
Pierwszy kurz po zatrudnieniu Fernando Santosa opadł. Poznaliśmy pierwsze opinie. Jednak nadal brak wielu odpowiedzi, a jedynie pytania cisną się na usta. Dla wielu, w tym niżej podpisanego Santos to duży błąd PZPN.
Nazwisko to nie wszystko
Pod kątem CV Santos bije każdego możliwego kandydata. Niewielu jest bowiem trenerów, którzy mogą o sobie powiedzieć: „zdobyłem mistrzostwo Europy”. Zresztą do dziś pamiętamy ćwierćfinał, w którym Portugalia pokonała Polskę i słynny karny Błaszczykowskiego. Również wcześniej Santos potrafił nas „złamać”. To właśnie on prowadził przecież Grecję w nieszczęsnym meczu otwarcia Euro 2012. Porównując go do innych zagranicznych selekcjonerów kadry różnicę widać gołym okiem. Sousa nawet jako trener klubowy nie miał osiągnięć. Beenhakker awansował z Trynidadem i Tobago na mundial, ale nie udało mu się jako selekcjonerowi Holendrów. Różnica jest duża.
Bo liczy się też styl
Ten zaś u Santosa jest nieco ulepszoną wersją tego, co proponowali Michniewicz i Brzęczek. Oczywiście pozwala to na pewne ruchy – dzięki Santosowi 40-letni Pepe dalej jest ważnym ogniwem kadry, Cancelo to obrońca, którego zazdrościć może wiele reprezentacji. Jednak pragmatyzm Santosa wywołał nie tylko słynne porównanie do tego co robiła Grecja 12 lat wcześniej w stosunku do 2016 roku, ale też sprawiał problemy jego zawodnikom. Uważam Bruno Fernandesa za jednego z najlepszych playmakerów świata, ale w reprezentacji Fernandes nadal nie potrafi dać tyle, co w Manchesterze United… albo raczej nie może?
Sytuacja Bruno w kadrze przypomina mi Piotra Zielińskiego, jego olbrzymi potencjał był marnowany przez styl preferowany przez selekcjonera. Za główne zadanie dla nowego selekcjonera uznaje zaś dwie rzeczy: odstawienie przebrzmiałych gwiazd takich jak Krychowiak, Grosicki, Glik i szukanie nowego numeru jeden w ataku w trakcie eliminacji Euro, by budować kadrę z myślą o eliminacjach mundialu oraz dotarcie do Piotra Zielińskiego. Za czasów Nawałki Zieliński dopiero zaczynał istnieć w reprezentacji, ale spotykał się głównie z krytyką ze strony kibiców. Kadencja Jerzego Brzęczka kojarzy się ze słynnym „przeskakiwaniem w głowie”. Dopiero ofensywny styl Sousy pokazał pełnię atutów Zielińskiego dla kadry. Kadencja Michniewicza to Zieliński jako lider w kluczowych momentach, gdy niewidoczny był Lewandowski, jednak momentami odnieść można było wrażenie, że gramy z pominięciem pomocnika Napoli, bo piłka go nie szukała. Dlatego tak ważne jest, by wreszcie zacząć korzystać z pomocnika Napoli w pełni.
I wiek…
Najważniejszy problem to wiek Santosa. Oczywiście to tylko liczba, ale nie możemy udawać, że dobijający siedemdziesiątki selekcjoner nie jest szkoleniowcem, który może budować długoterminowo z myślą o sobie. Ciężko tu nawet próbować porównywać Santosa do Beenhakkera. Obejmował on bowiem kadrę w wieku 64 lat, a zwolniony został w wieku 67. Jednak nie można skreślać, być może Santos będzie pozytywnym kopem dla polskich trenerów, dla polskiej piłki. Na pewno może liczyć na respekt i szacunek u piłkarzy. Pozostało tylko odliczać do marca i czekać jak będzie wyglądał efekt końcowy. Na koniec rzucam swoją propozycję składu i ustawienia, które mogłyby zostać wdrożone w polskiej kadrze, a przy tym pozwoliło dobrze wykorzystać Zielińskiego i Szymańskiego. Ustawienie 4-3-3 w następującym zestawieniu:
Szczęsny (Grabara) – Cash (Bereszyński), Kiwior (Dawidowicz), Wieteska/Bednarek, Reca/Zalewski – Bielik (Góralski/Moder – gdy dojdzie do formy), S. Szymański (Żurkowski), Zieliński – Kamiński/Frankowski, Lewandowski/Milik, Zalewski/Kownacki.
Zestawienie takie bierze się z tego, że piłkarze ci pasują do tego czego oczekiwał Santos od kadry Portugalii i ich sposobu gry, a także zakłada ustawienie w jakim grała ta kadra więc dobrze znane Santosowi.
Fot.: Flickr