Obserwuj nas

PZPN

List do Zbigniewa Bońka

List do Zbigniewa Bońka
Szanowny Panie Prezesie,

Nie jestem zawistny, nie bywam małostkowy, dlatego szczerze chciałbym pogratulować Panu wyboru do Komitetu Wykonawczego UEFA. Ponieważ darzę Pana nieskrywaną sympatią, chciałbym udzielić kilku ważnych rad, które pozwolą zapisać się złotymi zgłoskami w annałach europejskiej piłki, tym razem w roli działacza i uniknąć niepotrzebnych wpadek.

Po pierwsze – niech Pan nie da się wpuścić w maliny zawistnym kolegom z innych federacji i nie godzi się na zajmowanie się dzieleniem biletów na mecze, a nie daj Boże na finały jakichkolwiek rozgrywek.

Wie Pan przecież najlepiej, jak trudne to i niewdzięczne zadanie. Czyhać będą na Pana Prezesa hordy niezadowolonych z dystrybucji biletów kibiców, zawieszające się serwery i wszelkie plagi egipskie. Po co to Panu? Znowu będzie Pan musiał kłamać jak podczas sprzedaży biletów na ubiegłoroczny finał Pucharu Polski. Niech gniew kibiców, jak w soczewce skupia się na kimś innym, wszak akolici z prasy i portali nie przekonają całej Europy, że białe jest czarne, jak usiłowali nas otumaniać propagandowymi wrzutkami.

Po drugie – niech Pan się nie zajmuje piłką kobiecą.

Rzekomo baby do rozmowy o piłce nie Panu są potrzebne, więc co tam mówić o graniu w nią. Na cholerę ktoś ma zawracać pańską uwagę takimi pierdołami. Jeszcze zdenerwowany, po raz kolejny chlapnie Pan coś głupiego i będzie wstyd, w dodatku nie na całą Polskę, a przynajmniej na pół świata. Chyba niepotrzebne jest Panu to nieznośne mocne wiązanie obuwia, żeby słoma tkwiła na swoim miejscu i nie wystawała za nadto? Nie muszę dodawać chyba, że media w Europie Zachodniej są jednak mocno uczulone na prawa kobiet i takie teksty chwały Panu nie przyniosą. Proponuję więc wycofanie na z góry upatrzone pozycje i niech inni się trudzą kobiecym futbolem.

Po trzecie – tylko krowa nie zmienia zdania (rzekomo – nie znam się tak naprawdę na behawiorystyce zwierząt), więc niech przy każdej okazji wygłasza Pan opinie sprzeczne z już wygłoszonymi, zyska Pan większe grono akceptujących.

Po głębszym zastanowieniu proponuję Panu wygłaszać postprawdy, wszakże prawda jest przeżytkiem minionej epoki, nijak nie przystającym do dzisiejszej rzeczywistości. Ma Pan nawet pewne doświadczenie na tej niwie, że wspomnę tylko reformę ESA37 czy kwestię udziału piłkarzy w MME. Tak zręcznie zmienił Pan zdanie…Dostrzegam nieoszlifowany diament talentu politycznego.

Po czwarte – proszę tylko nikomu więcej nie mówić, że ma burdel w pokoju, czyli krótkie rady jak zostać social media ninja.

Pan wybaczy, ale najpierw napisałem, a potem pomyślałem, cholera zupełnie jak Pan! Gdzież mi do uczenia Pana jak być dobrym w Twittera, rzekłbym że jest Pan mistrzem, a ja ledwie uczniem – padawanem… Wiem jedno, nigdy Twittera po alkoholu.

Po piąte – niech Pan nie będzie sobą.

Zawsze, kiedy pokazuje Pan prawdziwego Zbigniewa, nie tego ugłaskanego i grzecznego na potrzeby telewizji śniadaniowej, pojawiają się problemy. Nie, to nie dlatego, że o rudych zwykło mówić się najgorsze rzeczy, w tym to, że nie mają przyjaciół. Po prostu przenoszenie knajackiego stylu szatni piłkarskiej, z jej męskim i rubasznym charakterem do życia publicznego nie przynosi nic ponad starty wizerunkowe.

Wreszcie po szóste – nie Pan nie „falandyzuje” prawa.

O Pana reklamach buków napisano już tyle, że na papier wycięto niejeden bukowy zagajnik. Rozumiem, że reklamuje ich Pan jako obywatel włoski, tam też mieszkający, a prezesem jest Pan będąc mieszkańcem Bydgoszczy. Tak na marginesie – że Pan się jeszcze łapie w tym kiedy jest Włochem, a kiedy Polakiem. Ja bym się bał, że tak mi się popieprzy, że na poczcie zacząłbym mówić do przestraszonej pani w okienku po włosku, a w rzymskiej kawiarence zamawiałbym kawę po polsku.

Kariery z UEFA łamały się jednak na tak dowolnym interpretowaniu prawa i za przykład niech Pan weźmie swego przyjaciela Michela, który niby mógł wziąć te kilka baniek od Blattera, a potem się okazało, że jednak niekoniecznie. Pan pamięta – człowiek uczy się na błędach, geniusz na cudzych.

Panie Prezesie, znamy się z widzenia tyle lat, że pozwolę sobie mówić Panu per „Panie Zbyszku”, czego mam nadzieję nie poczyta Pan za afront z mojej strony. To z czystej sympatii, chęci skrócenia niepotrzebnego w tej sytuacji dystansu.

Panie Zbyszku, życzę Panu jak najlepiej! Ot taka moja słabość do ludzi, tlący się jeszcze we mnie humanizm, stąd moja troska.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z PZPN