Connect with us

Lech Poznań

Lech grał, Lechia wygrała. „Kolejorz” odzyskuje tożsamość.

[vc_row][vc_column][vc_column_text]Punktualnie o godzinie 15:30 na Stadionie Energa w Gdańsku wystartował hit 9. Kolejki LOTTO Ekstraklasy, gdzie miejscowa Lechia podejmowała Lecha Poznań. Jeśli ktoś oczekiwał pełnego emocji pojedynku, z całą pewnością go otrzymał. Spotkanie, które zakończyło się wygraną Lechii Gdańsk po bramce Mario Paixao i samobójczym trafieniu Macieja Wilusza kompletnie nie oddało końcowego wyniku. To piłkarze Nenada Bjelicy górowali w każdy aspekcie pojedynku, to oni byli lepiej przygotowani do tego pojedynku i z całą pewnością mogą wracać do Poznania z podniesionymi głowami. Piłka nożna jest nieprzewidywalna i to spotkanie w pełni oddało tę myśl.

Od pierwszych minut piłkarze „Kolejorza” starali się wykonywać to, o czym mówił podczas piątkowej konferencji Nenad Bjelica. Mowa tutaj o wysokim pressingu oraz twardej grze w środku pola. Efekty przyszły nadzwyczaj szybko. Już w 3. minucie po przejęciu piłki na własnej połowie długie podanie otrzymał Marcin Robak, który zobaczył wybiegającego na czystą pozycję Makuszewskiego. Podanie napastnika Lecha okazał się za słabe, przez co wyjście „Makiego” straciło na impecie. Co prawda pomocnik podciągnął z piłką pod pole karne gospodarzy, jednak jego strzał został zablokowany i nie zagroził bramce Milinkovicia-Savicia.

Kolejne minuty ze strony lechitów skupiały się wokół walki i zatrzymywaniu kolejnych ataków piłkarzy Lechii Gdańsk. Przy jednej z takich akcji całkowitą bezmyślnością wykazał się Tamas Kadar, który kompletnie spóźniony wykonał wślizg w nogi Flavio Paixao, za co otrzymał żółtą kartkę. Nikt raczej nie wie, co siedzi w głowie węgierskiego napastnika, który po upadku jego odejścia z Lecha wygląda jak cień samego siebie.

Gra z sekundy na sekundę była coraz ostrzejsza, minutę po wejściu obrońcy poznańskiego zespołu. Tym razem za ostro kontratak gospodarzy starał się zatrzymać były piłkarz tego zespołu Maciej Makuszewski. Goście nie zaprzestawali w swojej ostrej grze. Chwilę później Abdul Aziz Tetteh pokazał, kto dziś rządzi na boisku. Kolejne ostre wejścia barwnego defensora „Kolejorza” starał się wykorzystać Milos Krasić, który po przegranym starciu z ghańskim piłkarzem starał wywrzeć presję na arbitrze dzisiejszego spotkania. Bez efektów.

W 22. minucie zawodnicy Nenada Bjelicy postanowili zaatakować rywala. Kapitalną piłkę otrzymał Szymon Pawłowski, który za szybko podał do będącego na pozycji spalonej Marcina Robaka. Pomocnik Lecha w tej sytuacji mógł się zachować trochę spokoju i odegrać futbolówkę do biegnącego drugą stroną Makuszewskiego bądź poczekać na kolegów z zespołu. Jak mawiał niejednokrotnie Nenad Bjelica – poznański zespół ma grać szybko i efektownie. Jednak tryb strusia pędziwiatra nie zawsze wychodzi na dobre.

Pierwszy cios lechici wyprowadzili w 35. minucie meczu, kiedy skrzydłem z piłką ruszył Marcin Makuszewski. Z około 25. Metra przy linii bocznej pomocnik postanowił dośrodkować, na co kompletnie nie powinien pozwolić Simeon Sławczew. Futbolówka dotarła na głowę Marcina Robaka, który po świetnym wykończeniu wpakował piłkę do bramki gdańskiego golkipera. To jest Marcin Robak, którego w Poznaniu chce się oglądać!

Niestety niezbyt długo goście z Poznania cieszyli się z prowadzenia. W 39. minucie „Biało-Zieloni” otrzymali stały fragment gry w postaci rzutu rożnego. Kompletnie przytwierdzony do murawy Tamas Kadar pozostawił Marco Paixao bez jakiejkolwiek opieki. Napastnik Lechii w tej sytuacji, choć na raty, ponieważ pierwszy strzał obronił intuicyjnie Jasmin Burić, przy dobitce był bezlitosny. To, co zrobił w tej sytuacji obrońca „Kolejorza”, nadaje się do kartotek prokuratury poznańskiej.

Akcja za akcją. Za całą pewnością mamy do czynienia z hitem 9. Kolejki LOTTO Ekstraklasy, choć niektórzy na takowy nominują wieczorne starcie w Warszawie. Trudno będzie to pobić. W końcówce pierwszej części spotkania swoją szansę miał jeszcze Rafał Wolski, jednak jego atak został zatrzymany przez poznańską obronę.

Początek drugiej części spotkania to przejęcie inicjatywy przez gospodarzy, a doskonałą szansę miał Marco Paixao. Napastnik Lechii musnął piłkę po dośrodkowaniu, jednak świetnie z bramki wyszedł Jasmin Burić, który wystraszył przeciwnika i wybronił piłkę. Przez kolejne dziesięć minut lechiści próbowali bezskutecznie rozbić linię defensywy Lecha Poznań.

Pierwszą dogodną okazję goście w drugiej części spotkania mieli w 54. minucie, kiedy to po faulu na Macieju Gajosie „Kolejorz” otrzymał rzut wolny. Do piłki podszedł sam poszkodowany, jednak po strzale trafiła ona w mur. Cztery minuty później piłkarze chorwackiego szkoleniowca przypuścili kolejny atak, lecz fantastycznie w bramce spisał się Vanja Milinković-Savić.

Począwszy od 60. minuty spotkania, wszyscy mieli małą chwilę spokoju, począwszy od kibiców po piłkarzy. Obie ekipy postanowiły na chwilę zwolnić. Taka sytuacja nie trwała długo. W 66. minucie swoich sił chwilę po wejściu spróbował Radosław Majewski, jednak pewnie futbolówkę w koszyczek złapał golkiper Lechii. W międzyczasie trwa popis Macieja Makuszewskiego, który wręcz ośmieszył Jakuba Wawrzyniaka. Pod polem karnym pomocnik Lecha założył siatkę byłemu reprezentantowi Polski piętą. Czapki z głów.

Lech Poznań wkracza w kolejnych minutach na poziom, jaki do tej pory nie był im znany. Przyśpieszenie, tempo, wkraczały na coraz wyższy poziom. W 70. minucie fenomenalną okazję miał Marcin Robak po akcji Macieja Makuszewskiego, który wypruwa dziś z siebie dosłownie wszystko. Najpierw kapitalnie obronił Milinković-Savić, a dobitka trafiła w poprzeczkę. Halo, jest na sali lekarz? Serca wysiadają. Lech gra kosmiczną jak na polskie realia piłkę.

Co oni robią! Grą Lecha Poznań można, wręcz trzeba się dziś zachwycać. Minutę po okazji Marcina Robaka do akcji wkroczył Szymon Pawłowski, który wszedł z piłką w pole karne lechistów, jednak nie miał do kogo odegrać. Chwilę odczekał, prostym zwodem wysunął się przed defensora gospodarzy i uderzył na bramkę! Po raz kolejny kapitalnie spisał się Milinković-Savić, który dziś robi co może, aby wybronić swój zespół.

Kolejne minuty drugiej części spotkania to powiększająca się dominacja gości, którzy imponują przygotowaniem fizycznym. Lechia zaczyna się coraz bardziej dramatycznie bronić. Trzeba do tego przyznać kapitalną robotę Abdula Aziza Tetteha, który dziś robi za mobilny mur chiński. Coraz większa dominacja, a gospodarze zaczęli grać na stojąco. W 84. minucie po szybkiej akcji w pole karne przedostał się Darko Jevtić i z narożnika pola karnego szedł sam na sam z Milinkoviciem-Saviciem. Szwajcar na swoje nieszczęście zbyt długo czekał na podjęcie decyzji czy strzelać, czy odegrać do kolegi z zespołu. W efekcie czego akcja skończyła się tylko na rzucie rożnym.

Wydawałoby się, że Lechowi grozi co najwyżej remis w dzisiejszym starciu. Jednak jak mawiał sir Alex Ferguson – „Football, bloody hell”. Fenomenalnie grający „Kolejorz” traci bramkę na 2:1 w 87. minucie po samobójczym trafieniu Macieja Wilusza. Szybkie przegranie Peszki do znajdującego się w polu karnym Chrapka, który bez wahania uderzył na bramkę Jasmina Buricia. Lecącą piłkę w stronę bramki poznańskiego golkipera próbował jeszcze blokować wcześniej wspomniany obrońca Lecha, jednak na tyle niefortunnie, że wpakował ją do własnej bramki. Prowadzenie Lechii Gdańsk mógł jeszcze w ostatnich momentach spotkania podwyższyć Marco Paixao, jednak w dogodnej sytuacji przestrzelił.

To, czego w tym meczu zabrakło Lechowi Poznań to przede wszystkim skuteczności, która byłaby przysłowiową „kropką nad i”. Nie zawsze wygrywa zespół lepszy, dziś wygrała drużyna, która w pełni wykorzystała swoje szanse. Zdecydowanie najjaśniejszymi postaciami tego spotkania po stronie Lechii byli bracia Paixao, natomiast po stronie Lecha Poznań był to Maciej Makuszewski oraz Abdul Aziz Tetteh.

Bramki: 39’ Marco Paixao, 87’ Maciej Wilusz (OG) – 35’ Marcin Robak (Maciej Makuszewski)

Widzów: 26 054

Arbiter: Tomasz Kwiatkowski

Żółte kartki: – 12’ Tamas Kadar, 46’ Tomasz Kędziora

Czerwone kartki:

Składy:

Lech Poznań: Jasmin Burić – Tamas Kadar, Maciej Wilusz, Lasse Nielsen, Tomasz Kędziora – Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh – Szymon Pawłowski (71’ Darko Jevtić), Maciej Gajos (62’ Radosław Majewski), Maciej Makuszewski (75’ Dariusz Formella) – Marcin Robak.

Rezerwowi: Matus Putnocky, Radosław Majewski, Dawid Kownacki, Darko Jevtić, Robert Gumny, Dariusz Formella, Paulus Arajuuri.

Lechia Gdańsk: Vanja Milinković Savić – Grzegorz Wojtkowiak, Joao Nunes, Mario Maloca, Jakub Wawrzyniak – Simeon Sławczew, Milos Krasić (75’ Michał Chrapek) – Flavio Paixao, Rafał Wolski (81′ Lukas Haraslin), Grzegorz Kuświk (64’ Sławomir Peszko), Mario Paixao.

Rezerwowi: Damian Podleśny, Steven Vitoria, Lukas Haraslin, Michał Chrapek, Sławomir Peszko, Milen Gamakow, Paweł Stolarski.

 

 

Zdjęcia: Monika Wantoła[/vc_column_text][vc_gallery type=”image_grid” columns=”4″ images=”13637,13638,13639,13640,13641,13642,13643,13644,13652,13653,13654,13635″][/vc_column][/vc_row]

Hobby pismak, miłośnik angielskiej piłki, archeolog historii, krnąbrny brodacz, pracoholik. Prywatnie kibic Manchesteru United i Lecha Poznań. Piszę dla: @retro_magazyn, @watch_esa i @ManUtd_PL. M: klama.mufc92@gmail.com.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Lech Poznań