Obserwuj nas

Lech Poznań

Głupia strata punktów – Lech Poznań 2:2 Pogoń Szczecin

Lech Poznań wrócił do zmagań ligowych po dwutygodniowej przerwie reprezentacyjnej. Kwietniową serię starć zaczął od meczu z Pogonią Szczecin. Był to bardzo ważny mecz w kontekście walki o miejsce na podium. Padł remis, co pozwoliło poznaniakom zachować status quo, czyli 3 pkt. przewagi nad drużyną Jensa Gustafssona. W stolicy Wielkopolski osoby sympatyzujące z „Kolejrzem” nie mogą być jednak zadowolone, ponieważ zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki.

Przedmeczowe nastroje

Nastroje w Poznaniu przed tym meczem było dość dobre. Poza Filipem Szymczakiem nikt nie nabawił się kontuzji, a „Kolejorza” czekały dwa, stosunkowo łatwe mecze. Wiadomo – zarówno Warta, jak i Pogoń plasują się na dość wysokich pozycjach w tabeli, ale warto zwrócić uwagę na pewne okoliczności. Otóż „Portowcy”, pomimo dobrego punktowania, nie mogli dotąd szczycić się piękną grą. Gdyby nie dwa zwycięstwa w doliczonym czasie z Zagłębiem i Wisłą Płock, to ich sytuacja byłaby naprawdę trudna. No i nie prezentują oni mimo wszystko tak wysokiego poziomu, jak miało to miejsce w ubiegłbym sezonie. Warcie nigdy zaś nie gra się dobrze z Lechem, co zresztą potwierdzają statystyki. Od momentu powrotu na najwyższy szczebel rozgrywkowy w 2020 roku, ani razu nie wygrali bowiem z 8-krotnym mistrzem Polski.

Miejsce Szymczaka w jedenastce zajął Kristoffer Velde, ale poza nim nie ujrzeliśmy żadnych większych zmian. Na mecz wyszła podstawowa jedenastka, która wyklarowała się na przestrzeni kilku już miesięcy trwającego obecnie sezonu.

https://twitter.com/LechPoznan/status/1641744890391347200?s=20

https://twitter.com/LechPoznan/status/1642529905589010432?s=20

Intensywny początek meczu

„Portowcy” weszli w spotkanie niezwykle energicznie, podobnie jak to miało miejsce we wrześniowym starciu w Szczecinie. Widać było, że zależy im na zdobyciu w tym starciu trzech punktów. Już na początku wyprowadzili fenomenalną kontrę i gdyby nie słupek, wyszliby na prowadzenie. Dużo szczęścia mieli w tej sytuacji gospodarze. Z czasem jednak poznaniacy zaczęli się coraz bardziej rozkręcać. W 23. minucie Michał Skóraś popisał się indywidualną szarżą i zagrał do Sousy, a ten minimalnie spudłował. Warto jednak zaznaczyć, że Portugalczyk musiał oddawać strzał z bardzo nieprzyjemnej pozycji. Kilka chwil później po raz kolejny na skrzydle odnalazł się Skóraś i zagrał w pole karne. Zawodnik Pogoni stracił piłkę, a po przejęciu Karlstroem oddał fenomenalne uderzenie. Piłka najpierw się odbiła od słupka, a później wpadła do bramki. Gol ten przypomniał mi trafienie Jacka Krzynówka z meczu z Portugalią w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy w 2008 roku.

https://twitter.com/dudinhoemil/status/1642833930553311240?s=20

Zmarnowany karny Ishaka = brak zwycięstwa

Trzecia szarża Skórasia i trzecie zagrożenie pod bramką „Portowców”. Zawodnik miał przed sobą pustą bramkę, ale wolał wystawić futbolówkę Ishakowi. Jednakże podanie było kiepskiej jakości i nie trafiło ono do adresata. Mimo to Lechici otrzymali fenomenalną okazję do podwyższenia prowadzenia. Mianowicie – sędzia podyktował rzut karny za rękę Kostasa, blokującą pierwsze zagranie skrzydłowego urodzonego w Jastrzębim Zdroju. O dziwo, Mikael Ishak nie wykorzystał tej „jedenastki”. Uderzenie było słabe, więc Stipica nie miał najmniejszych problemów z jego obroną. Tuż po tym wydarzeniu miejsce miała bardzo kontrowersyjna sytuacja. Sousa ruszył do kontrataku, ale na własnej połowie został sfaulowany przez obrońcę Pogoni. Grek przyblokował Portugalczyka ciałem i nie dał mu dojść do piłki. Mimo to nie spotkała go za to kara, ponieważ sędzia zdecydował się zastosować przywilej korzyści. Uważam, że był to bardzo duży błąd. Rebocho był kilka metrów za nim i Lech nie miał realnej korzyści z decyzji Pawła Raczkowskiego.

Kilka chwil po tym wydarzeniu Pogoń otrzymała fenomenalną okazję na wyrównanie. Murawski zablokował podanie Grosickiego ręką, a sędzia podjął słuszną decyzję o podyktowaniu rzutu karnego dla zespołu ze Szczecina. Nie było to celowe zagranie, ale mimo wszystko ręka była ułożona nienaturalnie, więc należała się „jedenastka”. Do piłki podszedł Kamil Grosicki i wykonał słynną „Panenkę”. Mimo szczęśliwego efektu końcowego, jej wykonanie pozostawiało wiele do życzenia. Filip Bednarek był naprawdę blisko obronienia tego uderzenia.

***

Warto odnotować, że tuż przed końcem pierwszej połowy zejść z boiska z powodu urazu zejść musiał Dante Stipica. Jego miejsce w bramce zastąpił Bartosz Klebaniuk. W drugiej połowie nic nie wskazywało na to, że Pogoni uda się wyrównać. Los uśmiechnął się do drużyny gości jednak w 63. minucie, kiedy to Filip Bednarek głupim zagraniem wprost pod nogi Sebastiana Kowalczyka, zarzucił koło ratunkowe w kierunku drużyny gości. Kowalczyk podał do Gorgona, a Austriak strzałem z prostego podbicia pokonał bramkarza „Kolejorza” i było 1:2. Bezpośrednio po tej akcji mogliśmy ujrzeć kombinację podań dającą wyrównanie poznaniakom. Rebocho dośrodkował w pole karne, zgranie przedłużył Marchwiński, a piłkę w bramce umieścił Mikael Ishak. Była to świetnie rozegrana akcja. Futbolówka przeszła jak po sznurku od nogi Portugalczyka do Szweda. Do końca spotkania nic już się nie wydarzyło. Lech po raz kolejny stracił punkty w domowym spotkaniu ligowym.

Lepszy remis niż…

Nie był to wielki mecz zespołu Johna van den Broma. Trzy punkty były tak naprawdę na wyciągnięcie ręki, a koniec końców nie udało się ich zdobyć. Zapewne gdyby Mikael Ishak wykorzystał rzut karny, to „Kolejorz” by wygrał. Niemniej, nie ma co zwalać winy tylko na kapitana, bo za wynik odpowiedzialna powinna być cała drużyna. Na pewno wyróżnił się Karlstroem, który strzelił gola oraz ogólnie prezentował się bardzo dobrze na boisku. Bardzo aktywni byli Skóraś oraz Rebocho, a Marchwiński po raz kolejny po wejściu z ławki brał udział przy bramce. Na pewno cieszy to, że „Marchewa” w końcu gra na miarę oczekiwań. Nie jest to oczywiście jego maksimum, ale na pewno prezentuje się lepiej niż w zeszłych sezonach. Trudno w sumie stwierdzić, który zawodnik zagrał poniżej własnych możliwości. Brak zwycięstwa to bardziej wina funkcjonowania całego zespołu niż gorszej postawy poszczególnych piłkarzy.

Moje oceny w skali od 1 do 10:

Bednarek – 3

Rebocho – 6

Milić – 5

Salamon – 6

Pereira – 5

Karlstrom – 7 (MVP)

Murawski – 5

Skóraś – 6

Sousa – 5

Velde – 3

Ishak – 5

Fot.: lechpoznan.pl / Adam Jastrzębowski

Pasjonat polskiej piłki nożnej, fan talentu Michała Skórasia.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Lech Poznań