Obserwuj nas

Minął weekend

Otwarcie stadionu Pogoni Szczecin #MinąłWeekend – 11. kolejka

Portowcy uczcili zwycięstwem otwarcie stadionu im. Floriana Krygera. Nafciarze wygrywają po dłuższej przerwie, częstochowianie nie znaleźli sposobu na Henricha Ravasa, a hitowe starcie Lecha i Legii po raz kolejny rozczarowało – to wszystko wydarzyło się w 11. kolejce Ekstraklasy.

Pasy pewnie pokonały warchoły

Radomiak Radom 0:2 Cracovia Kraków

Spotkanie Radomiaka z Widzewem można określić mianem starcia drużyn, które w tym sezonie sprawują się nadzwyczaj dobrze. Zarówno jedna jak i druga drużyna przed pierwszym gwizdkiem zajmowała miejsce w czołowej ósemce.

Już na początku starcia zakotłowało się pod bramką gości. Niemczycki wypuścił piłkę z rąk, a ta dotknęła górnej kończyny Makucha. Sędzia jednak nie zdecydował się na podyktowani jedenastki. Cracovia po słabym pierwszym kwadransie, w którym dała się zdominować Radomiakowi ruszyła do ataku i przyniosło to efekty. Kallman wygrał pojedynek główkowy i wystawił futbolówkę Myszorowi, któremu nie pozostał nic innego niż pewne umieszczenie piłki w bramce. Gospodarze starali się coś zrobić w ataku pozycyjnym, ale szło im to bardzo opornie. Pod koniec Pasy mogły nawet podwyższyć prowadzenie, ale Jugas trafił w poprzeczkę.

Piłkarze z Radomia na początku drugiej połowy znacząco skomplikowali sobie misję odrobienia wyniku. Justiniano sfaulował uciekającego mu Myszora. Był to faul taktyczny, ale jako, że była to jego druga żółta kartka to w konsekwencji tych zdarzeń musiał opuścić boisko. Mimo to Warchoły się nie poddawały i szukały wyrównania. Jednak wszystkie wysiłki spartaczył Machado, który w bardzo dobrej sytuacji spudłował. Kilka minut po tej akcji Benjamin Kallman podwyższył prowadzenie gości. Wygrał pojedynek sam na sam z Jakubem Ojrzyńskim. Do końca meczu nic już się nie stało i zakończył się on wynikiem 0:2.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1575891686571610112?s=20&t=qgKbAxj8OZ2vw4qWXcAPmg

Nafciarze wracają na zwycięską ścieżkę

Wisła Płock 1:0 Piast Gliwice

Pojedynek płockiej Wisły z Piastem Gliwice był meczem drużyn, które ostatnimi czasami nie radziły sobie dobrze. Płocczanie po fantastycznym początku sezonu zanotowali serię czterech meczów bez zwycięstwa. Gliwiczanie natomiast od początku obecnej kampanii radzą sobie poniżej oczekiwań.

Pierwsza połowa zbytnio nie zachwycała. Wisła miała większe posiadanie piłki, ale nie potrafiła tego wykorzystać. Próbowali m.in. Sekulski czy Davo, ale bezskutecznie. Piast natomiast był jeszcze bardziej bezzębny niż Nafciarze. Czekali na to co zrobi Wisła przy czym samemu nie robią nic. Tak naprawdę najlepszą szansę na zdobycie gola mieli pod koniec pierwszej połowy, ale fantastyczną interwencją po strzale Felixa popisał się Kamiński.

Drugie 45 minut również nie zachwycało. tempo gry nie było wysokie, a większość pojedynków odbywała się w środku pola. Koniec końców szalę na stronę Wisły przeciągnął Kolar. Chorwat dobił futbolówkę po nieudanej akcji Kovecry. Piastowi nie udało się odwrócić wyniku spotkania i zakończyło się ono rezultatem 1:0.

Damjan Bohar and Robert Dadok show

Górnik Zabrze 2:3 Zagłębie Lubin

Sobotnią serię zmagań zaczął pojedynek Górnika Zabrze z Zagłębiem Lubin.

Już kilka chwil po pierwszym gwizdku Górnik mógł wyjść na prowadzenie. Dadok oddał kapitalny strzał z ostrego kąta i tylko słupek uratował Zagłębie przed stratą gola. Parę minut później po raz drugi zakotłowało się pod bramką gości. Łakomy dotknął piłkę ręką, ale sędzia uznał, że nie było to na tyle, żeby podyktować rzut karny. Zagłębie po słabych pierwszych 10 minutach wzięło się za siebie i przyniosło to natychmiastowy skutek. Gaprinaszwili oddał strzał, Broll go sparował na bok, ale do futbolówki dopadło Bohar i umieścił piłkę w bramce. Jednak już chwilę później było 1:1. Uderzenie  Okunuki odbiło się od jednego z górników i odbiło się od poprzeczki. Strzał ten kompletnie zdezorientował obronę Zagłębia, która popełniła błąd i nie pokryła strzelca gola czyli Roberta Dadoka.

Spotkanie ogólnie stało na wysokim poziomie, ponieważ co chwilę jedna z drużyn miała szansę na zdobycie gola. W 32. minucie ujrzeliśmy kolejną bramkę. Była to kolejna dobitka. Starzyński wykorzystał bierność Zabrzan i dobił piłkę po uderzeniu Gabrindaszwilego. Miedziowi się nie zatrzymywali i nadal szukali trzeciego gola. Jednak fenomenalną szansę na podwyższenie prowadzenie zmarnował wcześniej wspominany Gruzin. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:2.

Już na początku drugich 45 minut gospodarze byli bardzo zdobycia bramki wyrównującej. Jednakże na nieszczęście sympatyków z Zabrza Kotkze strzelił prosto w Bieszczada. Jednak co się odwlecze to nie uciecze i w 58. minucie było już 2:2. Dośrodkowanie przedłużył Krawczyk, a je wykorzystał Dadok. Było to już jego drugie trafienie w tym spotkaniu. Jednak nie nacieszyli oni się zbyt długo tym rezultatem. Bowiem już kilkaset sekund później było już 2:3. Kłudka przedarł się środkiem pola i zagrał prostopadłe podanie do Bohara, a ten się nie pomylił się w sytuacji sam na sam z Brollem. Do ostatniego gwizdka się już nic nie wydarzyło i Zagłębie wyjechało z Zabrze z kompletem punktów.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1576218414267437056?s=20&t=qgKbAxj8OZ2vw4qWXcAPmg

Hit kolejki zawiódł

Lech Poznań 0:0 Legia Warszawa

Mecz Lecha z Legią zapowiadany był jako hit kolejki. I faktycznie podstawy do używania tego określenie były, ponieważ wojskowi przed tą kolejką byli liderem, a Kolejorz drużyną z serią pięciu meczów bez porażki.

Mecz, jednak kompletnie zawiódł. Lech nie był w stanie się przedrzeć przez obronę warszawiaków, a oni sami nie potrafili tego wykorzystać i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Więcej o tym starciu przeczytacie w tekście mojego autorstwa

Godne otwarcie

Pogoń Szczecin 2:1 Lechia Gdańsk

Po ponad trzech latach budowa stadionu im. Floriana Krygiera została oficjalnie zakończona. Mecz pomiędzy Pogonią a Lechią był spotkaniem, przy którym kibice mogli zasiąść niemalże w komplecie. Widowisko z bliska śledziło ponad 20 tysięcy widzów. Szczecinianie chcieli uczcić ważne dla nich wydarzenie zwycięstwem. Rywal wydawał się idealny. Lechia wciąż pozostaje czerwoną latarnią Ekstraklasy. A na zwycięstwo czekają od 31. lipca.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1576278237528850434?s=20&t=12ZRz7LcVo8Shbpctryrcg

Już w 1. minucie Krisers Tobers mógł dać prowadzenie Pogoni po centrostrzale. Jednak między słupkami Lechii czujny był Dusan Kuciak. Następnie najbliżej strzelenia gola był Pontus Almqvist, ale piłka po jego uderzeniu odbiła się od słupka. Gospodarze kontrolowali mecz, ale niespodziewanie to goście otworzyli wynik spotkania w 14. minucie. Tak jak w zwycięskim meczu Lechii z Widzewem do bramki Portowców trafił Maciej Gajos. Jednak gospodarze robili dalej swoje. I to przyniosło wymierne korzyści. W 37. minucie także po uderzeniu głową z rzutu rożnego Almqvist doprowadził do wyrównania wyniku spotkania. A dwie minuty później kibice doczekali się upragnionego prowadzenia.

Na listę strzelców wpisał się Kamil Grosicki. W tym momencie Kuciak popełnil ogromny błąd, wychodząc do Almqvista. Szwed szybko dostrzegł wolnego Grosickiego, a ten w takich sytuacjach się nie myli. Prowadzenie gospodarzy do przerwy było w pełni zasłużone. Lechia była bezbarwna i poza sytuacją z golem, nie zagrozili poważnie bramce Dantego Stipicy.

***

Po przerwie niewiele się zmieniło. Jakość w ofensywie Portowców mogła naprawdę imponować. Chwilę nadziei na odwrócenie losów spotkania goście mieli w 52. minucie, kiedy to błyskiem geniuszu wykazał się Flavio Paixao. Portugalczyk pokonał Stipice po strzale sprzed pola karnego. Arbiter Szymon Marciniak anulował gola po konsultacji z wozem VAR. Portugalczyk znajdował się na pozycji spalonej. Po stronie szczecinian swoje okazji mieli Grosicki, Almqvist czy Kamil Drygas. Mimo to Pogoń nie potrafiła udokumentować przewagi kolejnymi bramkami. W końcówce Paixao znów sprawił, że Stipica musiał wykazać się swoimi umiejętnościami. Chorwat uratował komplet punktów Portowców.

Było to spotkanie godne otwarcia nowego obiektu. Determinacja Pogoni była imponująca. W nagrodę dzięki tej wygranej szczecinianie zostali liderem w ligowej tabeli.

Defensywa Miedzi leży i kwiczy

Miedź Legnica 0:2 Stal Mielec

Przerwa reprezentacyjna była dobrą okazją dla szkoleniowców obu drużyn na skupienie się na spokojnej pracy. Trener Miedzi Wojciech Łobodziński musi sprostać trudnemu wyzwaniu. Beniaminek znajduje się w strefie spadkowej, a do bezpiecznego miejsca traci 6 punktów. Natomiast Stal Adma Majewskiego ostatnie dwa spotkania przegrała bardzo wysoko, tracąc łącznie aż 7 goli. Dlatego okazja gry z legniczanami była doskonałą szansą na przełamanie się.

Od początku spotkania Stal nie chciała oddać futbolówki. Zadanie nie było utrudnione, gdyż gospodarzom nie zależało na utrzymywaniu się przy piłce. Dodatkowo w 20. minucie Koldo Obieta popełnił fatalny błąd przy wyprowadzaniu piłki. Natychmiastowo futbolówkę przejął Adam Ratajczyk i podał w tempo do Saida Hamulicia. Holender nie miał problemów ze skutecznym wykończeniem akcji.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1576527518009790464?s=20&t=12ZRz7LcVo8Shbpctryrcg

Obieta zastąpił w tym spotkaniu pauzującego za czerwoną kartkę Angelo Henriqueza. Hiszpan mógł odkupić winy kwadrans później, ale źle przyjął piłkę po górnym podaniu od kolegi z drużyny. Po stracie bramki Miedź nie ruszyła chóralnie do odrabiania strat. W pierwszej części spotkania dział kreacji legniczan nie istniał. Dużo niedokładnych podań. To ułatwiało grę przyjezdnym.

Tuż przed przerwą Stal wykorzystała kolejne rozszczelnienie defensywy Miedzi. Na listę wpisał się wcześniej asystujący Ratajczyk. Po raz kolejny Paweł Lenarcik nie obronił celnego strzału. Po zmianie stron można było dostrzec, że Miedź zwiększyła posiadanie. To oni rozgrywali częściej piłkę od rywala, ale bezskutecznie. Wciąż widoczny był brak tempa, podań otwierających akcje. Bez tego ciężko było zaskoczyć defensywę Stali. Goście skoncentrowani na obronie wyniku i liczeniu na błędy rywali dowieźli korzystny dla siebie rezultat.

Miedź coraz bardziej urządza się na dnie tabeli i nie widać żadnych pozytywów na lepszą przyszłość. Świadczy o tym m.in. słaba gra w defensywie, proste błędy piłkarzy i brak pomysłu na kreację akcji w fazie ofensywnej. Natomiast mielczanie plasują się w środkowej części stawki, co pozwala na spokojną pracę i brak nerwowych ruchów.

Hiszpański duet napędza Dumę Podlasia

Jagiellonia Białystok 4:1 Korona Kielce

Pojedynek pomiędzy Jagiellonią a Koroną na papierze wydawał się na dość interesujący. Białostoczanie są niepokonani od 6 ligowych spotkań. Duet Jesus Imaz i Marc Gual odgrywa bardzo ważną rolę w zespole białostoczan. Na Podlasie beniaminek przyjechał bez swojego kluczowego zawodnika Bartosza Śpiączki, który zdobył 4 bramki dla Korony, co stanowi 33% wszystkich goli strzelonych przez kielczan w tym sezonie.

Kibice, którzy zdecydowali się obejrzeć to spotkanie, nie mogli narzekać na swój wybór. Oba zespoły kreowały wiele sytuacji bramkowych. Do przerwy oddali po 5 celnych strzałów. W 31. minucie spotkania doszło do niecodziennej sytuacji. Zawodnik Korony Kyrylo Petrov wybił piłkę na aut, gdyż piłkarz Jagielloni Marc Gual leżał na boisku. Gospodarze szybko wznowili akcję rzutem z autu. Szybko z kontrą pobiegł poszkodowany chwilę wcześniej Hiszpan. Akcja została zwieńczona golem strzelonym przez Tomasa Prikryla. Marc Gual zachował się wbrew zasadom fair play. Jednak Jagiellonia jako cały zespół przemyślała swoje zachowanie. Tuż po wznowieniu ze środka boiska piłkarz Korony Jakub Łukowski szybko powędrował na bramkę Zlatana Alomerovicia. Nieatakowany przez białostoczan 26-latek z pewnością zdobył najłatwiejszą bramkę w swojej karierze.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1576569231520301062?s=20&t=12ZRz7LcVo8Shbpctryrcg

***

Po przerwie białostoczanie dostali prezent od przeciwnika w postaci rzutu karnego. Sędzia Bartosz Frankowski po dłuższej analizie na monitorze VAR-u odgwizdał przewinienie Petrova, który zagrał piłkę ręką. Gual pewnie wykorzystał „jedenastkę”. Po godzinie gry Duma Podlasia osiągnęła dwubramkowe prowadzenie. Ponownie strzelony gol po rzucie karnym. Tym razem piłka dotknęła ręki Jacka Podgórskiego, a sędzia nie miał już żadnych wątpliwości. Karnego na gola zamienił Fedor Cernych.

Trener Ojrzyński od razu dokonał trzech zmian. Na plac gry wbiegli Adam Frączak, Jacek Kiełb oraz Dawid Błanik. W 85. minucie duet Gual-Imaz przeprowadził znakomitą kontrę zakończoną golem. Obrona Korony tego dnia kompletnie nie funkcjonowała. Wprowadzeni piłkarze także nie wpłynęli na możliwość odrobienia strat.

Pierwsza połowa dawała nadzieję na wyrównaną walkę do końcowych minut spotkania. Jednak niefrasobliwość defensywy Korony nie pozwoliła na to. Jagiellonia zasłużenie zdobyła komplet punktów.

Ofensywna niemoc

Widzew Łódź 0:0 Raków Częstochowa

Widzew przed przerwą reprezentacyjną zaliczył serię dobrych spotkań, dzięki czemu ten czas spędzili na 6. pozycji. Spotkanie przeciwko Rakowowi było okazją dla RTS-u na zrównanie się punktami z Rakowem. Dlatego w Sercu Łodzi można było spodziewać się ciekawego widowiska.

Od początku spotkania widać było dobrą jakość piłkarską po stronie częstochowian. Na tyle ile to możliwe Widzewiacy starali się utrudniać przeciwnikom rozgrywanie piłki. Jednak na indywidualną wartość Iviego Lopeza ciężko znaleźć receptę. Hiszpan w pierwszej odsłonie posłał doskonałe dwie asysty. Najpierw do Vladyslava Kochergina, a następnie do Fabiana Piaseckiego. Jednak oboje nie byli w stanie wykorzystać dogodnych okazji do objęcia prowadzenia. Gospodarze skupieni na grze defensywnej i liczący na błędy rywala, takiego przewinienia się doczekali. Vladan Kovacević źle obliczył wyjście poza własne pole karne. Tam piłkę przejął Łukasz Zjawiński. Jednak młodzieżowiec nie zdołał zamienić tej sytuacji na bramkę. Arbiter Tomasz Kwiatkowski sprawdzał jeszcze czy Fran Tudor nie faulował Zajwińskiego.

Do przerwy to Raków był zespołem lepszym. Kreował zdecydowanie więcej sytuacji bramkowych, ale na tablicy wyników widniał rezultat 0:0, z czego łodzianie mogli być zadowoleni. Po zmianie stron przyjezdni chcieli szybko strzelić gola. Ivi Lopez trafił do siatki Henricha Ravasa, ale bramka została anulowana, gdyż Hiszpan znalazł się na pozycji spalonej. Po 65. minucie gry można było zauważyć już mniejsze zaangażowanie częstochowian. Widzew także był zadowolony z takiego przebiegu spotkania.

W 90. minucie niespodziewanie gospodarze mogli przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, dzięki przeprowadzonej kontrze. Wcześniej jako zmiennik na boisku pojawił się Bartłomiej Pawłowski, który wrócił po kontuzji. Posłał on długie podanie do Jordiego Sancheza. Hiszpan oddał jedyny celny strzał, który kibice zobaczyli w drugiej połowie. Na posterunku stanął Kovacević.

***

Widzew odniósł korzystny dla siebie rezultat. Raków grając z łodzianami, przejął inicjatywę. Gdyby Piasecki wykorzystał swoją okazję z pierwszej połowy, spotkanie mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Widzew utrzymuje się na 6. lokacie. Raków w najbliższy czwartek rozegra zaległe spotkanie z Piastem Gliwice. Zwycięstwo nad gliwiczanami pozwoli częstochowianom na awans na pozycję lidera.

Skuteczni na wyjazdach

Śląsk Wrocław 0:2 Warta Poznań

Warciarze pojechali do Wrocławia z misją wydostania się ze strefy spadkowej. Do osiągnięcia celu poznaniakom wystarczał remis. Jednak Śląsk, który w ostatnich dwóch spotkaniach regularnie punktował z drużynami będącymi za nimi w ligowej tabeli, chciał podtrzymać tę passę. Ewentualne zwycięstwo przesunęłoby Wojskowych do górnej części stawki.

Warta już w 10. minucie udowodniła wrocławianom, że nie będzie im łatwo o zdobycz punktową. Na listę strzelców wpisał się Enis Destan po raz pierwszy w tym sezonie na poziomie Ekstraklasy. Duży udział przy tym golu miał Michał Szromnik. Golkiper Wojskowych wypuścił piłkę z dłoni, a Turek skrupulatnie to wykorzystał.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1576986043500273664?s=20&t=ijHE5HdM6DsOHB_Ff5Mozg

Poznaniacy rozgrywali akcję w charakterystyczny dla siebie sposób. Warta oddała piłkę Śląskowi i skupiła się na dobrej organizacji w linii defensywnej. Gospodarze nie potrafili zareagować na zaistniałą sytuację. Podania między piłkarzami były zbyt wolne, aby mogły zaskoczyć przeciwników. Do przerwy gospodarze nie oddali ani jednego celnego strzału.

W trakcie drugiej odsłony Śląsk zagrał odważniej. Wojskowi wykreowali ponad 10 sytuacji bramkowych, z czego 4 zakończyły się strzałami celnymi. Mimo to tego dnia wrocławianie nie znaleźli sposobu na pokonanie Adriana Lisa. Za to przyjezdni byli niezwykle skuteczni. Tuż przed końcowym gwizdkiem Milan Corryn ustalił wynik spotkania na 0:2.

Na ten moment Warta jest najlepiej punktującą drużyną na wyjazdach. Na 6 rozegranych spotkań zgromadzili 13 punktów. Śląsk po przegranej musi oglądać się za siebie. Ich przewaga nad strefą spadkowa wynosi zaledwie 2 oczka.

Autorzy:

Mateusz Adamczyk

Adam Kowalewicz

1 Comment

1 Comments

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Minął weekend