Obserwuj nas

Legia Warszawa

Zwycięstwo bez dyrygenta [KOMENTARZ ZE STADIONU]

Dyrygent. Najważniejsza osoba w orkiestrze. To on decyduje co zagrać, w jakim tempie i kiedy zakończyć dany utwór. Nie ma co ukrywać, i każdy dobrze o tym wie, że taką rolę w Legii Warszawa pełni Josue. Kapitan warszawskiego zespołu po otrzymanej czerwonej kartce w Zabrzu nie mógł pojawić się na murawie przy Łazienkowskiej w meczu ze Stalą Mielec. Klub z podkarpacia nie zaznał jeszcze smaku zwycięstwa w rundzie wiosennej. Trener Adam Majewski otwarcie mówił, że do Warszawy jedzie zdobyć bramkę. No niestety, ale swoje plany musi odłożyć na inny wyjazd. Czy Legia Warszawa bez dyrygenta zagrała koncert godny opery na Łazienkowskiej? Czy Stal Mielec dużo odstaje od czołówki Ekstraklasy? Serdecznie zapraszam na „Komentarz ze stadionu”.

 

Kontrola z nutką nerwowości

To nie było spotkanie, które zapamiętamy na lata i będziemy opowiadać swoim wnukom. Goście co prawda mieli swoje okazje, ale były to okazje sporadyczne. Największe zagrożenie powstało w drugiej połowie, gdzie Rauno Sappinen trzykrotnie próbował pokonać Dominika Hładuna. Jednak były golkiper Zagłębia Lubin popisał się świetnym refleksem, a zespół ze stolicy mógł cieszyć się z 10 spotkania, w którym nie stracił bramki. Były obawy o Hładuna, a facet wchodzi jak do siebie i podejrzewam, że łatwo nie odda miejsca Kacprowi Tobiaszowi. To po raz kolejny potwierdza, że trener bramkarzy Krzysztof Dowhań nie tylko wychowuje bramkarzy z akademii, ale również potrafi średnich golkiperów doprowadzić do najwyższego możliwego dla nich poziomu.

 

Albański czar

Dużo mówiło się, że to Ernest Muci musi wejść w buty Josue i  wszedł…, ale nie do końca. To nie były buty Portugalczyka, a swoje ponieważ Muci jest zupełnie innym typem zawodnika oraz na boisku w niedzielny wieczór zachowywał się kompletnie inaczej, niż kapitan stołecznego zespołu. W dłuższym okresie czasowym zauważalne było, iż zarówno Albańczyk, jak i Maciej Rosołek grali jako dwie „dziesiątki” zostawiając nieco więcej pola do popisu Bartoszowi Kapustce, który zdecydowanie był bardziej ofensywnie usposobiony, aniżeli Bartosz Slisz. Jednak dużym problemem była niewykorzystana przestrzeń, która powstała bezpośrednio przed Tomasem Pekhartem. Zawodnicy Legii, ani nie zagrywali piłek w kierunku Czecha, ani nie zdobywali z piłką terenu. Właśnie w takim miejscu przydałby się Portugalczyk, który świetnie sprawdza się jako wolny elektron za plecami napastnika.

Sam Albańczyk był w niedzielny wieczór zdecydowanie najlepszym zawodnikiem. Starał się szukać wolnych przestrzeni w ataku, ale również nie bał się zejść do piłki nieco w głąb boiska. Muci w pierwszej połowie zabrał na karuzelę Fabiana Hiszpańskiego, który kompletnie nie radził sobie z młodym pomocnikiem. Kilka fajnych rajdów lewym skrzydłem przyniosły sytuacje bramkowe, których nie udało się wykończyć. Natomiast w drugich trzech kwadransach po wejściu na boisko Patryka Sokołowskiego, Albańczyk został przesunięty do centralnej części boiska. Po tym ruchu kilka razy mogliśmy ujrzeć jego „magię”, chociażby w sytuacji gdzie pięknie założył siatkę Kasperkiewiczowi, czy nawet przy okazji bramki Pekharta, gdzie zwykłym balansem ciała zwiódł obrońcę rywali.

***

Muci rośnie z meczu na mecz i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Powoli wchodzi na swój optymalny poziom, który jest w stanie osiągnąć przez dłuższy okres czasu. W meczu ze Stalą świetnie czuł się z piłką przy nodze i podobnie jak Josue schodził w boczne sektory gry. Jedynym mankamentem, który dostrzegam u Albańczyka do poprawy to decyzyjność przed polem karnym rywala oraz w samym polu karnym. Była w niedzielę sytuacja, gdzie Muci otrzymał prezent w postaci złego rozegrania piłki, a sam Albańczyk zamiast uderzać w pierwszym momencie próbował „na zamach” nawinąć stopera z Mielca. Jednak w całym rozrachunku cieszy fakt, że Albańczyk po niedzielnym starciu ze Stalą ma już więcej asyst niż kapitan Josue, a mogło być zdecydowanie więcej… Czyżby to Kosta Runjaić miałby przestawić „coś” w głowie Ernesta Muciego?

 

Twierdza i konsekwencja

W poprzednim sezonie Legia Warszawa przechodziła ogromny kryzys, a stadion przy Łazienkowskiej nie budził żadnego respektu wśród rywali. Jednak trener Kosta Runjaić sprawił, że stadion przy ul. Łazienkowskiej 3 stał się istną twierdzą dla byłych mistrzów Polski. Ostatni raz Legia Warszawa na własnym terenie przegrała 18 kwietnia 2022 roku. Niedługo minie rok od tej niechlubnej porażki z Piastem Gliwice. Wiadomo, że zdarzały się mecze, w których Legia musiała gonić wyniku. Jednak tak, czy inaczej nie schodziła pokonana. Ogromną pracę wykonał niemiecki szkoleniowiec w tym aspekcie. Każdy zespół z Ekstraklasy musi mieć z tyłu głowy przyjeżdżając do stolicy, że jednak z tego terenu nikt trzech punktów nie wywiózł.

Również słowa uznania należą trenerowi w kwestii konsekwencji jaką prezentuje. Legia ma swój określony styl gry, ale nie trzyma się ona go za wszelką cenę. Pokazał to niedzielny mecz, gdzie zabrakło głównego dyrygenta Josue, a koncert nadal trwał. Runjaić stworzył zespół, który nie jest uzależniony od jednego zawodnika i potrafi elastycznie dopasowywać się do zasobów ludzkich w drużynie. Sam trener na konferencji pomeczowej wspomniał, że gdy dojdą ewentualne europejskie puchary w przyszłym sezonie będzie musiał nieco modyfikować swoje taktyki. Również bardzo przyjemnie obserwuje się, że hasło „wprowadzanie młodych” to nie tylko pusty slogan. Niemiec powoli daje coraz więcej szans Igorowi Strzałkowi, a ten odpłaca mu się dobrą grą, jak chociażby w niedzielę. Na dodatek Pogoń Szczecin po 24. kolejkach PKO Ekstraklasy miała identyczny bilans punktowy jak Legia Warszawa w tym momencie. Przypadek? Nie ma przypadków, są tylko znaki…

Młodzież atakuje, starzy bronią

W niedzielnym meczu oprócz Hładuna i Muciego, warto również pochwalić Artura Jędrzejczyka. Reprezentant Polski świetnie radził sobie z Rauno Sappinenem, odcinając go od gry. Estończyk musiał szukać więcej miejsca u skrajnych stoperów, ponieważ z Jędrzejczykiem nie dawał sobie rady. Naprawdę solidny występ byłego kapitana Legii. Na plus również Bartosz Slisz, od którego myślę skład rozpoczyna Kosta Runjaić. Pomocnik Legii naprawdę wygląda bardzo dojrzale w środku pola i nie ogranicza się on tylko defensywny, a coraz częściej wygląda jak świetny łącznik defensywy z ofensywną linią zespołu.

https://twitter.com/MichalP_02/status/1634984850406125568

Na duży minus  Maciej Rosołek. „Rossi” coraz bardziej oddala się od wyjściowego składu. Pomimo tego, że trener Kosta Runjaić twierdzi, że młody napastnik dobrze sobie radzi i jest pracowity, że to wszystko długotrwały proces. Jednak coraz bardziej skłaniam się do faktu, że być może centralna pozycja w ataku to nie jego przestrzeń. Ze swoją szybkością oraz opanowaniem piłki, mógłby spróbować jako skrzydłowy. Może nie na minus, a nijako w środku pola zagrał Kapustka. Oczywiście to zawodnik, który odniósł poważną kontuzję. Jednak w pewnym momencie, a nadejdzie to już niedługo, trzeba będzie wymagać od niego nieco więcej niż od innych. To zawodnik, który umiejętnościami przewyższa poziom PKO Ekstraklasy, więc liczę, że  w kolejnych spotkaniach będzie tworzyć coś z niczego.

 

Oceny w skali 1-10 (wyjściowa: 5)  

Hładun – 7

Wszołek – 6

Nawrocki – 6

Jędrzejczyk – 7

Ribeiro – 6

Mladenović – 5

Kapustka – 4

Slisz – 6

Muci – 8 (MVP)

Rosołek – 3

Pekhart – 6

 

Sokołowski – 5

Strzałek – 7

Pich – grał zbyt krótko

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Legia Warszawa