Obserwuj nas

Felietony

Jedzenie na stadionie | Liga po mojemu odc. 24

Jedzenie na stadionie

Jedzenie na stadionie, zwłaszcza na polskim stadionie, jest ohydne. Podane na odpieprz, byle jak i z bardzo dużą przebitką cenową. Dlaczego tak jest i jak to można zmienić? Postaram się dziś na to odpowiedzieć.

Wraz z powstaniem nowych stadionów miałem nadzieję na poprawę infrastruktury i usługi gastronomicznej. Była to idealna okazja do ściągnięcia na stadion tzw. Januszy. Kibiców, którzy przychodzą na mecz dla czystej rozrywki, chcą dobrze zjeść i w spokoju obejrzeć biegających piłkarzy. Wbrew pozorom jest to bardzo pożądana grupa na stadionie, bo zostawiająca najwięcej pieniędzy w kasie klubowej. Niestety kluby Ekstraklasy nie skorzystały z tej szansy.

Outsourcing

Nasze kluby poszły po linii najmniejszego oporu – oddały gastronomię firmom zewnętrznym. Jak to się mówi w korporacyjnej nowomowie „wyoutsourcowały” usługę. Pobierają zazwyczaj stałą opłatę lub też mają zagwarantowaną część z zysków, o ile oczywiście one się pojawią. Są też kluby, które oddały tę usługę w zamian za „spokój na stadionie”. Oczywiście to patologia i żadnego wytłumaczenia na takie postępowanie nie mogę znaleźć. Polskie kluby nie widzą w cateringu elementu, który może przyciągać na stadion. Sytuację w tej chwili mamy taką, że kluby mają bardzo mały wpływ na ofertę punktów gastronomicznych, nie mówiąc już o jakości oferowanych produktów czy usług.

Trudności biznesu

Logistycznie to nie jest łatwy biznes. Bardzo ograniczony czasowo. Punkt gastronomiczny obecnie ma maksymalnie 45 minut (pół godziny przed meczem i 15 minut przerwy) szansy na obsłużenie konsumentów. Powiecie, że to i tak dużo, ale musimy dodać do tego ograniczenia danego punktu. Liczba pracowników obsługi i liczba maszyn przygotowujących jedzenie sprawia, że nie obsłużymy wszystkich chętnych, a kolejki skutecznie zniechęcą większość klientów.

Wysokie ceny, żenująca jakość

Te ograniczenia sprawiają, że system przyjęty przez polskie kluby nie sprawdza się. Firmy obsługujące punkty gastronomiczne nie chcą poprawiać jakości, bo to dla nich koszt – oni i tak sprzedają swoje maksimum. Kolejki przed punktami ograniczają wysoką ceną – to tu usługodawcy przenieśli punkt ciężkości swojego biznesu. Jedzenie na stadionie, które może budować frekwencję jest tylko małym biznesikiem, przynoszącym ograniczony zysk.

Tak wygląda hot-dog sprzedawany na stadionie Lecha Poznań.

[vc_single_image image=”16253″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow”]

[vc_single_image image=”16308″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow”]

Jak to zmienić?

Oczywiście kluby muszą zrozumieć, że celem cateringu stadionowego jest przyciąganie ludzi na stadion, a nie tylko zysk ze sprzedaży.  Jeśli wyjdziemy z tego założenia, będzie to już o krok od sukcesu. Musimy ograniczenia przekuć w szansę. Postarać się o to, by kibic przyszedł na stadion wcześniej, by częściej chciał skorzystać z oferty punktów gastronomii.

Konkurencja szansą na jakość

Dopuszczenie różnych firm cateringowych jest szansą na poprawienie jakości oferowanych produktów. Może też sprawić, że jedzenie na stadionie będzie tańsze i bardziej zróżnicowane. Jest mnóstwo firm, które mają foodtrucki, wystarczy dać im miejsce na stadionie czy też przed. Kibic przyzwyczai się, że przed meczem można dobrze zjeść.

[vc_single_image image=”16290″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow”]

Bardzo rzadko na naszych stadionach są miejsca ze stolikami na kilka osób. Przecież przed meczem fajnie jest usiąść ze znajomymi i pogadać o zbliżającym się wydarzeniu. Stolik, ławka – czy to takie trudne?

Mecz na monitorach

Monitory w punktach gastronomicznych transmitujące mecz na pewno sprawiłyby, że chętnych do skorzystania z gastronomii na stadionie byłoby więcej. Nawet poza czasem, o którym pisałem wcześniej. Takie rozwiązanie stworzyłoby szansę na poszerzenie świadczenia usług także o czas trwania meczu. Bo nic tak nie wkurza, jak przegapiona świetna akcja swojego zespołu czy strzelona bramka.

[vc_gallery type=”flexslider_slide” images=”16295,16297″ img_size=”full” interval=”0″]

Jedzenie z dostawą

Kibic jest leniwy, poza tym przychodzi się rozerwać i nie chce marnować czasu na stanie w kolejkach. Kolejnym więc dobrym rozwiązaniem byłoby dostarczanie jedzenia na trybuny, do konkretnych miejsc, z których dany kibic-klient wydał dyspozycję (chociażby przy pomocy aplikacji mobilnej – z płatnością na przykład kartą kredytową on-line).

[vc_gallery type=”flexslider_slide” images=”16285,16286,16287″ img_size=”full” interval=”0″]

Nie ma futbolu bez alkoholu

Kluby muszą walczyć o zmianę ustawy o imprezach masowych. Piwo musi być piwem, a nie szczochami. Kibic nie wielbłąd, pić musi, a teraz robi to przed stadionem i kluby nic z tego nie mają. Druga sprawa to współpraca z Policją, aby każdy mecz nie był pojedynkiem podwyższonego ryzyka. Jeśli kibic nie wie kiedy może się napić piwa, a kiedy nie, to na pewno napije się przed i nie skorzysta z oferty na stadionie.

[vc_gallery type=”flexslider_slide” images=”16288,16289″ img_size=”full” interval=”0″]

Jedzenie na stadionie – wnioski

Jak widzicie – pomysłów jest dużo. Klub nie musi zajmować się przygotowaniem hot-doga czy kiełbaski z rożna, ważne by miał kontrolę nad tym kto sprzedaje, co jest sprzedawane i jaka jest tego jakość. No i najważniejsze – jedzenie na stadionie to sposób na przyciągnięcie kibica, a nie tylko zbędna usługa stadionowa.

A oto jak może wyglądać jedzenie stadionowe – wybrane przykłady ze stadionów w USA (kliknij, by zobaczyć pokaz zdjęć).

[vc_gallery type=”flexslider_slide” images=”16265,16266,16267,16268,16269,16270,16271,16272,16273,16274,16275,16276,16277,16278,16279,16280,16281,16282,16283,16284″ img_size=”full” interval=”0″]

 

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony