Obserwuj nas

Minął weekend

Lechia przełamuje się po 68 dniach #MinąłWeekend – 12. kolejka

Gdańszczanie przełamują się w spotkaniu z Pasami. Portowcy dali ograć się Stali. Kolejorz po wielu akcjach strzeleckich kończy mecz tylko z jedną bramką, a Miedź urządza się na dnie tabeli – to wszystko wydarzyło się w 12. kolejce Ekstraklasy.

Stal sprawia niespodziankę

Stal Mielec 4:2 Pogoń Szczecin

Spotkaniem otwierającym tę kolejkę był pojedynek Stali Mielec z Pogonią Szczecin. Wyraźnym faworytem tego spotkania byli Portowcy. Portowcy, którzy może dotychczas nie zachwycali, ale regularnie punktowali i zajmowali wysokie miejsce w tabeli. Jednak jak wiemy logika Ekstraklasy jest często przewrotna i zaskakująca.

Już w 5. minucie wynik otworzył Kamil Grosicki. Choć warto pamiętać, że lwią część akcji wziął na siebie Pontus Almqvist. Przebiegł on kilkadziesiąt metrów, a następnie zagrał do Grosika, któremu nie pozostało nic innego niż pewne umieszczenie piłki w bramce. Jednakże prowadzenie gości nie trwało zbyt długo. Już kilka chwil później było 1:1 po strzelonym golu przez Fabiana Hiszpańskiego. 28-latek dopadł do piłki, ograł rywala i oddał bardzo precyzyjny strzał, przy którym nawet Stipica był bez szans.

Po początkowym festiwalu goli w szeregach obu drużyn nastał przestój. Gra się znacząco uspokoiła. Do czasu. W doliczonym czasie padła bramka dla gospodarzy. Domański wrzucił w pole karne, a tam pojawił się Hamulić, który wykorzystał jego centrę. Do przerwy mieliśmy rezultat 2:1.

Już chwilę po przerwie szczecinianie mieli fantastyczną szansę do zdobycia drugiej bramki. Bartkowski dograł do Kurzawy, ale ten fatalnie spudłował. Jednak ogólnie rzecz biorąc, po przerwie to gospodarze byli bliżej podwyższenia prowadzenia. Potwierdzeniem moich słów może być fakt, że w 68. minucie było już 3:1. Wcześniej wspominany Holender, dla którego był to już drugi gol w meczu, przebiegł z futbolówką kilkadziesiąt metrów i oddał przepiękne uderzenie przy słupku. Mielczanie w końcówce spotkania znacząco skomplikowali sobie sytuację. A konkretnie Kasperkiewicz, który w bardzo bestialski sposób zaatakował Borgesa. Arbiter po konsultacji z wozem VAR pokazał mu czerwoną kartkę.

Już 120 sekund później padła bramka kontaktowa dla Portowców. W powstałą lukę w obronie Stali wpadł Biczachczjan i pewnie uderzył obok bramkarza. Wtedy pewnie w głowach kibiców ze Szczecina powstała myśl o odrobieniu rezultatu. Ale została ona szybko zweryfikowana. Otóż uderzeniem w stylu „stadiony świata” popisał się Fryderyk Gerbowski, a tym samym zakończył on marzenia Pogoni o remisie.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1578447172567126017?s=20&t=JXGqw6_v_U8lQD76yLa9hA

Remis w Białymstoku

Jagiellonia Białystok 1:1 Wisła Płock

Starcie Jagielloni z płocką Wisłą można określić mianem pojedynku drużyn, które w ostatnich tygodniach radziły sobie wyjątkowo dobrze. Wisła po chwilowym kryzysie przełamała się w meczu z Piastem, a Jagiellonia podchodziła do tego meczu z serią ośmiu spotkań bez przegranej.

Pierwsze pół godziny było bardzo nudne. Ciekawych akcji było jak na lekarstwo. Bliżej była Jagiellonia, ale fenomenalną interwencją po strzale Guala popisał się Kamiński. Bramka również była przypadkowa, ponieważ futbolówka po strzale Davo odbiła się od jednego z obrońców. To na tyle jeżeli chodzi o wydarzenia z pierwszej połowy.

Na początku drugich 45 minut fantastyczną szansę, żeby wyrównać miał Cernych, ale Litwin minimalnie się pomylił. Bramka wyrównująca wynik była podobna do tej pierwszej. Piłka po uderzeniu jednego z zawodników poodbijała się w polu karnym, a do niej dopadł Imaz i umieścił ją w bramce. Później nic już wartego odnotowania się nie wydarzyło. Było to klasyczne spotkanie bez historii.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1578477174268780546?s=20&t=JXGqw6_v_U8lQD76yLa9hA

Częstochowianie wskakują na fotel lidera

Piast Gliwice 0:1 Raków Częstochowa

Rozpoczęcie 12. serii gier poprzedziło rozegranie zaległego spotkania z 2. kolejki pomiędzy Piastem a Rakowem. Ostatni mecz Gliwiczanie przegrali z Wisłą, tracąc gola w końcowych minutach spotkania. Za to częstochowianie zachowali czyste konto, ale nie dołożyli nic w ataku, przez co z Łodzi wyjechali tylko z jednym punktem. Zwycięstwo w Gliwicach pozwoliłoby Medalikom objąć pozycję lidera. Po raz pierwszy w tym sezonie w podstawowym składzie wyszedł Tomas Petrasek.

Raków nie zdominował rywali w posiadaniu piłki. Gliwiczanie równie długo utrzymywali się przy futbolówce, co przyjezdni. Przez dłuższy czas nic z tego nie wynikało, aż do momentu, kiedy to w 14. minucie w polu karnym Ivi Lopez oddał strzał. Na szczęście gospodarzy Ariel Mosór skutecznie interweniował głową. Jak się później okazało było to najpoważniejsze zagrożenie pod obiema bramkami w pierwszej połowie. Spotkanie było dość wyrównane, ale nie przekładało się to na atrakcyjność meczu.

Po przerwie pierwszy zaatakował Piast. Świetnym podaniem popisał się Patryk Dziczek, dzięki któremu Jorge Felix wyszedł na pozycję sam na sam. Jednak Hiszpan źle zabrał się z piłką, przez co stracił całą wypracowaną przewagę. W drugiej części gry to gospodarze wykreowali więcej okazji do objęcia prowadzenia. Jednak częstochowianie mogli zawdzięczać Vladanowi Kovaceviciowi, że wciąż zachowywali czyste konto. Wydawało się, że sprawiedliwy w tym spotkaniu będzie remis. Jednak o sprawiedliwość w futbolu trudno. Najpierw w 4. minucie doliczonego czasu gry Tomas Petrasek ukarany został żółtą kartką, ale to nie przeszkodziło, aby w ostatniej akcji meczu Raków zdołał zdobyć rozstrzygające trafienie. Szczęśliwcem okazał się Fran Tudor, który strzelił gola po rykoszecie.

https://twitter.com/Rakow1921/status/1578131018674044931?s=20&t=mRrQKQbxDCT4-bmzzN_ISg

Dzięki temu wyszarpanemu zwycięstwu Medaliki po raz pierwszy w tym sezonie wskoczyły na fotel lidera tuż przed startem 12. kolejki, a Piast po nie najgorszej grze będzie zmuszony bronić się w następnej serii spotkań przed znalezieniem się w strefie spadkowej.

Śląsk rozgromił Górnik

Śląsk Wrocław 4:1 Górnik Zabrze

W meczu otwierającym sobotnią serię gier Śląsk mierzył się z Górnikiem. Dla Wrocławian był to swego rodzaju mecz prawdy. Ostatnio notowali oni bardzo przeciętne wyniki i gdyby tu również przegrali, to ich sytuacja byłaby bardzo nieciakawa.

I jak widać przysłowiowy nóż na gardle podziałał na zespół. A mianowicie już w 11. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Piłka po strzale Leivy odbiła się od Vrhoveca i wpadła do bramki. Śląsk się nie zatrzymywał i kilka chwil później było już 2:0. Exposito cudownie przymierzył z dystansu. Po tych dwóch szybkich ciosach gra się uspokoiła i pierwsza połowa zakończyła się dwubramkowym prowadzeniem Śląska.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1578739085056741377?s=20&t=JXGqw6_v_U8lQD76yLa9hA

Drugie 45 minut nie rozpoczęło się pozytywnie dla gospodarzy. Sędzia za faul Poprawy podyktował rzut karny dla Górnika. „Jedenastkę” wykorzystał Włodarczyk. Bramka kontaktowa jednak nie zmotywowała Górnika do nadrobienia wyniku. Powiem więcej – dostali oni w doliczonym czasie gry kolejne dwa ciosy. Pierwszy padł po składnie rozegranej akcji zakończonej strzałem Bejgera, a drugi po profesorskim zachowaniu Olsena w polu karnym.

To spotkanie z pewnością dało trochę czasu Ivanowi Djurdjeviciowi i zamroziło plotki o jego ewentualnym zwolnieniu.

Kolejni poznaniacy na drodze Legii

Legia Warszawa 1:0 Warta Poznań

Po prestiżowym spotkaniu z Lechem na Legię czekał kolejny zespół ze stolicy województwa wielkopolskiego. Do Warszawy przyjechała Warta. Tym razem gospodarze zdołali pokonać Zielono-Białych, a więcej szczegółów i wrażeń na temat tego meczu przedstawił Krzysztof Dąbrowski w artykule Bez fajerwerków przy Łazienkowskiej.

Gdańszczanie łapią tlen

Cracovia 0:1 Lechia

W tym sezonie jedyne zwycięstwo gdańszczanie odnieśli na wyjeździe. W sobotni wieczór przyjezdni, którzy przemierzyli całą Polskę w poszukiwaniu kompletu punktów, liczyli, że w końcu los się do nich uśmiechnie. Pasy musiały wygrać z drużyną z końca stawki, aby nie wypaść z pogoni za czołówką. Każda z ekip miała więc o co walczyć.

Pierwsze minuty spotkania pokazały, że to Cracovia jest zespołem będącym wyżej w ligowej tabeli. Pasy aktywnie szturmowały bramkę Dusana Kuciaka. Goście mieli dużo szczęścia, że udawało im się zachować czyste konto. Lechia przebudziła się dopiero w 35. minucie, kiedy to dobre podanie dostał Flavio Paixao, ale na wysokości zadania stanął Karol Niemczycki. W międzyczasie boisko opuścił Takuto Oshima, którego zastąpił Florian Loshaj.

Po przerwie doszło do kolejnego pojedynku Paixao – Niemczycki i znów zwycięsko z tego starcia wyszedł młody Polak. To pokazało, że przyjezdni nie zwieszają głów i będą walczyć o pełną pulę. Kibice, którzy zdecydowali się spędzić wieczór przy tym spotkaniu, nie mogli żałować podjętej decyzji. Raz jedna, raz druga strona starała się wykorzystać jedną z wielu wykreowanych szans bramkowych. Szczęśliwcami okazali się przyjezdni. A nie kto inny jak tylko Paixao mógł poprowadzić Lechię do zwycięstwa. W 84. minucie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Condrado. Damian Sylwestrzak został wezwany przez wóz VAR do sprawdzenia tej sytuacji. Po analizie arbiter zmienił początkową decyzję i wskazał na 11. metr. Niezwykle skoncentrowani w obronie przyjezdni już nie oddali zwycięstwa.

https://twitter.com/LechiaGdanskSA/status/1579038242728706059?s=20&t=O6N2mJ-YCTnFVc2ZWIbdQg

Od ostatniej wygranej Lechii w lidze minęło 68 dni. Przez ten czas wiele się zmieniło m.in. trener gdańszczan. Czy to zwycięstwo będzie stanowić nowe otwarcie Lechii? Trudno powiedzieć, ale czeka ich bardzo solidny sprawdzian. Już w następnej kolejce przed własną publicznością podejmą Raków. Cracovia nie zagrała złego spotkania, ale nie potrafiła na początku meczu udokumentować ewidentnej przewagi zdobytymi bramkami.

Scyzoryki walczą do końca

Zagłębie Lubin 1:1 Korona Kielce

Korona z ostatnich czterech spotkań aż w trzech schodziła z boiska pokonana, a w jednym zdołała wydrzeć punkt. To spowodowało, że beniaminek wylądował w strefie spadkowej. W tym momencie na kompletnie innym biegunie znajdują się Miedziowi. Zagłębie po dwóch remisach, a następnie dwóch wygranych patrzy śmiało przed, a nie za siebie.

Od początkowych minut spotkania Zagłębie chciało przejąć kontrolę nad posiadaniem piłki. Gospodarze przeprowadzali akcje szczególnie bocznymi sektorami boiska. Jednak w finalnej fazie akcji brakowało dokładności i precyzji w podaniu lub oddawanym strzale. Korona odpowiadała pojedynczymi atakami. Głównie strzały z dystansu bez większego zagrożenia dla bramki Kacpra Bieszczada. Skrzydłowi Miedziowych często dostrzegali wolnego Filipa Starzyńskiego, który także uderzał z dystansu. Defensorzy beniaminka skutecznie blokowali strzały.

W drugiej części pierwszej połowy gra stała się bardziej szarpana za sprawą dobrej gry w destrukcji przez piłkarzy Korony, którzy nie dali gospodarzom złapać odpowiedniego rytmu aż do… Ostatniej akcji przed przerwą. Bartosz Kopacz dośrodkował w pole karne, a tam Rafał Adamski w otoczeniu dwóch obrońców wybił się w powietrze i strzelił gola tyłem głowy.

Po przerwie zobaczyliśmy agresywniejszą w odbiorze Koronę. Gospodarze dawali sobie zbyt łatwo odbierać futbolówkę, ale przyjezdni nie potrafili tego zamienić na bramkę. Po serii ataków gości odpowiedziało Zagłębie. Kompletnie pozbawiony opieki był Tornike Gaprindashvili. Gruzin uderzył głową, ale ponad bramkę. W następnych minutach niewiele się działo aż do doliczonego czasu gry, kiedy to przyjezdni zadali cios dający im punkt. Na listę strzelców wpisał się Miłosz Trojak, który pokonał Bieszczada uderzeniem głową.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1579125211999387651?s=20&t=mRrQKQbxDCT4-bmzzN_ISg

Dla oka gra Zagłębia prezentowała się lepiej. Jednak beniaminek potrafił dobrze przeszkadzać. Gospodarze w odpowiednim momencie nie zamknęli meczu i to się zemściło. Dzięki temu remisowi Korona wydostała się ze strefy spadkowej.

Lider i outsider

Raków Częstochowa 1:0 Miedź Legnica

Między czwartkiem a poniedziałkiem sytuacja w ligowej tabeli uległa zmianie. Zwycięstwo Legii sprawiło, że częstochowianie zostali zepchnięci na drugą pozycję. Dlatego w meczu z Miedzią Raków chciał odzyskać fotel lidera. Zadanie wydawało się proste. Beniaminek z Legnicy, który przyjechał pod Jasną Górę, okupował doły tabeli. Dodatkowo legniczanie na 5 wyjazdów w sezonie zdobyli zaledwie punkt.

Gospodarze lepiej nie mogli rozpocząć spotkania. Już w 2. minucie Ivi Lopez zapewnił prowadzenie Rakowowi po bezpośrednio strzelonym golu z rzutu wolnego. Mateusz Abramowicz nie miał szans na obronę po perfekcyjnym uderzeniu Hiszpana.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1579506176345067520?s=20&t=O6N2mJ-YCTnFVc2ZWIbdQg

Po stracie bramki przyjezdni nie potrafili nic zrobić. Częstochowianie bez problemów utrzymywali się przy piłce. Przenosili ciężar gry z lewej na prawą stronę i na odwrót przed polem karnym gości aż do momentu, gdy wypracowywali sobie pozycję strzelecką. Przewaga gospodarzy była niekwestionowana. Beniaminek rzadko wychodził na połowę przeciwnika. Jednak wypad w 40. minucie Olafa Kobackiego poskutkował wywalczonym rzutem karnym po jego ofiarnym strzale. Arbiter Damian Kos został wezwany przed monitor VAR-u, po czym uznał, że zagrania ręką przez piłkarza Rakowa nie było.

Tuż przed przerwą boisko musiał opuścić Lopez po doznanym urazie. Zastąpił go Bartosz Nowak. Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Raków już w pierwszych pięciu minutach miał przynajmniej dwie dogodne sytuacje do podwyższenia rezultatu. Swoje szanse mieli Mateusz Wdowiak i Bartosz Nowak. Natomiast solidnie bramki Miedzi strzegł Abramowicz, który zagrał na poziomie Ekstraklasy pierwszy raz od 6 sezonów, kiedy to reprezentował barwy Śląska Wrocław. Raków wciąż raził nieskutecznością, a szczególnie napastnicy. Miedź miała szansę to wykorzystać w 75. minucie. Sędzia Kos ponownie podbiegł do monitora, po czym podyktował rzut karny za faul Vladana Kovacevicia. Bośniak został ukarany żółtym kartonikiem, ale ostatecznie wybronił rzut karny wykonywany przez Angela Henriqueza.

***

Do końca spotkania gospodarze nie mogli być pewni, że zapiszą komplet punktów na swoim koncie. Miedź odważniej poczynała sobie na połowie przeciwnika. Ostatecznie nie udało im się odrobić straty, a w doliczonym czasie gry piłkarz gości Santiago Naveda został ukarany drugą żółtą kartką. Ostatecznie Raków zgarnął kolejne trzy punkty i utrzymuje pozycję lidera, a Miedź po zwycięstwie Lechii znajduje się na dnie tabeli.

Po tym spotkaniu z posadą szkoleniowca Miedzi pożegnał się Maciej Łobodziński. Obecny trener rozwiązał umowę z klubem za porozumieniem stron.  W najbliższym ligowym spotkaniu z Cracovią zespół legniczan poprowadzi dotychczasowy asystent Radosław Bella.

Piast ląduje w strefie spadkowej

Piast Gliwice 1:2 Widzew Łódź

Gliwiczanie po porażce z Rakowem znaleźli się na granicy strefy spadkowej. Remis Korony w spotkaniu z Zagłębiem sprawił, że podopieczni Waldemara Fornalika wylądowali w tej strefie. Dlatego Piast w meczu z łodzianami walczył o to, aby jak najszybciej się stamtąd wydostać. RTS jest w dużo lepszej sytuacji. Nie przegrali od trzech spotkań, a w ostatnim meczu z silnym Rakowem zdołali zremisować. Dodatkowo Waldemar Fornalik nie mógł liczyć na swoich kluczowych zawodników Damiana Kądziora, Michała Chrapka oraz Ariela Mosóra. Natomiast do podstawowego składu Widzewa powrócił Bartłomiej Pawłowski oraz Ernest Terpiłowski.

Już w 6. minucie Martin Kreuzriegler posłał piłkę do siatki Piasta, ale w momencie podania Austriak znalazł się na pozycji spalonej. Obie drużyny od początku spotkania były nastawione ofensywnie. Często gościli przed swoimi polami karnymi, ale mieli problem z oddaniem celnego strzału. Jako pierwsi swoją wyższość udowodnili goście. Patryk Stępiński świetnie podał ciętą, podniesioną piłkę do Jordiego Sancheza. Hiszpan nie miał problemów z przyjęciem i oddaniem strzału, dającego prowadzenie Widzewowi.

https://twitter.com/CANALPLUS_SPORT/status/1579554012948357121?s=20&t=O6N2mJ-YCTnFVc2ZWIbdQg

Gospodarze nie zwiesili głów. Defensywa gości dobrze pracowała, przez co Piast mimo prób nie wypracowywał dogodnych okazji na strzelenie gola. Mimo prowadzenia do przerwy, łodzianie nie mogli być pewni przed drugą części gry, że wywiozą z Gliwic komplet punktów.

Po przerwie niewiele się zmieniło. Piast konstruował atak pozycyjny, a Widzew próbował umiejętnie się bronić. Wszystko wyglądało dobrze w grze gospodarzy, ale tylko do 16. metra. Potem brakowało konkretów. Przyjezdni liczyli na kontry. W 82. minucie jedną z nich wykończył zmiennik Pawłowskiego Kristoffer Hansen. Norweg dostał podanie od Sancheza, a następnie sam zwiódł dwójkę obrońców Piasta, po czym pokonał Frantiska Placha.  Dla Hansena było to pierwsze trafienie w sezonie.

https://twitter.com/_Ekstraklasa_/status/1579571947020734464?s=20&t=O6N2mJ-YCTnFVc2ZWIbdQg

W 90. minucie gliwiczanie odpowiedzieli bramką Michaela Ameyawa. Gospodarze optycznie przeważali w tym spotkaniu, ale to było za mało, aby pokonać wyrachowanych tego dnia Widzewiaków. Beniaminek z Łodzi melduje się na 5. pozycji, a Piast zostaje w strefie spadkowej.

Terminarz 13. kolejki:

Autorzy:

Mateusz Adamczyk

Adam Kowalewicz

1 Comment

1 Comments

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Minął weekend