Obserwuj nas

Legia Warszawa

Energylandia w Wiedniu

Wszyscy piłkarscy kibice pamiętają spotkania Liverpoolu z Borussią Dortmund w Lidze Europy, czy chociażby legendarne starcie BVB z Malagą w Lidze Mistrzów. Oba te pojedynki dostarczyły nam wiele zwrotów akcji, kontrowersji, ale i przeszły do historii światowego futbolu. Wyjazdowe spotkanie Legii Warszawa z Austrią Wiedeń może nie było aż tak znaczące dla dziedzictwa futbolu światowego, jednak na pewno zapisało się złotymi zgłoskami w historii polskiej piłki. W tym starciu było wszystko: kontrowersje sędziowskie, słupki, poprzeczki, czerwone kartki, a nawet bramki w doliczonym czasie gry. Jeśli ktoś nie jeździł ekstremalną kolejką górską w Zatorze w Energylandii, nie powinien oglądać tego spotkania. Co to był za mecz…

Konsekwencja

Po pierwszym meczu w Warszawie, wielu twierdziło, że Legia Warszawa ma bardzo małe szanse na awans do IV rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy. Zwłaszcza, że jeszcze nigdy w historii nie udało jej się odrobić strat w rewanżowym meczu po porażce w pierwszym spotkaniu w europejskich pucharach. Spotkaniu, które obfitowało w sytuacje strzeleckie. Jednak zdecydowanie zabrakło w konsekwencji w działaniu oraz skuteczności. Austria Wiedeń tamtego wieczoru była niesamowicie skuteczna i niemalże wykorzystała każdą nadarzającą się sytuację do zdobycia bramki. Na szczęście dla polskiego zespołu, w rewanżu w Wiedniu wyglądało to nieco inaczej.

W Wiedniu Legia Warszawa narzuciła swój styl gry. Od samego początku podopieczni Kosty Runjaicia podeszli wysokim pressingiem, aby jak najszybciej odzyskiwać piłkę na połowie rywala. Kilka razy naprawdę bardzo fajnie cały zespół odcinał od gry zawodnika z piłką, dzięki czemu Legia miała możliwość zaatakowania bramki mistrzów Austrii. Bardzo aktywny był Paweł Wszołek, który zaliczył tego wieczoru aż trzy asysty drugiego stopnia. Jednak oglądając całe spotkanie, trzeba przyznać, że wahadłowy Legii Warszawa podejmował mnóstwo złych decyzji w okolicach pola karnego. Nie wynikały one z braku umiejętności piłkarskich, a bardziej z reakcji czasowej na daną sytuację.

***

Mogła się również podobać reakcja po przerwie Legii Warszawa, która to nie schowała się pod podwójną gardą, a konsekwentnie chciała zdobyć kolejną bramkę. Świetną szansę na początku drugiej połowy miał Patryk Kun, który sprytnym strzałem po koźle próbował zaskoczyć bramkarza gospodarzy. Jednak akcja na 3:0 w 59. minucie spotkania była z lekka szokująca. Niektórzy mogli przecierać oczy, czy aby na pewno oglądają Legię Warszawa, a nie Real Madryt. Wręcz książkowa akcja w wykonaniu warszawskiego zespołu. Obrońcy Austrii Wiedeń we własnym polu karnym byli na przysłowiowej „karuzeli” i nie wiedzieli zupełnie, co się dzieje na boisku. Moim zdaniem kluczowy był wygrany pojedynek – przebitka Marca Guala jeszcze na własnej połowie Legii Warszawa. Hiszpan świetnie dograł do Josue, a później zadziała się magia…

https://twitter.com/sport_tvppl/status/1692512920218050824

Jednak po strzelonej bramce, ta konsekwencja zanikła. Nie było dalszego ataku na przeciwnika, a za to mogliśmy oglądać naciskającą na pole karne Tobiasza Austrię Wiedeń. Legia nieco opadła z sił, a goście rośli w siłę z minuty na minutę. Po błędzie w ustawieniu Augustyniaka oraz Ribeiro goście złapali kontakt i czuć było w powietrzu, że może się to skończyć katastrofą. Jednak była jeszcze jedna bramka przewagi, a później… działy się już rzeczy, których chyba nikt nigdy w życiu by nie przewidział…

Dekoncentracja

Po godzinie gry, oglądając spotkanie, można było mieć wrażenie, że zawodnicy Legii Warszawa są bardzo mocno wypompowani i z piątego biegu zeszli na „dwójkę”. Zaczęło się rozluźnienie, a przede wszystkim myślenie w głowach: „okej, mamy 3:0, jest już pozamiatane”. Owszem, mało kto wierzył, że z takiego wyniku może się stać tyle złych rzeczy. Przede wszystkim Austria Wiedeń wygrywała niemalże każdą „drugą piłkę” w środku pola. Przez to mieli pełną kontrolę w rozegraniu akcji ofensywnych. Dotyczy to również „przebitek” na całym obszarze gry. Dekoncentracja sięgnęła zenitu w doliczonym czasie gry, gdy Rose wraz z Ribeiro nie przecięli dośrodkowania Austrii Wiedeń i grając w osłabieniu Rantfi doprowadził do ekstazy stadion w stolicy Austrii.

https://twitter.com/sport_tvppl/status/1692280335541600432

Wiadomo, że liczył się wynik końcowy. Moim zdaniem, nie może być jednak sytuacji w europejskich pucharach, w której piłkarze po godzinie gry zapominają, że mecz trwa 90 minut. Jeśli jesteś konsekwentnym zespołem, to realizujesz dany plan od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego. Legia Warszawa, gdy naciskała na Austrię Wiedeń i nie chowała się na własnej połowie, miała naprawdę realną szansę na spokojną końcówkę spotkania. Gospodarze piłkarsko odstawali od gości, a na dodatek w 89. minucie zobaczyli czerwony kartonik za bezmyślne zachowanie Jukicia. Skończyło się prawie tragedią, ponieważ gospodarze już szykowali się do dogrywki grając w osłabieniu, lecz na całe szczęście z  ławki wszedł pewien Albańczyk z „eLką” na piersi. I to dzięki niemu Legia zarobiła kilka milionów euro…

Błysk geniuszu w horrorze

Gdy praktycznie każdy widz oglądający spotkanie zwątpił w korzystny rezultat w regulaminowym czasie gry, wtedy wszedł on, „prawie” cały na biało. 22-letni Albańczyk wprawił w szał radości cały sektor gości w Wiedniu oraz całą Warszawę. To jest niesamowite, że tak młody chłopak wziął na siebie tak ogromny ciężar odpowiedzialności i wytrzymał presję. Kosta Runjaić wspomniał kiedyś w szatni, że uwielbia presję. Chyba nie tylko trener warszawskiego zespołu uwielbia czuć ciężar oczekiwań całej stolicy na swoich barkach. Z perspektywy telewizora oraz kanapy wyglądało to tak łatwo, jakby Muci robił to po kilkanaście razy dziennie. Jednak trzeba zdać sobie sprawę, że to uderzenie było warte kilka milionów euro, a bramka wcale nie wydawała się taka duża. Stalowe „cojones”!

https://twitter.com/lrasiad/status/1692262327888863700

https://twitter.com/Meczykipl/status/1692285145795944514

Legia Warszawa w Wiedniu zrobiła to, co do niej należało. W tym meczu nikt nie patrzył na styl, nikt nie patrzył na to, w jaki sposób piłka wędruje do bramki Austrii Wiedeń. W tym spotkaniu liczyło się tylko to, aby tam powędrowała, zapewniając awans. Legia wywalczyła go w nerwowych okolicznościach, choć moim zdaniem to i tak łagodne określenie na to spotkanie. Jednak na tle europejskiego średniaka było widać, jakie mankamenty ma warszawski zespół. Przede wszystkim można wrzucić kamyczek do ogródka Kosty Runjaicia, ponieważ uważam, że zmiany przeprowadzone w drugiej połowie były niewłaściwe. Jako jedyni pozytywne wrażenie pozostawili Maciej Rosołek oraz Ernest Muci. Jednak pozostali ponownie nie zaimponowali swoimi umiejętnościami.

***

Pozostało jeszcze kilka dni okienka transferowego i dyrektor sportowy Jacek Zieliński ma mało czasu. Jednak ten mecz pokazał, że „na cito” potrzebny jest lewy wahadłowy oraz jeden środkowy obrońca. Wejście Lindsaya Rose’a na końcówkę spotkania w Wiedniu było jak podpalenie lontu, bądź odpalenie słynnych fajerwerków w toalecie. Reprezentant Mauritiusiu nie jest gwarancją solidności, a przede wszystkim zawodzi w kluczowych momentach spotkań. Ogółem tego dnia obrona gości była dziurawa niczym ser szwajcarski. Dość proste błędy nie wymagające specjalnych umiejętności piłkarskich sprawiły, że Austria Wiedeń ciągle była „przy życiu”. Dodatkowo kontuzja Pankova sprawia, że w zespole została praktycznie trójka środkowych obrońców. Tym bardziej dyrektor Zieliński musi jak najszybciej ściągnąć jakościowego stopera, który będzie gotowy do gry w rotacji.

To był istny rollercoaster emocji. Zadra, czy Hyperion w Energylandii nie mają konkurencji w porównaniu z meczem Austrii Wiedeń z Legią Warszawa. Osoby chore na serce powinny omijać szerokim łukiem oglądanie 90 minut tego właśnie spotkania. Jednak takie boje budują dużo bardziej niż klubowe integracje, czy „zwykłe” wygrane w lidze. Miejmy nadzieję, że po tym spotkaniu, w meczu z Koroną Kielce nie zobaczymy scen ze „spaceru w Niepołomicach”. Później czas na kolejną walkę w Europie, ale tym razem przeciwnik – duński Midtyjlland – może być już bardziej bezlitosny…

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Legia Warszawa