
Przed rewanżowym spotkaniem wydawało się to wręcz niemożliwe. Trzeba było odrobić trzy bramki straty, żeby przynajmniej wyrównać stan tej rywalizacji. Mistrzowie Polski w pewnym momencie prowadzili 3:0! Włosi mogli się obawiać, że ten dwumecz będzie wymagał dogrywki, ale gospodarze strzelili dwa gole i ostatecznie skończyło się 3:2 dla Lecha Poznań.
Lech Poznań budzi się z pięknego, europejskiego snu. To była świetna przygoda. Mogliśmy zobaczyć, że polski klub potrafi grać w piłkę nożną. Mecz we Florencji był ostatnim tańcem w tej przygodzie. Tańcem, z którego możemy być dumni. W klubie mogą się cieszyć. Historyczny wynik, punkty do rankingu i niezłe pieniądze – Lech zarobił ponad 7 mln euro. Wszyscy czekamy na powtórkę w przyszłym sezonie. Oby to nie był jednorazowy wybryk.
Pierwsze spotkanie
13.04.2023 r. odbyło się pierwsze spotkanie Lecha z Violą na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Stadionie, na który zawitało ponad 40 tysięcy osób. Niestety mecz rozgrywany był pod dyktando ekipy Vincenzo Italiano, ale pierwszy poważny cios spadł na Lecha ok. 10 godzin przed meczem. UEFA zawiesiła Bartosza Salamona na trzy miesiące. John van den Brom musiał zmienić plan i skład na to spotkanie, wystawiając Lubomira Satkę, który nie grał bardzo mało od początku rundy.
Kolejny cios spadł na Kolejorza już w czwartej minucie. Nicolas Gonzalez uderzył zza pola karnego, piłka odbiła się najpierw od słupka, a potem od nóg Filipa Bednarka i trafiła pod nogi Cabrala, który strzelił z ostrego kąta i bramkarz Lecha próbując interweniować, wpakował sobie piłkę do siatki. Koszmarny początek spotkania.
Lech starał się odpowiedzieć, ale w ekipa Johna van den Broma miała problem z wyprowadzaniem piłki od tyłu, m.in. przez wysoki pressing zawodników Violi. W 20. minucie, kiedy cały stadion robił „The Poznań”, Lechitom udało się wyjść spod pressingu, Ishak zgrywał głową przed pole karne do Velde, a Norweg uderzył z pierwszej piłki i wprowadził stadion w prawdziwą ekstazę.
https://twitter.com/sport_tvppl/status/1646622753456553984?s=20
Wydawało się, że remis utrzyma się do końca pierwszej połowy, ale wtedy znowu do głosu doszli piłkarze Fiorentiny. Dośrodkowanie w pole karne Lecha, Gonzalez przeskakuje Rebocho i umieszcza piłkę w siatce.
W drugiej połowie Viola była bezlitosna. Obrona Lecha kompletnie się rozsypała, a piłkarze z Półwyspu Apenińskiego skrzętnie do wykorzystali. W 58. Minucie Giacomo Bonaventura zdobył trzecią bramkę dla Fiorentiny, a pięć minut później Ikone przeprowadził rajd z piłką, łatwo minął zawodników Lecha i strzelił czwartego gola. Wydawało się, że Filip Bednarek zdoła obronić to uderzenie, bo nie było ani precyzyjne, ani silne, ale bramkarz Lecha nie miał wtedy najlepszego dnia i wydaje się, że przy min. trzech trafieniach mógł zrobić coś więcej.
Dobra pierwsza połowa
Obaj trenerzy pozmieniali w składach na to spotkanie. Vincenzo Italiano dał odpocząć kilku podstawowym piłkarzom, a John van den Brom do boju posłał Artura Sobiecha za Ishaka i Alana Czerwińskiego za Joela Pereirę. Grafik w Lechu po raz kolejny się pobawił, poprzestawiał zawodników, ale nie było ciężko się domyślić jak to będzie wyglądało.
https://twitter.com/LechPoznan/status/1649071947420975104?s=20
Początek był spokojny z obu stron. Lech podchodził wyżej pressingiem, Fiorentina odpowiadała tym samym i nic z tego nie wynikało, ale w 9. Minucie Afonso Sousa odpalił bombę. Po nieudolnym wybiciu obrońcy gospodarzy Portugalczyk sytuacyjnie, ale bardzo precyzyjnie uderzył lewą nogą i mieliśmy 1:0 dla Lecha Poznań.
Dobry początek dał trochę spokoju mistrzom Polski, a Fiorentina grała zbyt nerwowa. Beznadziejny sędzia ze Słowenii wprowadzał nerwową atmosferę. Każda jego decyzja była mocno krytykowana przez obie drużyny. Często słusznie. Piłkarze Lecha mieli też sporo szczęścia w pierwszej połowie. Najpierw sędzia nie dał drugiej żółtej kartki dla Czerwińskiego za taktyczny faul. Po tej sytuacji John van den Brom szybko zareagował i ściągnął obrońcę. Potem Pan Rade Obrenović nie podyktował ewidentnego rzutu karnego dla Violi po faulu Murawskiego. Polak uderzył przeciwnika w twarz.
Dogrywka w zasięgu ręki
Druga połowa zaczęła się tak samo. Dużo fauli, walki, gestykulacji, a mało grania w piłkę i sytuacji. Gospodarze starali się grać szybciej i agresywniej, żeby nie dopuścić rywali do sytuacji, a samemu coś strzelić. W 59. minucie drużyna z Florencji miała kapitalną sytuację na doprowadzenia do wyrównania, ale górą w pojedynku z Joviciem był Bednarek, Pereira asekurował bramkarza i wybił piłkę sprzed linii końcowej. Odpowiedź Lecha była błyskawiczna. Po analizie VAR sędzia dopatrzył się faulu Terzicia na Skórasiu, do piłki podszedł Velde, wytrzymał ciśnienie i na tablicy wyników było 2:0.
Można było zauważyć, że w piłkarzy Lecha wstąpiła podwójna energia. Chcieli iść po tego trzeciego gola. I to się udało. W 69. minucie Skóraś szybko rzucił piłkę z autu, w polu karnym znalazł się Karlstrom i Szwed wyłożył piłkę wzdłuż linii bramowej do Artura Sobiecha. 3:0! Euforia zapanowała u każdego, kto oglądał to spotkanie. Ten wynik dawał dogrywkę w tej rywalizacji.
Niestety, dziesięć minut później Fiorentina miała rzut wolny. Po dośrodkowaniu w pole karne Murawski wybił piłkę wprost pod nogi Sottila, a ten pięknym strzałem pokonał Bednarka. Lech przygasł. W doliczonym czasie gry Mistrzowie Polski stracili drugiego gola. Dagerstal popełnił błąd przy wyprowadzaniu piłki, Gonzalez zagrał do Castrovilliego i pokonał bramkarza Lecha.
No i podkreślmy.
W całej historii europejskich pucharów polskie kluby tylko dwa razy wygrały we Włoszech.
Dwa razy zrobił to Lech Poznań.— Mateusz Jarmusz (@Jarmo_87) April 20, 2023
Lech Poznań pokazał, że dużego ducha walki i można być dumnym za tę postawę. Nikt nie spodziewał się, że mistrz Polski jest w stanie odrobić straty, a oni pokonali Fiorentinę. W pewnym momencie prowadzili 3:0 i byli o krok od dogrywki. Klasa. Jeśli się żegnać, to właśnie w takim stylu.
Trenerski dwugłos
Italiano nie spodziewał się, aż tak trudniej przeprawy.
– W tej chwili próbuję nie myśleć o przebiegu meczu, analizie wydarzeń boiskowych. Trzeba powiedzieć, że mamy półfinał i jest ogromna radość. Nie było łatwo, więc tym bardziej się cieszymy z naszego sukcesu. Najważniejsze było przejść dalej i zrobiliśmy to. Pozytywna informacja jest też taka, że udało nam się zareagować po takich ciosach, jakie dostaliśmy od przeciwnika. Ale byliśmy w tym spotkaniu cały czas w grze i weszliśmy do półfinału. Co do spotkania, to do drugiej bramki był całkiem niezły mecz, może nie stworzyliśmy tyle sytuacji, co zawsze, ale jednak one były. Zareagowaliśmy jak prawdziwa drużyna i to pokazuje, że mamy charakter. Lech nie był łatwym rywalem, postawił nam bardzo trudne warunki. Jasne, należał nam się pewnie rzut karny w pierwszej połowie, ale potem znaleźliśmy taką siłę w sobie, żeby przechylić szalę na naszą korzyść w dwumeczu. – powiedział trener Fiorentiny na konferencji pomeczowej.
Dumny ze swoich piłkarzy był van den Brom.
– Co za mecz. Byłem bardzo podekscytowany zagrać na tym stadionie, to było świetne widowisko dla kibiców. Przed tygodniem przegraliśmy różnicą trzech bramek, ale powtarzałem moim zawodnikom, że muszą uwierzyć w to, że potrafimy odrobić te straty i odwrócić wynik. Wtedy nikt nie zobaczył prawdziwego Lecha, dziś zrobiliśmy coś niesamowitego. Spotkanie przeciwko doskonałej drużynie, ale wierzyliśmy od samego początku, że możemy tutaj powalczyć.
Po pierwszej bramce graliśmy mocnym pressingiem, rywale byli silni, wiedzieliśmy o tym, ale było ważne wygrać jak najwięcej piłek. Po zmianie stron przeciwnik trochę dominował, ale walczyliśmy, bo nie mieliśmy nic do stracenia. Widzieliśmy te emocje po drugiej i trzeciej bramce dla nas. Dla mnie to piękne zobaczyć to, że Fiorentina była zdenerwowana. Nie przewidzieli tego, co zrobili. Jestem bardzo dumny z tego, co zrobiliśmy, z całej drużyny. To koniec naszej tegorocznej przygody w Europie, kończymy go na ćwierćfinale Ligi Konferencji. Jeżeli spojrzymy na to, co osiągnęliśmy, możemy być dumni. Tego chcemy też w kolejnym sezonie. Z tego powodu musimy wykonać pracę należycie w ostatniej części tej rundy. – trener Lecha Poznań, John van den Brom.
Złe dobrego początki
Nikt przed sezonem nie przypuszczał, że polski klub będzie grał w kwietniu w europejskich pucharach. Lech Poznań przeszedł do historii, mimo, że ta droga na samym początku była bardzo mocno wyboista. Baty od Karabachu Agdam, słaby początek w lidze, kontuzje środkowych obrońców, kompromitacja na Islandii i ostateczna wygrana z Vikingurem po dogrywce. Potem była faza grupowa, niezłe spotkania i świetne na koniec z Villarrealem, które dało awans do 1/16. Taktyczny pojedynek z norweskim Bodo/Glimt, rozgromienie szwedzkiego Djurgerdens IF i ten dwumecz z Violą. Te wszystkie zwycięstwo, pomijając eliminacje, były osiągane, bo Lech grał ofensywny, atrakcyjny i skuteczny futbol. Kolejorz sprawił, że polskie rozgrywki awansowały na dwudzieste czwarte miejsce w Europie.
https://twitter.com/BlazLukaszewski/status/1649137719887425543?s=20
Lech Poznań jest najlepszą polską drużyną na sezon 2023/2024. Zajmuje 83. miejsce. To tylko ranking, ale od władz Kolejorza zależy czy uda się skonsumować ten sukces. Czy będzie powtarzalność. To będzie kolejny test dla działaczy. Oby tym razem nie został oblany.