Obserwuj nas

Legia Warszawa

Ucieczka przed toporem z Legnicy [KOMENTARZ ZE STADIONU]

Energylandia i jej najszybsze kolejki to przy spotkaniu z beniaminkiem PKO Ekstraklasy małe piwo.  W piątkowym meczu z Miedzią Legnica Legioniści odwrócili losy spotkania z 0:2 na 3:2 i komplet oczek pozostał przy Łazienkowskiej. Kiedyś pewien trener powiedział, że 2:0 to bardzo niebezpieczny wynik. I nawet ten trener nie raz gościł na stadionie Legii Warszawa. Nie ma przypadków, są tylko znaki. Kibice na pewno nie mogli narzekać na brak pięknych bramek, ale sama gra obu zespołów pozostawiała wiele do życzenia. Zapraszam tradycyjnie na “Komentarz ze stadionu”, czyli jak Legia uciekła spod legnickiego topora.

Brak koncentracji i chwile grozy

Wiele razy mówi się, że często u niektórych piłkarzy prawdziwe mecze rozgrywają się w głowie, a nie na boisku. Wiele razy zawodnicy, posiadający ponadprzeciętne umiejętności, nie potrafią grać na równym poziomie od pierwszej do ostatniej minuty. Gdyby ktoś powiedział mi przed spotkaniem, że największą tykającą bombą w meczu będzie Rafał Augustyniak obśmiałbym go niesamowicie. Jednak rzeczywistość brutalnie to zweryfikowała. Stoper Legii najwidoczniej nie wymazał z pamięci przegranego pojedynku z Fabianem Piaseckim. Były zawodnik Urala Jekaterynburg od pierwszych minut wyszedł zdekoncentrowany i efektem tego były dwie szybko strzelone bramki przez gości.

Dodatkowo to nie były błędy, które wynikały z braku techniki. Wynikały one z braku koncentracji oraz powolnym podejmowaniu decyzji. Kilka minut po strzelonej drugiej bramce tak naprawdę Miedź mogła zamknąć to spotkanie. Jednak Luciano Narsingh postanowił zabawić się z Tobiaszem i próbował lobować młodego golkipera Legii. Ten kolejny raz pokazał, że nawet jeśli zespół gra słabe spotkanie, to on trzyma równy poziom. Sam trener gości Wojciech Łobodziński wspomniał, że powinni zamknąć mecz za sprawą Holendra. To naprawdę były chwile grozy na Łazienkowskiej. Nie jestem pewien, czy zespół trenera Runjaicia zdołałby odrobić trzybramkową przewagę gości.

 

“Hej Josue, Paweł dawajcie tylko na woleja!”

Każdy, kto grał gdziekolwiek w piłkę, zapewne miał sytuację, gdy uderzył z powietrza futbolówkę tak, że powiedział w myślach – “tak, to jest strzał”. Wręcz czuć wtedy, że kolokwialnie mówiąc piłka “siadła na nodze”. Bardzo zbliżoną reakcję zapewne miał Filip Mladenović, który początkowo był mocno chimeryczny po straconych dwóch bramkach. Właściwie to jego sektorem pędził Luciano Narsingh w akcji, która mogła wbić gwóźdź do trumny Legii Warszawa w piątek 16 września. Jednak po kilku minutach Serb wrócił na właściwe obroty. Z uwagi na to, że Holender niezbyt chętnie wracał za swoim zawodnikiem Mladenović miał nieco więcej miejsca niż zwykle. Próbował z prawej, próbował z lewej, aż w końcu nadszedł rzut rożny wykonywany przez Josue

Patrząc z wysokości trybuny prasowej na bramkę Mladenovicia, miałem lekki “throwback” do gola strzelonego przez Arjena Robbena w Lidze Mistrzów przeciwko Manchesterowi United. Wtedy też Ribery bezpośrednio z rzutu rożnego dośrodkowywał wprost na nogę Holendra. Kiedy piłka zmierzała w stronę Serba, niektórzy kibice na Łazienkowskiej zastanawiali się, czy wyląduje na trasie Łazienkowskiej, czy być może wpadnie do Wisły. Jednak uderzenie Filipa Mladenovicia zasługuje na ogromne brawa. Taka bramka mogłaby być na spokojnie bramką kolejki na Mistrzostwach Świata, czy w Lidze Mistrzów.

– Mamy świetnego wykonawcę stałych fragmentów gry – Josue. Wszyscy wiedzą, że Filip Mladenović ma doskonale ułożoną lewą stopę. Kooperacja między tymi zawodnikami jest coraz lepsza, a ja bardzo cieszę się z dzisiejszych goli Filipa.  Grając u siebie czujemy dużą moc, zwłaszcza ze strony trybun. To ma bardzo duży wpływ na drużynę.   – powiedział na konferencji pomeczowej Kosta Runjaić.

– Bardzo się cieszę, że moja współpraca z Pawłem Wszolkiem tak wyglądała. Dobrze się rozumiemy i dzisiaj to było widać. Najważniejsze jest zwycięstwo, ale musimy być bardziej skoncentrowani, żeby nie popełniać prostych błędów w obronie. Nie zawsze będziemy w stanie w taki sposób odwrócić losy spotkań. Naszym celem jest gra w pucharach i musimy być jeszcze lepsi. Cieszę się, że zdobyłem dwie bramki. W pierwszym sezonie strzeliłem kilka ładnych goli dla Legii i mam nadzieję, że odblokowałem się na dobre. Gole dedykuję swoim dzieciom. Marzę o wyjeździe na mundial i wiem, że z taką grą mogę to osiągnąć – powiedział po spotkaniu Filip Mladenović.

 

Niewykorzystana szansa

Spotkanie z Miedzią Legnica było idealną szansą dla niektórych zawodników na pokazanie się trenerowi z dobrej strony. Udowodnienie, że zasługują na regularne wystawianie ich w wyjściowej jedenastce. Jednak uważam, że zarówno Rosołek, jak i Kapustka nie mogą uznać tego meczu za udany. Skrzydłowego w ogóle nie było widać. Więcej zamieszania w ofensywie robił wcześniej wspomniany Mladenović, aniżeli Rosołek. To także widać, że chyba to nie jest do końca jego pozycja. Wydaje mi się, że Maćkowi brakuje nieco przestrzeni i w pewnych momentach ogranicza go linia boiska. Natomiast Bartek Kapustka musi sobie zdać sprawę, że takimi występami oddala mu się wyjściowy skład.

Bartoszowi brakowało pewnego luzu w grze. Miałem wrażenie, że nie czuje tej samej energii na boisku co jego partnerzy. Owszem oddał jeden groźny strzał na bramkę Lenarcika. Jednak to było za mało i w konsekwencji został zmieniony już w przerwie tego spotkania. Widać, że dopadł go dołek formy. Szkoda, że nie wykorzystał swojej szansy, ponieważ w meczu z Lechem Poznań za nadmiar żółtych kartek nie zagra Josue, więc robi się jedno wolne miejsce w wyjściowym składzie. Jednak wydaje mi się, że to Muci zajmie miejsce kapitana Legii Warszawa.

Czas na kadrę, czas na wniosków i analiz

Po pierwszych 20 minutach myślałem, że obrona Legii nie dojechała na piątkowe spotkanie. Miałem wrażenie, że tego dnia bardziej dziurawej obrony nie da się znaleźć. Jednak z pomocą przyszli mi zawodnicy Miedzi Legnica, którzy podtrzymali fatalny poziom gospodarzy. Pomimo zwycięstwa i odrobienia strat przez całe spotkanie, nie można tego meczu zaliczyć do udanych. Owszem to punkty decydują o ogólnym rozrachunku w tabeli. Jednak gdyby tutaj przyjechał zespół z top 5 naszej ligi, spotkanie zakończyłoby się po 30 minutach. Legia ma szczęście, że Miedź sama wyeliminowała się z tego spotkania. Szczególnie w końcówce, gdzie najgłupszą czerwoną kartkę od dawien dawna otrzymał Henriquez za… rzut bidonem. Dzban kolejki znany już w piątek.

W pierwszej części spotkania Miedź była dużo mądrzejszym zespołem, jeśli chodzi o rozegranie piłki na połowie przeciwnika. To goście szanowali piłkę i spokojnie przygotowywali sobie akcję ofensywną, aby znaleźć odpowiednią lukę do zagrania. W Legii brakowało mi takiego spokoju i dokładności. Zawodnicy Miedzi, kiedy widzieli, że nie mają korzystnej opcji do podania, szukali wariantu gry z tyłem, a później natychmiast przerzucali ciężar gry. W Legii panował chaos i niechlujstwo. Akcje były szarpane, a w niektórych momentach po prostu brakowało zejścia do gry po piłkę. Paweł Wszołek wraz z Carlitosem wiele razy biegli w ciemno za linię obrońców Miedzi czekając na dalekie zagranie. W takim stylu na pewno nie chce grać Kosta Runjaić.

***

Legia nie spodziewała się, że przy rozegraniu piłki od bramki Miedź ruszy na nich wysokim pressingiem. Nie był to wybitny pressing, ale na tyle skuteczny, aby gospodarz tego spotkania znów ratował się zagraniem długiej piłki. Brakowało mi spokoju i wyjścia z piłką przy nodze, przy pressingu rywala ze swojej połowy. Z Rakowem Częstochowa nie udało się tak wychodzić, to dlaczego nie spróbować z Miedzią Legnica?

Jeśli chodzi o oceny pomeczowe, to zdecydowanie najlepszym zawodnikiem spotkania został Mladenović. Oczywiście z uwagi na dwie zdobyte bramki, ale również na to, że rozruszał lewą część boiska. W wyniku opieszałości Macieja Rosołka, był on najgroźniejszym zawodnikiem w bocznym sektorze. Jeśli mowa o bocznych sektorach, to znów zawiódł Mattias Johansson. Miałem wrażenie, że myślami był zupełnie, gdzie indziej i przeszedł obok spotkania. Natomiast wreszcie liczby zaczął notować Paweł Wszołek, który zanotował bramkę i asystę w piątkowym spotkaniu. Bardzo to cieszy, ponieważ przed meczem był nazywany przez niektórych kibiców agentem 007 (0 bramek, 0 asyst, 7 spotkań).

Chyba już tradycyjny gość plusów ocen pomeczowych  – Kacper Tobiasz. Ponownie bramkarz Legii, gdy wszyscy grali totalny piach, jako jedyny trzymał poziom. Zachował zimną krew przy kluczowym pojedynku 1 na 1 z Narsinghiem. Spokojnie rozgrywał nogami od tyłu i wychodził pewnie czy to na przedpole, czy to w powietrze.

***

Na minus zdecydowanie gra Rafała Augustyniaka. Stoper warszawskiej Legii zdecydowanie na swoje konto musi przypisać dwie stracone bramki. Widząc rozgrzewającego się Lindsaya Rose’a, miałem wrażenie, że właśnie on opuści plac gry. Jednak, gdy zapytałem trenera, dlaczego to Johansson opuścił boisko, a nie Augustyniak? Odpowiedział, że zmiana była podyktowana tylko i wyłącznie zmianą ustawienia. Mam nadzieję, że nowy nabytek Legii przepracuje należycie przerwę na kadrę.

Pomimo asysty do Mladenovicia moim zdaniem do minusów za ten mecz dołącza Josue. Szczególnie za sytuację przy wykonywaniu stałego fragmentu z Bartoszem Sliszem. Niepotrzebnie wdawał się w kłótnię z Dominguezem z Miedzi Legnica. Finalnie obaj panowie zostali poczęstowani żółtym kartonikiem przez sędziego Damiana Kosa. W konsekwencji Portugalczyk spotkanie z Lechem Poznań będzie mógł oglądać co najwyżej z perspektywy trybun. Pomijając już sytuację z kartonikiem, kapitan Legii dość mocno obniżył loty. Brakuje zagrań, z których był znany, jednego podania, które rozmontuje obronę rywali. Miejmy nadzieję, że już w meczu z Wartą Poznań wróci na właściwe tory.

Ogółem Legia znów pokazała charakter, odrabiając dwubramkową stratę. Jednak uważam, że taka gra, którą widzieliśmy przez pierwsze 20 minut jest niedopuszczalna. Lepsi rywale nie będą mieli litości. Dużo do poprawy, dużo do przeanalizowania dla sztabu Kosty Runjaicia. Udało się uciec spod toporu z Legnicy. Czas na operację Poznań.

 

Oceny w skali 1-10 (wyjściowa 5)

Tobiasz – 6

Johansson –3

Nawrocki – 5

Augustyniak – 2

Mladenović – 7 (MVP)

Wszołek – 6

Slisz – 5

Kapustka – 3

Josue – 4

Rosołek – 3

Carlitos – 4

 

Rose – 5

Muci – 5

Kramer – 5

Kharatin – grał zbyt krótko

Ribeiro – grał zbyt krótko

 

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Derby Poznania dla Lecha #MinąłWeekend - 10. kolejka | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Legia Warszawa