Obserwuj nas

Legia Warszawa

O w Molde, czyli koniec pięknej europejskiej przygody Legii Warszawa [KOMENTARZ ZE STADIONU]

To koniec europejskiej przygody Legii Warszawa. Stołeczny klub przegrał 0:3 z norweskim Molde FK na własnym stadionie, a w dwumeczu wynik wyniósł aż 2:6. „Wstyd, kompromitacja, hańba…” – pewnie każdy kojarzy tą okładkę gazety „Fakt”. Oczywiście zgodzę się, że wynik dwumeczu to kompromitacja. Jednak patrząc całościowo, zespół z Warszawy z gry w europejskich pucharach wyniósł mnóstwo doświadczenia, które miejmy nadzieję zaprocentuje na przyszłość. Tylko powstaje jeden problem… Wnioski z przegranego dwumeczu trzeba wyciągnąć na już, ponieważ cytując klasyka: „Nam liga ucieka!”. Co zadecydowało o porażce? Kto zaprezentował się na miarę europejskiego pucharu? Czy posada Kosty Runjaicia jest zagrożona?

 

Warszawski bokser z dwoma nokautami

Dwadzieścia  minut w Molde – Legia Warszawa przegrywa 0:2. Dwadzieścia minut w Warszawie – Legia Warszawa przegrywa 0:2. Deja vu? Nie, to po prostu nieumiejętność wyciągania wniosków z błędów z poprzedniego spotkania. Klub, który wydawało się ma na wysokim poziomie zarówno sztab, jak i zawodników, którzy potrafią utrzymywać koncentrację oraz potrafią zmotywować się do działania po poprzednich błędach. Nie można dwukrotnie niemalże kończyć spotkania po 20 minutach gry w europejskich pucharach. Zwłaszcza, że wystarczała Ci jedna bramka, która przywraca Cię ponownie do gry, a Ty nawet nie zdążysz mrugnąć i przegrywasz 0:1… To nie był Real Madryt, to nie była ani FC Barcelona, ani Manchester City. To było norweskie Molde, które nawet nie rozpoczęło rozgrywek ligowych po przerwie…

– Wiedzieliśmy, że Molde jest mocne na początku spotkania, byliśmy na to wyczuleni, a szybko straciliśmy gola. – powiedział po meczu Patryk Kun. No właśnie, niby wyczuleni, a niby nie. Owszem pierwsza bramka mogła bardzo mocno podciąć „skrzydła” zawodnikom Legii Warszawa. Bramka nie padła po nie wiadomo jak taktycznej akcji piłkarskiej, a po indywidualnych błędach Pankova oraz Tobiasza. Jednak druga bramka to już istny kryminał w kilku aktach. Łatwo ograny Augustyniak, Josue z doskokiem od niechcenia, którym później ratował się wślizgiem, brak ingerencji w zablokowanie dośrodkowania oraz Kapuadi kryjący na radar. Miałem wrażenie, że sam trener Norwegów był w szoku pod względem tego, jak słaby jest doskok oraz jak fatalnie ustawiali się zawodnicy Legii Warszawa względem jego piłkarzy.

– Na wstępie powiem, że jesteśmy bardzo rozczarowani wynikiem, postawą w tym meczu i odpadnięciem. Molde w pełni zasłużyło na ten awans. Niezależnie od tego dwumeczu, myślę, że nasza przygoda w pucharach przysporzyła zarówno nam, jak i kibicom, wielu wspaniałych wieczorów. Nie powinniśmy o tym zapominać, chociaż dzisiaj patrzymy na to inaczej. Towarzyszy nam ogromny ładunek emocjonalny. Po 60 sekundach straciliśmy gola, a wiedzieliśmy, że to my musimy szybko zdobyć. W takiej sytuacji – nawet będąc trenerem – ciężko znaleźć jakiś pomysł albo rozwiązanie. Mieliśmy jedną lub dwie sytuacje w pierwszej odsłonie, ale trzeba przyznać, że Molde bardzo dobrze zaprezentowało się w obronie. Po straceniu drugiej bramki mecz praktycznie był zamknięty. W drugiej połowie, niemal od razu, trafiliśmy słupek. Na tym poziomie nie możesz marnować takich sytuacji. Zostaliśmy za to ukarani. Nie pomógł nam cud. Nie odmawiam moim zawodnikom walki, ale tak jak wspomniałem – Molde zasłużyło na ten awans. – powiedział po meczu Kosta Runjaić.

***

Co prawda Legia Warszawa ruszyła do ataku w drugiej połowie i nawet zaliczyła słupek bramki Petersena. Jednak w całym rozrachunku wynik na tablicy świetlnej przy herbie warszawskiego zespołu nie uległ zmianie. Zmiana nastąpiła, ale u rywali, gdzie Molde wbiło gwóźdź do europejskiej trumny wicemistrza Polski. Karygodne było zachowanie Yuriego Ribeiro, który zupełnie odpuścił lecącą obok niego futbolówkę. Po tym zdarzeniu było widać, że niektórzy zawodnicy marzyli, aby sędzia główny jak najszybciej zakończył to spotkanie. Legia Warszawa była jak Artur Szpilka po nokaucie w walce z Wilderem. Na Łazienkowskiej musiał wydarzyć się cud, żeby ktokolwiek przywrócił zespołowi z Warszawy tlen potrzebny do życia.

Jakość, nie jakoś

Patrząc całościowo na dwumecz Legii Warszawa z Molde FK, można wysnuć wniosek, że niemalże pod każdym względem drużyna pochodząca z półwyspu Skandynawskiego była o klasę lepsza niż polski zespół. Organizacja gry, motoryka, ustawianie się, konsekwencja w działaniu – i tak można wymieniać i wymieniać. Ciężko spośród tych 180 zagranych minut wyróżnić takie, które faktycznie mogły się podobać w wykonaniu warszawskiego zespołu. Chyba jedynie w pamięć może zapaść moment w drugiej połowie spotkania w Norwegii, gdzie Kosta Runjaić postanowił dokonać po 45 minutach rewolucji kadrowej. Finalnie przyniosła ona efekt w postaci dwóch bramek i wydawało się, że kwestia rewanżu przy dopingującym głośno, pełnym stadionie przy Łazienkowskiej, będzie tylko formalnością… Hmmm…

No właśnie formalność, która stała się koszmarem. Mówi się, że trener nie wejdzie i nie zagra za zawodników. I z tym powiedzeniem się jak najbardziej zgadzam. Jednak to on decyduje o personaliach, które od pierwszej minuty miały walczyć o zwycięstwo w meczu z Molde. W zupełności nie rozumiem decyzji odnośnie do wyjściowego składu, jakie podjął Kosta Runjaić. Niemiecki szkoleniowiec po raz kolejny postawił w bramce na Tobiasza, który znowu popełnił kilka błędów skutkujących stratą bramek.

Natomiast na ławce znajdował się gotowy do gry Dominik Hładun. Były golkiper Zagłębia Lubin nieraz udowodnił, że gdy wskakuje do bramki, nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Jak najbardziej rozumiem, Kacper Tobiasz jest osobą, na której klub musi zarobić ogromne pieniądze. Jednak, jeśli popełniasz błąd za błędem, to obowiązkiem Kosty Runjaicia jest dać Kacprowi odpocząć na ławce i zresetować głowę. To nie jest wina Tobiasza, że gra. On sam siebie nie wystawił w wyjściowej jedenastce, a wyzywanie rodziny zawodnika to cios poniżej pasa…

***

Moim zdaniem kolejnym złym wyborem trenera było posadzenie Bartosza Kapustki na ławce rezerwowych, a gra od pierwszej minuty Tomasem Pekhartem. Czech w czwartkowy wieczór prezentował się fatalnie na tle środkowych obrońców Molde. Zagubiony, nie potrafiący zgrać piłki „na ścianę”, nie ściągający na siebie uwagi obrońców. Koniec końców nie wykorzystał świetnej sytuacji i jego największego atutu, jakim jest gra głową… To tylko kilka kamyczków do ogródka Pekharta. Kapustka pokazał w Norwegii, że potrafi ożywić grę jednym podaniem czy niesygnalizowanym strzałem.

Jednak abstrahując od wyborów personalnych. Śmiało mogę napisać, że to był najgorszy mecz Legii Warszawa przy Łazienkowskiej od dawien dawna. Gospodarze na tle gości byli w każdym aspekcie gorsi. Przy akcji ofensywnej podania były zawsze spóźnione i niedokładne. Mnóstwo było okazji do zagrania piłki, gdzie Molde było niezorganizowane w obronie. Jednak zawodnicy Legii zagrywali często piłkę o tempo za późno. Dodatkowo chcąc wykorzystać wzrost Pekharta, Legia starała się grać na dośrodkowania w pole karne. Moim zdaniem piłkarze Kosty Runjaicia dość szybko zrozumieli, że „jakoś to będzie” nie wystarczy w porównaniu do jakościowego Molde FK.

Ostatni budzik

Odpadnięcie z Fortuna Pucharu Polski, odpadnięcie z Ligi Konferencji UEFA, strata pięciu punktów do lidera PKO Ekstraklasy, strata Bartosza Slisza, strata Ernesta Muciego. Tak na dzień 24.02, prezentuje się bilans Legii Warszawa. Dodając jeszcze aktualną formę piłkarską zawodników prowadzonych przez Kostę Runjaicia, tragikomedia może być niemalże gotowa. Prezes Mioduski wraz z dyrektorem Jackiem Zielińskim muszą mieć z tyłu głowy czarny scenariusz, iż sezon 2023/24 może się skończyć zarówno bez żadnego medalu, jak i bez kwalifikacji do europejskich pucharów. Legia pozyskała dwóch zawodników – Zyba, Morishita. Jednak każdy dostrzega potrzebę, przede wszystkim załatania dziury po Bartoszu Sliszu oraz pozyskania bramkostrzelnego napastnika.

– Nie znam trenera, który powiedziałby „nie” wzmocnieniom do kadry. Straciliśmy dwóch podstawowych zawodników. Oś centralna zaczęła nam szwankować. Byliśmy świadomi, że może brakować nam głębi składu. Nie zawsze tak jednak było. Jestem tego świadomy i poruszałem tę kwestię w klubie. Jeżeli chcemy włączyć się do walki o tytuł, to wzmocnienia są bardzo ważne. Jeżeli ich nie będzie, to spróbujemy wygrywać kolejne spotkania składem, który aktualnie mamy.

Zdajemy sobie sprawę, że doszło do osłabienia składu. Potrzebowaliśmy zawodników gotowych na już, którzy poradzą sobie z presją i ambicjami tego klubu. Nastawienie i intensywność są ważne, ale istotna jest przede wszystkim jakość. Jeżeli ustabilizujemy swoja formę, to w lidze będziemy w stanie pokonać każdego. Za nami dwie kolejki rundy wiosennej. Czeka nas dużo ciężkich spotkań. Presja nie będzie rosła tylko nam.” – powiedział trener Kosta Runjaić.

***

Moim zdaniem przygotowanie dyrektora Jacka Zielińskiego pod zastępstwa Muciego oraz Slisza jest fatalne. Trzeba przyznać, że wykonał kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o transfery wychodzące z klubu odciążające konto bankowe z wysokich pensji. O tyle, jeśli chodzi o transfery przychodzące, wygląda to trochę jak zakręcenie kołem fortuny na Transfermarkcie. Nie od wczoraj było wiadomo, że Bartek opuści Łazienkowską, czy to zimą, czy to latem. Po prostu wchodził już w ten wiek, w którym ma ostatni moment na wyjazd do zagranicznego klubu. O ile oferta za Muciego spadła z nieba, o tyle po meczach z Aston Villą dało się przewidzieć, że prędzej, czy później Albańczyk nie pozostanie na Ł3. Spośród pozostałych napastników, żaden nie dysponuje taką formą strzelecką,  jakiej się oczekuje.

Uważam, że Prezes Dariusz Mioduski powinien zaprosić na rozmowę dyrektora Jacka Zielińskiego oraz trenera Kosty Runjaicia. Czego miałaby dotyczyć ta rozmowa? Przede wszystkim organizacji w transferach przychodzących do klubu i to jeszcze w zimowym oknie transferowym. Uważam, że bez zawodników „na już” do grania, a nie do odbudowy, Legia Warszawa nie jest w stanie powalczyć o mistrzostwo Polski. I broń Boże nie chodzi tutaj, żeby Legia miała tryliony piłkarzy, z których nie korzysta. Uważam tylko, że takim zawodnikom jak Pekhart, Rosołek, Ribeiro, Gil Dias, należałoby podziękować po sezonie. Pewnego poziomu oni nie przeskoczą, a na ich miejsce dyrektor Zieliński powinien mieć przygotowany raport z kilkoma propozycjami… No właśnie powinien… Tak samo, jak Legia Warszawa powinna wygrać z Molde FK przy Łazienkowskiej 3.

Ocen pomeczowych nie będzie. Każdy zawodnik Legii Warszawa zasłużył na notę – 1. Skala ocen 1-10.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz więcej Legia Warszawa