starcia z Cracovią, gdzie Legia również mentalnie wyglądała fatalnie. Jednak to już za nami. Czas skupić na najbliższych wyzwaniach. Czas zapomnieć o tym co działo się na Jasnej Górze. Proces budowy zespołu trwa. I każdy proces wymaga czasu, a zwyczajnie nie da się kolejnego meczu z jakościowym rywalem przepchnąć kolanem. No nie da się…