
Lech Poznań udaną rundę jesienną sezonu 2022/2023 kończył wyjazdem do Białegostoku. Jak wiemy „Białystok” i „Lech” nie idą w parze. Tym razem, jednak było inaczej i Kolejorz przerwał 9-letnią niemoc wygranej przy ulicy Słonecznej.
Where is Sousa?!
Skład wystawiony przez Johna van den Broma raczej nie wzbudził jakiś większych kontrowersji. Czerwiński zastąpił Pereirę, a Murawski Kvekveskiriego. Były to zmiany z rodzaju tych kosmetycznych. Zaskoczyć mógł jednak brak Afonso Sousy. Chociaż z drugiej strony trudno mówić o zaskoczeniu, kiedy to zawodnik przez całą rundę nie jest w stanie rozegrać dwóch meczów w podstawowym składzie z rzędu. Tak czy siak środowisko kibicowskie klubu z Wielkopolski przyjęło kolejną nieobecność Portugalczyka z wielkim smutkiem. Zamiast niego w składzie pojawił się Gio, który na boisku jest bardziej bezbarwny niż obecna pogoda w Polsce. Oglądanie tego zawodnika w koszulce Lecha można określić mianem masochizmu. A wracając do samego Sousy, to po zakończeniu spotkania okazało się, że powodem absencji były problemy rodzinne.
https://twitter.com/a_kowalewicz/status/1591451198233907200?s=20&t=4tHuPLIFVLLrPNN23Wgzxg
Niestrawna pierwsza połowa
Pierwsze 45 minut na podlaskiej ziemi było wyjątkowo niestrawne. Rażąco przypominały one spotkanie sprzed kilku tygodni w Krakowie, w którym to padł wynik 0:0. Płynność gry regularnie była zabijana przez wyjątkowo skrupulatnego tego dnia Daniela Stafeńskiego i białostockich kibiców, którzy wyjątkowo hucznie świętowali ostatnie spotkanie swoich ulubieńców w tym roku. Gdyby nie doliczony czas gry to tak naprawdę nie byłoby o czym mówić, jeśli chodzi o pierwszą połowę meczu. Najpierw bramkę zdobył Mateusz Skrzypczak, który wykorzystał chwilową drzemkę poznańskich stoperów i ze stoickim spokojem umieścił piłkę w bramce. Warto dodać, że „Skrzypa” to rodowity lechita, więc nie celebrował tego gola. Na straconą bramkę bardzo szybko odpowiedzieli gościa. Murawski zagrał na klepkę z Gio i wrzucił w pole karne, a podanie na bramkę zamienił Mikael Ishak.
https://twitter.com/dobraszd/status/1591480419018592257?s=20&t=4tHuPLIFVLLrPNN23Wgzxg
Szymczak za trzy
Filip Szymczak w ostatnich tygodniach poczynił niesamowity progres. Z wyśmiewanego zawodnika stał się bardzo ważnym elementem w układance Johna van den Broma. Do walki i wygranych pojedynków dołożył to co dla napastnika najważniejsze, czyli umiejętność strzelania goli. Lech dzięki niemu nie będzie musiał w zimowym okienku transferowym szukać zmiennika dla Mikaela Ishaka. A w trakcie minionej już rundy można było mieć takie obawy. Na szczęście dla kibiców z Wielkopolski w porę się on ogarnął i zaczął grać na miarę oczekiwań. Gdyby nie 20-latek to Lech zimowałby na znacznie gorszej pozycji w ligowej tabeli. Otóż Polak strzelił gola w doliczonym czasie gry z Koroną i teraz w Białymstoku. Obydwa na wagę trzech punktów.
Lech Poznań przełamuje passę bez wygranej w Białymstoku, ale kiedy miał to zrobić, jak nie właśnie w roku 100-lecia klubu. Jeszcze wyszarpana na koniec rundy wygrana za sprawą wychowanka. Kolejorz odwraca wynik pierwszy raz w sezonie. Ostatni raz zrobił to w meczu z Wartą 14.05.
— Dawid Dobrasz (@dobraszd) November 12, 2022
Marchwiński i Lech? To nie idzie w parze
Wiem, że oczekiwania wobec Filipa Marchwińskiego przez ostatnie miesiące drastycznie zmalały. Ja już naprawdę nie wymagam od niego cudów. I ogólnie nie lubię krytykować wychowanków danego klubu, ponieważ wkładają oni w występy dla swojej drużyny całe serce. Ale no po prostu występy popularnego „Marchewy” to jawna prowokacja. Powolny, mało zwrotny, biega jakby bez mapy. Dałoby się to jeszcze wytłumaczyć dużą ilością minut rozegranych w tym szalonym kalendarzu. Ale przecież w tym sezonie był na boisku przez zaledwie 700 minut. Dla porównania, taki Michał Skóraś ma w nogach ponad trzy razy więcej czasu gry.
Na miejscu zarządzających Lechem pożegnałbym się z 20-latkiem w letnim okienku transferowym. Moim zdaniem z tego związku już nic nie będzie i nie ma co się ze sobą na siłę męczyć. Im szybciej się to stanie, tym lepiej dla obu stron. Kolejorz więcej zarobi, a Marchwiński będzie mógł zrobić krok naprzód. W Poznaniu bowiem od paru lat stoi w miejscu.
Wchodzę rano na twitterka i czytam, że Filip Marchwiński dał dobrą zmianę.
Serio, już tak naprawdę spadły oczekiwania wobec niego?
Coś tam poszarpał, ale ogólnie było to kolejne karykaturalne spotkanie w jego wykonaniu.
Ze swoją ruchliwością bardziej się nadaje do Wiary Lecha.— Adam Kowalewicz (@a_kowalewicz) November 13, 2022
Solidna defensywa i szef w środku pola
Jeżeli miałbym jeszcze kogoś wyróżnić to z pewnością byliby to defensorzy gości. Jagiellonia przez cały mecz nie była w stanie zagrozić bramce Kolejorza. Każda akcja była zatrzymywana przez Milicia, bądź Satkę. A w końcu nie było to wcale oczywiste, ponieważ Gual i Imaz to nie zawodnicy z przypadku, tylko jak na naszą ligę bardzo solidni napastnicy. Warto pochwalić też Radka Murawskiego, który w ostatnich tygodniach ma formę iście reprezentacyjną. Rządzi w środku pola, a na dodatek dokłada elementy ofensywne (mowa tu o m.in. tej cudownej wrzutce do Ishaka). Wiele osób obawiało się, że przy gorszej formie Karlstroma środek pola Lecha się całkowicie posypie i będzie dziurawy jak ser szwajcarski. A tu wchodzi „Muraś”, który w ostatnich tygodniach gra nawet lepiej niż Szwed. Można by nawet rzecz, że uczeń przerósł mistrza.
Moje oceny:
Bednarek – 5
Rebocho – 6
Milić- 5
Satka – 6
Dagerstal ( z ławki) – 7
Czerwiński – 5
Karlstrom – 5
Murawski – 8 (MVP)
Skóraś – 6
Amaral – 4
Marchwiński ( z ławki) – 3
Gio – 5
Ishak – 7
Szymczak (z ławki) – 8
Pasjonat polskiej piłki nożnej, fan talentu Michała Skórasia.