Obserwuj nas

Legia Warszawa

Kryzys Legii? Po kryzysie Magierę poznacie

Jacek Magiera

[vc_row][vc_column][vc_column_text]

Jacek Magiera przejął zespół pod koniec września 2016. W trakcie sezonu, po kompromitującej porażce z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów, a następnie ligowej porażce z Zagłębiem Lubin.  Nie było czasu na przygotowania, nie było miejsca na kolejne kompromitacje, na mecze, z których nie wynika nic. Trener Magiera mógł jedynie działać na żywym, otwartym organizmie. Ale oto „Magik” sprawił, że zespół zaczął się uczyć z meczu na mecz, zaczął zwracać uwagę na swoje błędy, zaczął wyciągać wnioski. No właśnie – zespół. To chyba najważniejsze w tej całej zabawie. Magiera sprawił, że z pojedynczych zawodników stworzył się kolektyw. Nie nauczył ich przecież grać w piłkę, w tak krótkim czasie nie poprawił ich kondycji czy wytrzymałości. Jacek Magiera zdiagnozował problem i wydawałoby się – zlikwidował go…

W jesiennych meczach Legia pracowała jeszcze na paliwie Besnika Hasiego. To jemu pion sportowy Wojskowych powierzył zadanie przygotowania piłkarzy do rundy. Po jego zwolnieniu, Magiera jedynie dolewał do baku uszlachetniaczy. Dopiero zimą „Magik” mógł zbudować formę Legii po swojemu, przepracować okres przygotowawczy według swojego planu. Jakie są tego efekty? Jak na razie koń jaki jest, każdy widzi… O zimowych przygotowaniach napisano i powiedziano już wiele. A to obciążenia za wysokie, chociaż dostosowane do indywidualnych możliwości piłkarzy. A to trener przygotowania fizycznego bez doświadczenia. A to sparingi kiepskie… To już jednak za nami, rozgrywki ruszyły.

***

W Futbonomii możemy przeczytać, że zmiany trenerów w klubach piłkarskich to często wyrzucanie pieniędzy w błoto. Legendarny efekt nowej miotły często wiąże się z dużymi kosztami. Po części się z tym zgadzam. A najlepszym tego przykładem jest zatrudnienie latem Albańczyka, który na wstępie zażyczył sobie piłkarzy i konsekwentnie na nich stawiał, nawet jeśli byli bez formy. Rozumiem, że zatrudnienie Jacka Magiery to odejście od tej koncepcji, bo klub będzie istniał dłużej od kariery szkoleniowca, a zespół grał z każdym kolejnym trenerem.

Latem 2016 (mimo, że dyrektor Żewłakow swoje stanowisko piastuje od września 2015 roku) Hasi dostał wolną rękę, mógł ściągnąć „swoich” zawodników. Jak było w przypadku trenera Magiery zimą 2017, czy miał taki sam przywilej? Rozumiem, że nie. Rozumiem, że za transfery odpowiedzialny był dyrektor Żewłakow i spółka (co w zasadzie powinno tak wyglądać, bo zakładam, że w strategii długofalowej trenerzy mogą być różni, za to koncepcja i polityka transferowa jedna). Kogo zatem należałoby rozliczyć za nowych napastników, którzy szukają formy? Do kogo powinniśmy mieć pretensje, że kadra przechodzi kolejną rewolucję? Do kogo wreszcie powinniśmy mieć pretensje, że następców nie było przygotowanych wcześniej?

Besnika Hasiego już dawno w Warszawie nie ma. Po Albańczyku zostali tylko piłkarze. W klubie otwarcie mówią, że gdyby nie Hasi, to nie byłoby na Łazienkowskiej Vadisa, Moulina czy Langila. Chociaż o tym ostatnim powinniśmy jak najszybciej zapomnieć. Miejmy nadzieję, że do Legii już nie wróci. Do tego pojawił się Radović, którego zażyczył sobie prezes Leśnodorski. Jeszcze Czerwiński i Dąbrowski, którzy dopiero teraz zaczynają pokazywać na co ich stać. Ile transferów z tych powyższych można zapisać na „konto” skautingu?

***

Prezes Leśnodorski często powtarzał, że zimą łatwiej jest o pozyskiwanie wartościowych zawodników. Tymczasem zimą 2017 z Legii odeszło 3 podstawowych piłkarzy: Nikolić, Prijović, Bereszyński. Zaskoczenie? Dla mnie żadne. Nikolić przebierał nogami do wyjazdu, o jego odejściu było WIADOMO od dawna. Prijović? Jak się okazało, to taki typ człowieka, któremu wystarczy pokazać lizaka w opakowaniu, a ten już się ślini. Bereszyński odpalił z formą, utrzymał ją i jego odejście również nie powinno nikogo dziwić. Nie powinno dziwić w sprawnie zarządzanym klubie. Bo właśnie w sprawnie zarządzanym klubie dział sportowy jest świadomy, że kiedy przyjdzie korzystna dla obu stron oferta za piłkarza w formie, to po prostu się go nie utrzyma. Legia niestety nie jest na tym pułapie żeby móc konkurować z Zachodem. Kogo ściągnięto w miejsce wyżej wymienionych? Przyszli Jędrzejczyk, Nagy, Necid oraz Chima Chukwu.

Dziwią mnie słowa dyrektora Żewłakowa, który mówi, że klub nie był gotowy na odejście tej trójki. Dziwi mnie, że dyrektor Żewłakow otwarcie przyznaje, że Necid został ściągnięty „jako potrzeba chwili”, a raporty z obserwacji Czecha zostały odkopane z czasów poszukiwania napastnika w sezonie 2013/2014 (wtedy postawiono na Orlando Sa). Dziwi mnie, że zostaje ściągnięty Daniel Chima Chukwu, który dawno nie grał w piłkę i nie wiadomo czego można się po nim spodziewać. Dziwi mnie, że skauci pracujący cały rok nie mają kilku opcji na już. Ale zaraz… Czy właściwie mnie to dziwi? Plotki o Caicedo czy Błaszczykowskim brzmią jak żarty, które są dobre na raz. To były cele skautingowe? Mam wrażenie i chciałbym w to wierzyć, że to kaczki wypuszczane pod kontrolą, żeby tylko odwrócić uwagę od pracy nad poważnymi transferami. Okienko transferowe się jednak zamyka za trochę ponad 48 godzin. Gdzie te transfery? Transfery na już. Wzmocnienia, które pozwoliłyby walczyć nie tylko w Ekstraklasie, ale także już w Lidze Europy.

Więcej o kadrze Legii Warszawa przeczytacie w tekście Grzegorza Burzykowskiego TUTAJ.

***

Legia kolejny raz ogłosiła kampanię „wiosna w Europie”. Ale jaka to wiosna, skoro udział w Lidze Europy skończyliśmy zimą? Czy naprawdę ktoś się łudził, że pozbawieni piłkarzy stanowiących o sile tego zespołu w ostatnim roku, przejdziemy Ajax? Ktoś się łudził, że bez wzmocnień uda nam się awansować? Czym? Serduchem, wolą walki, charakterem? Jeśli tak, to mam nadzieję, że ci wierzący szybko się otrząsną ze swojego romantycznego snu i zaczną patrzeć na tę sytuację na chłodno, nawet z kalkulatorem w ręku.

Legię wpadła w dołek. W 5 meczach w 2017 roku Wojskowi do siatki trafiali tylko 3 razy. Wygrali tylko raz, na inaugurację w Gdyni. Ajax okazał się za silny, mimo że o awansie zdecydował tylko jeden gol. Szukając usprawiedliwień można było uznać porażkę z Ruchem jako wypadek przy pracy. Szukaliśmy tłumaczeń, że mecz ligowy w niedzielę był krótko po meczu czwartkowym. Dziś, po meczu z Termaliką, jednak o usprawiedliwienie ciężko. W meczu ze „Słonikami” zobaczyliśmy Legię bez charakteru, bez pomysłu na grę, bez atutów w postaci indywidualności. Umknęła gdzieś ta lekkość Vadisa, Kopczyński stał się nijaki, a z przodu jest po prostu krater. Nawet środkowi obrońcy – Pazdan z Jędrzejczykiem – popełnili dziś kilka gaf, jak chociażby przy bramce Stefanika, kiedy najpierw nieudolnie łapali na spalonego, a następnie nie potrafili wybić piłki w zamieszaniu. Zabrakło planu B, a walenie głową w mur przyniosło tylko remis.

Ten dołek to poważny sprawdzian dla Jacka Magiery. „Magik” jest na pewno tego świadomy. Już nie ma czasu na wpadki, jeśli Legia chce poważnie myśleć o tytule mistrzowskim. To wszystko, czym Legia zachwycała na początku drogi Magiery, nagle się rozmyło. Teraz trzeba jak najszybciej to odbudować. Nie ma czasu na dochodzenie do formy zimowych nabytków. Legia została po prostu osłabiona. Wierzę jednak, że w kadrze zespołu nadal są piłkarze, którzy wezmą na siebie odpowiedzialność za grę. – Przed Legią nadal sporo pracy i bardzo wnikliwie będziemy analizowali to, co się stało – powiedział Magiera na pomeczowej konferencji prasowej.

Wierzę, że sztab i piłkarze szybko się pozbierają. Kolejne starcie już 3 marca w Lubinie.

[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]

 

[vc_row][vc_column][vc_text_separator title=”Zamów Futbonomię już dziś!”]

[vc_single_image image=”19751″ img_size=”full” alignment=”center” style=”vc_box_shadow” link=”https://www.labotiga.pl/pilka-nozna/4279-futbonomia.html”]

[/vc_column][/vc_row]

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Legia Warszawa