Obserwuj nas

Felietony

Liga po mojemu odc. 2

liga-po-mojemu grafika

Dziś dwa tematy. Dlaczego nie podoba mi się sposób rozegrania rundy finałowej Ekstraklasy, no i oczywiście o dzisiejszym finale Pucharu Polski. Zapraszam!

Mam kilka zastrzeżeń do reformy ESA 37, ale jedna rzecz ostatnio mnie wkurzyła bardzo. Nie podoba mi się, że runda finałowa jest rozgrywana w tak szybkim tempie. Mam wrażenie, że gramy na siłę. Mecze w środku tygodnia lub w czwartek o 18 przed Ligą Europejską. Chyba nie o to chodziło w całej tej reformie. Gdy gramy o 1,5 punktu gramy co tydzień, gdy mecze naprawdę są ważne gramy w takich terminach, że na stadiony przychodzą studenci i osoby bezrobotne. Ktoś powie, ale w tym roku mamy Euro. Jest to jakiś argument, ale do mnie on nie trafia, można przecież było początek tej rundy grać co trzy dni. Teraz mecze są naprawdę o stawkę, a gramy byleby je rozegrać. Martwi to w kontekście frekwencji, budujmy ligę dla kibiców i zachęcajmy ich do odwiedzania stadionów. Bez kibiców produkt jakim jest Ekstraklasa zawsze będzie smakował jak dwudniowe Sushi, niby Twoje ulubione danie, ale coś z nim już nie tak.

To już dziś Finał Pucharu Polski! Pierwszy finał na jakim byłem to mecz  w 1995 roku na Łazienkowskiej Legia Warszawa – GKS Katowice. Największy dym w historii polskiej piłki – co tam się wtedy działo! Legia wygrała 2:0, ale bitwa z Policją przyćmiła wszystko. Dla mnie nastolatka kochającego futbol miłością bezwzględną był to najsmutniejszy dzień w życiu. Nie dość, że przegrała piłka to jeszcze wracałem cały mokry do domu ;). Lata 90 to było coś czego się nie zapomina.

[/vc_column_text][vc_video link=”https://www.youtube.com/watch?v=-XXJIHnj8Yc”][vc_column_text]Może właśnie dlatego mecze Pucharu Polski są dla mnie wyjątkowe, zawsze kojarzą mi się z Legią. Tak naprawdę tylko kibice Legii Warszawa mogą śpiewać  „Puchar jest Nasz, ten Puchar do Legii należy..”, bo przecież już siedemnaście razy Wojskowi zdobywali to trofeum. Dziś szansa na osiemnasty raz, nie ukrywam, że mam gęsią skórkę i nie mogę się tego meczu doczekać.

Dla Lecha to ostatnia szansa na załapanie się do pucharów europejskich. Jeśli dziś przegrają, na Bułgarskiej może być gorąco jak w sobotnią noc w klubie Muchos Patatos. Trener Urban po przegranej musiałby chyba przed prezesem Klimczakiem zatańczyć Pasa Doble żeby ten dał mu szansę poprowadzić Lecha w przyszłym sezonie. Po przegranej ewidentnie baza prezesa w Accessie przestanie się zgadzać, przychód z rozchodem miną się jak Kamiński z siłownią. Trzeba będzie włączyć plan gramy wychowankami, albo znów na kolanach poprosić Pana Rutkowskiego o wyciągnięcie pieniędzy z kieszeni.

[/vc_column_text][vc_single_image image=”6435″ img_size=”blog-medium”][vc_column_text]Lech Poznań wyjdzie dziś na boisko zdeterminowany jak Bruce Lee w Wejściu Smoka. Nie będą oglądać się za siebie, postawią wszystko na jedną kartę. Jedno jest pewne kości będą trzeszczały. Jeśli chodzi o Legię to piłkarze znaleźli się w niezłym potrzasku. Przegrywając w Lubinie sprawili, że najważniejszym meczem sezonu będzie ten w Warszawie 8 maja o 18:00 z Piastem Gliwice. Z drugiej strony kibice z Łazienkowskiej są wściekli i nie przebaczą przegranej na Narodowym. Zapowiada się mecz z gatunku walki Gladiatorów – tylko jedna drużyna przeżyje, druga drużyna poczeka na decyzję Cesarza swoich kibiców. W przypadku Lecha Poznań nie skończy się na klepaniu autobusu. Jeśli chodzi o Legię ciśnienie w Warszawie zawsze jest wysokie, a cała Polska trzyma kciuki za przeciwników, no prawie cała 😉 [/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]

Ucisk w klacie, podwyższone tętno, szalik na szyję i w drogę na Stadion Narodowy! Ja kibicuję Legii Warszawa, a Wy?

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony