Connect with us

Górnik Łęczna

Grzegorz Bonin Superstar

Gdyby przed startem sezonu zapytać statystycznego kibica kogo typuje do spadku w nadchodzącym sezonie wiekszość jednym tchem wymieniłaby zarówno Górnika Łęczna i Koronę Kielce. Zielono-czarni oraz złocisto-krwiści to kluby poobijane przed tym sezonem, jak mało które. Zawirowania organizacyjne oraz perturbacje personalne to jedne z wielu przeciwności jakie można wymienić by w kontekście obu klubów.

Na przedmeczowych konferencjach obaj trenerzy podkreślali wagę odpowiedniego nastawienia mentalnego dla swoich zespołów. Szkoleniowiec gospodarzy Andrzej Rybarski podkreślał jak istotna jest wiara w zwycięstwo dla jego zawodników, że od początku trzeba wyjść i grać o wygraną, że remis z Piastem powinien coś odwrócić w głowach piłkarzy. z kolei trener kielczan Tomasz Wilman jako kluczową rzecz wskazał na koncentrację i nie lekceważenie rywala.

Mecz Górnika w Lublinie to tradycyjnie pustawe trybuny, piknikowa atmosfera na trybunach mącona od czasu do czasu tradycyjnymi okrzykami krewkiego kibica gospodarzy. W zespole gospodarzy zadebiutował dziś Aleksander Komor, syn Grzegorza, który przed laty grał w Ekstraklasie w szeregach lubelskiego Motoru. Jeszcze przed meczem w zespole Korony z rozgrzewki zszedł Bartosz Rymaniak i jego miejsce zajął Vladislavs Gabovs.

Pierwsza dobra akcja meczu to 19. minuta i piękna akcja Grzegorza Bonina, który w swoim stylu  złamał do środka i uderzył z lewej nogi. Piłka uderzyła w boczną siatkę, choć w pierwszym momencie widzom zgromadzonym na stadionie wydawać się mogło, że oto są świadkami bramki z kategorii „stadiony świata”.

Kolejne minuty to festiwal brutalności ze strony obu zespołów, z pełnym repertuarem zagrań, tu uderzenie w twarz, tam rewanż, za chwilę wślizg w nogi. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mecz zaczął się wymykać spod kontroli arbitra Jakubika.

W 27. minucie nielicznie zgromadzeni na stadionie kibice doczekali się bramki, w dodatku bramki pięknej. To co nie udało się wcześniej Boninowi wyszło w kolejnej próbie.  Doświadczony zawodnik uderzył po długim rogu i piłka zatrzepotała w siatce.

Ledwo Korona straciła pierwszą bramkę, ledwo usiłowała odpowiedzieć strzałem w słupek Serhiija Pylypchuka, a Górnik za sprawą Bonina podwyższył, znowu za sprawą Grzegorza Bonina. Nie wiem która bramka ładniejsza, nie sposób oceniać, warto oglądać obie w nieskończoność i się delektować.

W 40. minucie Sergiusz Prusak pokazał, że złapał w tym sezonie niesamowitą formę, że żarty z niefortunnej wypowiedzi o grze za milion euro powinny pójść w niepamięć. Bramkarz łęcznian instynktownie obronił strzał z bliskiej odległości oddany przez Nabil Aankoura.

Po przerwie Korona sprawiała wrażenie zespołu pogodzonego ze swoim losem. Takie nastawienie zaowocowało kolejną bramką dla Górnika, która w 55. minucie zdobył Bartosz Śpiączka, który to po opanowaniu świetnej prostopadłej piłki najpierw zakręcił kółeczko na piątym metrze by chwilę później przelobować Macieja Gostomskiego.

Druga połowa to dominacja Górnika, który to w pełni kontrolował boiskowe wydarzenia i potwierdził to w 82. minucie, kiedy to zdekompletowaną po czerwonej kartce dla Nabil Aankuora Koronę dobił Slaven Jurisa.  Bramkowa akcja to kwintesencja gry obronnej kielczan – chaos, nieporozumienia, irracjonalne decyzje. Górnik dla odmiany to brutalna skuteczność, charakter i zaangażowanie, tym razem poparte boiskową jakością. Imponować mógł tradycyjnie już Grzegorz Bonin, ale też w środku pola Szymon Drewniak czy debiutujący na prawej obronie Olek Komor.

Czy Górnik grał dużo lepiej od Korony? Patrząc na wynik można by taki wniosek wysnuć i bronić go jako w pełni uprawnionej tezy. Górnik wreszcie do gry pełnej zaangażowania dołożył sporą dozę jakości i na Koronę było to aż nadto. Koroniarzom pozstał smutny powrót z Lublina, górnikom taniec radości na płycie boiska.

Po meczu powiedzieli:

Tomasz Wilman, trener Korony Kielce:

To nie była moja drużyna dziś, dopadł nas jakiś wirus. Nie ma co się tłumaczyć. Przestrzegałem, że będzie to trudne spotkanie. Za wcześnie zrobiono z nas bohaterów i taki prysznic z pewnością przywróci nas na ziemię. Pozostaje gratulować Boninowi pięknych bramek. Po przerwie biernie przyglądaliśmy się kolejnym bramkom. Brakowało agresji, zaangażowania To nie była Korona Kielce jaką zapamiętacie z kolejnych spotkań.

Andrzej Rybarski, trener Górnika Łęczna:

Tradycyjnie nie mówię o mecz bo wszyscy to widzieli. Powiem o drużynie. Bardzo dużo rozmawialiśmy w tym tygodniu na tematy mentalne, żeby odpowiednie wnioski wyciągnąć po meczu w Gliwicach. Jako trener cieszę się z tego co wyciągnęła drużyna, jak się zaprezentowała w sferze mentalnej, ale jednocześnie tonuję nastroje, żeby zespół nie czekał długo na kolejny dobry mecz, tak jak to wcześniej było po meczu z Legią Warszawa. Hernandez odniósł uraz bez kontaktu z przeciwnikiem. Olek Komor? W skali 1 – 5 blisko piątki. Zawodnik nigdy nie grał na takim poziomie, ale uważam że poradził sobie bardzo dobrze.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Górnik Łęczna