
17. kwietnia na koncie twitterowym Rakowa Częstochowa pojawiła się informacja o konferencji prasowej z udziałem trenera Marka Papszuna oraz właściciela klubu Michała Świerczewskiego. Wywołało to spore poruszenie zarówno w środowisku fanów klubu z Częstochowy, jak i postronnych kibiców oraz dziennikarzy sportowych. Wśród licznych spekulacji najpopularniejszą była ta o nowym (dłuższym) kontrakcie dla trenera, być może urozmaicona zapowiedzią rozwoju klubowej infrastruktury. Ale skończyło się na ogłoszeniu zakończenia współpracy z Markiem Papszunem (z jego woli) po sezonie 22/23, co wywołało szok.
Przeczucia przed konferencją
Osobiście, w pierwszej chwili po przeczytaniu informacji o wspólnej konferencji, byłem złej myśli. Przede wszystkim martwił mnie (nietypowy) udział właściciela oraz data, czyli dzień po siódmej rocznicy pracy Marka Papszuna pod Jasną Górą. Racjonalizowałem sobie jednak, że to niemożliwe, aby na 6 kolejek przed zakończeniem sezonu, mając 8-punktową przewagą nad Legią i z finałem Pucharu Polski za pasem granym z także Legią, decydować się na ogłaszanie informacji o odejściu trenera. Wmawiałem więc sobie, wbrew początkowym przeczuciom, że musi chodzi po prostu o uroczyste przedłużenie umowy z trenerem.
Niezrozumiały timing
Patrząc na medialną aktywność trenera (liczne wypowiedzi o zmęczeniu materiałem i tęsknocie za rodziną) odejścia można się było spodziewać. Ale dlaczego teraz je ogłaszać? Zgodnie z wypowiedziami (oraz twittami) obu panów, decyzję o zakończeniu współpracy trener podjął jeszcze zimą, przed Bożym Narodzeniem. Skoro tak długo była trzymana w tajemnicy, to znowu – dlaczego teraz? Większość dziennikarzy zdążyła już wręczyć złote medale Rakowowi i faktycznie niewiele wskazuje na to by „Medaliki” miały wywrócić się na ostatniej prostej po „majstra”. Czemu jednak nie zminimalizować ryzyka i nie ogłosić tego po przyklepaniu tytułu? Tym bardziej, że Raków czeka jeszcze trudny mecz z Legią Warszawa w finale Pucharu Polski.
Jak wiadomość o zwolnieniu podziała na szatnie? Z pewnością wywołała szok, jak w całej piłkarskiej Polsce, ale w co ten szok się przerodzi? Ktoś powie, że zdemotywowani zawodnicy obniżą loty i wypuszczą z rąk trofea. Tego obawiają się kibice Rakowa (w tym ja). Ale ktoś inny stwierdzi, że wręcz przeciwnie – na każdy mecz wyjdą podwójnie naładowani, żeby zakończyć trypletem ten „last dance” z Papszunem. Być może część odpowiedzi na to pytanie poznamy już w meczu z Miedzią.
Odszedł Papszun – Niech żyje…kto?
Właściwie w tym samym momencie, w którym ogłoszono odejście po sezonie, głowy wszystkich zainteresowanych zaprzątnęła myśl – kto następcą? Od właściciela Rakowa wiemy niewiele: w poniedziałek mamy się dowiedzieć kiedy nastąpi prezentacja nowego trenera. Jest to ktoś kogo Michał Świerczewski rozważał od kilku lat, bardzo mocno na przełomie 2021 i 2022 roku. Warunki finansowe są dogadane z trenerem, ale nie z klubem. Następca Papszuna został przez niego pozytywnie zaopiniowany. Wśród kibiców Rakowa największym wzięciem cieszy się szkoleniowiec Warty Poznań – Dawid Szulczek. Przewijają się nazwiska Dawida Myśliwca, Janusza Niedźwiedzia, Adama Majewskiego czy Dawida Szwargi (obecny asystent Papszuna), Mimo ostrych deklaracji władz Warty oraz Widzewa, które natychmiast zapowiedziały, że trenerzy Szulczek i Niedźwiedź wypełnią swoje kontrakty, nie musi to niczego przesądzać. Raków może kusić wyższymi zarobkami, walką o najwyższe cele a przede wszystkim perspektywą gry w eliminacjach do Ligi Mistrzów.
Czy to jednak dobre ścieżki? Czy nie lepiej pójść tropem Lecha Poznań i zatrudnić w roli szkoleniowca człowieka, który ma w swoim dorobku łączenie gry na wielu frontach? Michał Świerczewski w licznych wywiadach, których udzielił w środę, między wierszami puszczał oko do „opcji zagranicznej”. Do głowy przychodzi białoruski szkoleniowiec Aleksiej Szpilewski, który był już na jego radarze, a obecnie prowadzi lidera ligi cypryjskiej Aris Limassol. Osobiście nie spodziewam się prezentacji nowego szkoleniowca przed fetą mistrzowską, co sprawie, że czeka nas pełne plotek, domysłów i spekulacji sześć tygodni.
Łyżka miodu w beczce dziegciu
Stratos Svarnas, którego latem Raków wypożyczył z AEK-u Ateny, podpisał z klubem kontakt do 2027 roku. O tym poinformowano 18 kwietnia. Letnie okienko transferowe było w wykonaniu bardzo dobre. Jeśliby jednak wybrać najlepszy transfer, to bez dłuższego rozważania trzeba wskazać na Svarnasa. Gustav Berggren wciąż się rozwija, ale wciąż pokazuje za mało. Bartosz Nowak jest najlepszym strzelcem Rakowa w tym sezonie, ale zdarzają mu się wahania formy. Zaś Fabian Piasecki choć świetnie spisywał się jesienią, z powodu kontuzji nie miał szans wystąpić aż w 12 meczach rundy wiosennej. Stratos przez cały sezon prezentuje równą formę. Jest pewniakiem w defensywie, na którego można liczyć we właściwie każdym meczu. Do tego 3 zdobyte bramki i 3 asysty. Najlepszy transfer klubu z Częstochowy i jeden z najlepszych w Ekstraklasie. Wiadomość o wykupieniu go przez Raków to świetna nowina, niestety przyćmiona przez decyzję Marka Papszuna.