Obserwuj nas

Raków Częstochowa

Wymęczone zwycięstwo – Aris 0:1 Raków

Po takim meczu potrzeba naprawdę dużo wody kokosowej. Starcie w upiornych warunkach, jeszcze gorszych niż dwa tygodnie wcześniej w Baku. Gorąc, duchota, wilgoć. Ale zrobili to. Raków Częstochowa zameldował się w IV rundzie eliminacji Ligi Mistrzów pokonując Aris Limassol 1:0.

Męczarnie w pierwszej połowie

Mecz wydawał się wyrównany do około 25. minuty. Raków trzymał Aris na dość bezpieczną odległość, kontrolował obronę, starał się wyprowadzać kontry. A przez ostatnie 20 minut pierwszej połowy skupiał się już wyłącznie na – nomen omen – obronie Częstochowy, żeby nie powiedzieć – grał na czas. Chyba za bardzo dały się we znaki Medalikom warunki atmosferyczne, wyczekiwali gwizdka sędziego jakby to była 118. minuta spotkania.

Tudor na przełamanie

Ten mecz bardzo przypominał rewanż z Karabachem sprzed dwóch tygodni. Zarówno tam, jak i tutaj bardzo defensywna pierwsza połowa w wykonaniu Rakowa. Mija kilka minut drugiej i Fran Tudor pięknym strzałem wyprowadza częstochowian na prowadzenie. Tym razem z rzutu wolnego wywalczonego przez Bogdana Racovitana. Na szczęście przeciwnik nie odpowiedział golem – Raków utrzymał przewagę do końca. Druga połowa przebiegała zdecydowanie bardziej po myśli mistrzów Polski. Dużo więcej spokoju mieli w rozegraniu od bramki.

Bohaterowie Częstochowscy

Najlepszym piłkarzem Rakowa w pierwszej połowie był Fabian Piasecki. Napastnik, mimo że nie wpisał się na listę strzelców, rozegrał swój najlepszy mecz w tym sezonie, jeśli nie w Rakowie w ogóle. Walka o górne piłki, przytrzymywanie do rozegrania, gra pod faul. Dzięki niemu Aris nie przejął pełnej kontroli nad spotkaniem. Tym bardziej należy go docenić, bo Marcin Cebula oraz Władysław Koczerhin nie za bardzo mu pomagali (Cebula zagrał chyba najsłabszy mecz w sezonie, tydzień temu będąc MVP spotkania).

Pochwała Tudora jest oczywista. Piękny gol z rzutu wolnego, którego nie powstydziłby się Ivi Lopez i równa gra przez całe 90 minut. Mnóstwo zdrowia na boisku zostawił Jean Carlos, który od 75. minuty ledwo już biegał po lewej stronie, a i tak wygrywał pojedynki z Cypryjczykami. Świetni Arsenić i Racovitan w defensywie to już chleb powszedni, ale wart odnotowania.

Chyba jednak największym bohaterem był Vladan Kovacević. Niesamowity poziom. Coś podobnego kibice Rakowa mogli oglądać w meczach z Rubinem Kazań na wyjeździe lub Gentem u siebie. Serb był wczoraj bezbłędny i wybronił Medalikom mecz. Na pewno zapadnie w pamięć seria, którą notował około 70. minuty, gdy 3 razy z rzędu, akcja po akcji gracze Arisu oddawali groźne strzały na jego bramkę po kornerach i wrzutach z autu, a on ku ich niedowierzaniu wszystko wyciągał.

Z Kopenhagą o marzenia

Pierwszy raz od sezonu 2016/2017 mistrz Polski zagra w IV rundzie eliminacyjnej Ligi Mistrzów. Zawalczy z Kopenhagą, z Kamilem Grabarą na bramce. Zwycięstwo da wymarzoną fazę grupową Ligi Mistrzów na (niestety) stadionie w Sosnowcu. Będzie to najważniejszy dwumecz w historii Rakowa Częstochowa, ale wreszcie rozgrywany w normalnym klimacie, a nie piekielnym gorącu.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Raków Częstochowa