Obserwuj nas

Legia Warszawa

Rozgrzewka przed Narodowym [KOMENTARZ ZE STADIONU]

Twierdza na Łazienkowskiej nadal niezdobyta. W derbach Mazowsza po raz kolejny Wisła Płock musiała uznać wyższość Legii Warszawa. Zespół Kosty Runjaicia bez większych problemów poradził sobie z będącą w kryzysie ekipą Pavola Stano. Tym samym popsuli oni świętowanie mistrzowskiego tytułu Rakowowi Częstochowa. Jednak nie ma co ukrywać, wszyscy żyją w stolicy tylko jednym… Wszystkie drogi prowadzą na Stadion Narodowy.

 

Rozłożenie sił

Wiele osób przed meczem z Wisłą Płock obawiało się, że Legia Warszawa wyjdzie rezerwowym składem, a całą energię przełoży na wtorkowe spotkanie. Jednak sam trener Kosta Runjaić na przedmeczowej konferencji wspominał, że dla niego na ten moment najważniejszym meczem sezonu jest ten piątkowy o godz. 18:00. Niemiec wystawił dość optymalny skład. W porównaniu ze spotkaniem w Grodzisku Wielkopolskim były tylko 3 zmiany, a trzon zespołu w postaci Jędrzejczyka-Josue-Pekharta został nienaruszony.

https://twitter.com/LegiaWarszawa/status/1651956937863626754

Swoje szanse po dłuższym czasie otrzymali Makana Baku oraz Carlitos. O ile ten pierwszy nie wypadł, aż tak źle, o tyle znów u Hiszpana pozostał niedosyt. Co prawda Carlitos starał się wychodzić do podań do gry kombinacyjnej. W odpowiednich momentach dawał sygnał zespołowi do pressingu rywala na jego połowie. Jednak ponownie przy jego nazwisku w protokole meczowym widniała najokrąglejsza z cyfr – 0.  Napastnika rozlicza się z bramek, a z tym u Hiszpana jak na lekarstwo. Było dziś kilka sytuacji, gdzie można było lepiej uderzyć futbolówkę w kierunku bramki, chronionej przez Gradeckiego. Jednak na tablicy wyników nic się nie zmieniało, a to było najważniejsze. Czuć u kibiców sentyment do popisów Carlitosa, które prezentował kilka lat temu na Łazienkowskiej, lecz trzeba sobie otwarcie powiedzieć… Za historię oraz za nostalgię nikt nie gra w Legii Warszawa. Pożegnania po sezonie nadszedł czas.

***

Z kolei Makana Baku był dziś ruchliwy, aktywny, ale nie zrobił na mnie takiego wrażenia, gdzie po meczu mógłbym wyjść i powiedzieć: „Tak to jest pełnoprawny rywal Pawła Wszołka o wyjściowy skład na prawym wahadle”.  Były zawodnik Quenns Park Rangers ma zbyt wysoką pozycję, aby Baku mógł wygryźć go ze składu. Uważam również, że sam występ Baku można podzielić na dwie strefy: połowa przeciwnika oraz własna połowa. Dlaczego? Albowiem, gdyby tylko Wisła Płock konkretniej operowała piłką na swojej prawej stronie, to niestety Legia straciłaby przynajmniej jedną bramkę.

– Zmiana Bartka Kapustki? Taki był plan. Bartek rozegrał jedną połowę, potrzebował tych minut. Zaprezentował się bardzo solidnie. Swoją szansę otrzymał także Jurgen Celhaka. W większym wymiarze czasu widzieliśmy dzisiaj też Makanę Baku. Od kilku tygodni planowaliśmy obciążenie zawodników, aby odpowiednio przygotować naszych piłkarzy – powiedział po spotkaniu trener.

https://twitter.com/majkeI1999/status/1652010072740904974

Dlaczego tak by się stało? Makana Baku doskonale wie, że nie jest to jego pozycja i to dokładnie widać na boisku. To urodzony skrzydłowy, który lubi zejść do środka, żeby bezpośrednio uderzyć na bramkę rywali. Natomiast na własnej połowie niestety brakowało mu kogoś, kto by ustawiał należycie wahadłowego warszawskiego zespołu. Sam niemiecki zawodnik wyglądał na kogoś, kto zdecydowanie nie wie, co się dzieje po jego stronie. Dość trudne zadanie przed Kostą Runjaiciem. Obstawiając, że Niemiec nie zmieni systemu gry, to musi on w przerwie na obozach przygotowawczych z Makany Baku zrobić typowego wahadłowego lub po prostu dogadać się co do kwoty odstępnego.

 

Jakoś(ć)

Stare polskie przysłowie mówi, że nie liczy się ilość – lecz jakość. Wisła Płock jednak zapomniała dodać jednej literki na końcu zdania i wyszło jej – nie liczy się ilość – lecz jakoś. No i JAKOŚ to było. O ile Legia Warszawa nie zagrała jakiegoś spektakularnego spotkania, o tyle goście zagrali naprawdę bardzo słabo. Tutaj w ogóle nie dziwi, skąd taka, a nie inna pozycja w tabeli PKO Ekstraklasy. Gra Wisły Płock opierała się właściwie na losowaniu. Co się wylosowało, to się zagrało. Nawet, gdy Legia Warszawa popełniała proste błędy w przyjęciu, czy wyprowadzeniu piłki, to goście nie byli w stanie tego wykorzystać.

https://twitter.com/KDabrowski_99/status/1651980113045602304

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1651988226301734926

Zresztą nawet, gdy udało im się przejść do fazy kontrataku, to potrafili go kapitalnie zepsuć. Zawodnik, który wtedy tracił piłkę, zazwyczaj zdążył wrócić za „napędzającym” akcję pomocnikiem, który po chwili tracił równowagę. Legia Warszawa umiejętnie odcinała od podań Rafała Wolskiego, a sam Mateusz Szwoch nie był w stanie wykreować jakiejkolwiek akcji ofensywnej. Warto dodać, że pierwszy celny strzał na bramkę Tobiasza, Wisła Płock oddała dopiero w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Tutaj już chyba nawet „rozmowy motywacyjne” nie pomogą… Kibice z Płocka mają szczęście, że zespół z Davo w rundzie jesiennej zdobył odpowiednią ilość punktów, tak aby w miarę spokojnie dotrwali na bezpiecznej pozycji do końca sezonu.

https://twitter.com/LegiaWarszawa/status/1652023211373019149

Na 10 minut przed końcowym gwizdkiem zawodnicy Pavola Stano już w myślach błagali, aby ten mecz się zakończył. Pomimo tego, że przy odrobinie chęci i wiary w siebie, spokojnie mogli zagrozić bramce Tobiasza. W drugiej połowie warto wspomnieć, że Wisła wprowadziła chociażby Dominika Furmana, aby coś zmienić. Jednak były zawodnik Legii Warszawa sam nie zdołał rozgrywać piłki. Zagubiony Rafał Wolski i statyczni napastnicynie pomagali w osiągnięciu korzystnego rezultatu tego dnia.

 

Przystawka zaliczona, czas na danie główne

Najważniejsza informacja po piątkowym spotkaniu? Nikt nie odniósł kontuzji. Każdy zawodnik jest do dyspozycji trenera i jest gotowy wystąpić w finale Fortuna Pucharu Polski.  W piątkowy wieczór Legia dyktowała warunki przez 90 minut spotkania. Ani przez moment żaden kibic znajdujący się na Łazienkowskiej nie pomyślał, że goście mogliby wyrównać wynik. Moim zdaniem dość małym nakładem sił udało się pokonać jeden z najgorzej grających zespołów na wiosnę. W mojej opinii zdecydowanie zawodnikiem meczu został Josue. Portugalczyk był wszędzie we wspomnianym meczu. Legia bardzo dobrze radziła sobie w tzw. małych grach, w bocznych sektorach boiska na połowie gości. Gospodarze wymieniali kilka podań, przy tym wymieniając się pozycjami, skupiali na sobie uwagę obrońców Wisły i w odpowiednim momencie przerzucali ciężar gry.

Oprócz dobrej gry na połowie przeciwnika warto pochwalić pewną defensywę. Bez niewymuszonych błędów oraz prezentów, z których skorzystał przeciwnik. Oczywiście przywykliśmy już do rozgrywania piłki od tyłu. W piątek również chodziło to bez żadnych zarzutów. Ogółem atmosfera na Łazienkowskiej była bardziej przygotowująca na to, co będzie się działo na Stadionie Narodowym. No właśnie ten mecz to coś więcej niż tylko pojedynek z Rakowem Częstochowa. Nie bez powodu sam trener Runjaić powiedział, że to będzie najważniejsze spotkanie w jego życiu odkąd jest szkoleniowcem. W Warszawie widać ogromną mobilizację i chęć zdobycia 20. trofeum. Piątek był tylko rozgrzewką, prawdziwe danie główne zostanie zaserwowane w Dzień Flagi Rzeczpospolitej Polskiej, a wtedy nie będzie już taryfy ulgowej. Wtedy o zwycięstwie będą decydowały detale.

 

Oceny w skali 1-10 (wyjściowa: 5)

 

Tobiasz – 6

Wszołek – 6

Jędrzejczyk – 7,5

Augustyniak – 7

Ribeiro – 7

Baku – 7,5

Kapustka – 4

Slisz – 7,5

Josue – 8 (MVP)

Pekhart – 7

Carlitos – 4

 

Celhaka – 6

Muci – 6

Mladenović – 5

 

Rosołek, Strzałek – grali zbyt krótko

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Legia Warszawa