Obserwuj nas

PZPN

Brudna walka o wpływy na polskim ligowym podwórku

walka o wpływy

Prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego oprócz przyczynku do powstania setek, jeśli nie tysięcy memów dała też dwa wyrażenia, które dość mocno wryły się w kulturę masową – szorstka przyjaźń i kohabitacja. Dziś te dwa wyrażenia stały się nader aktualne w relacjach na linii PZPN z operatorem rozgrywek najwyższego szczebla – spółką Ekstraklasa S.A.

Cofając się pamięcią do początku XXI wieku, zobaczymy genezę pojęcia „szorstka przyjaźń”, którym zwykło się określać dość chłodne relacje, pomimo wspólnej politycznej genealogii wspomnianego prezydenta Kwaśniewskiego z premierem Leszkiem Millerem. Obecnie ten sam wzorzec zachowań daje się dostrzec w sposobie, w jaki prezes Boniek zwykł traktować Ekstraklasę. Dość powiedzieć, że w tezach jakie wygłasza prezes PZPN trudno szukać konsekwencji, a zdanie zdaje się zmieniać w zależności od możliwości sprzedania kuksańca wybijającej się, w jego mniemaniu, na zbyt daleko idącą niezależność spółce. Prezes Boniek był już chyba za każda formułą rozgrywek, popierał brak podziału punktów w ESA37, co nie przeszkadza mu by teraz być najbardziej zajadłym krytykiem tego pomysłu. Konia z rzędem temu, kto doszuka się tu określonego wzorca zachowań, temu kto wskaże racjonalność motywów. Ja widzę jedynie złośliwą próbę pokazania kto tu rządzi.

***

Nie sposób w całej tej sytuacji nie wrzucić kamyczka do ogródka ESA. Oprócz komunikatu, że spółka rekomenduje taki, a nie inny system rozgrywek, nie popłynął uargumentowany przekaz dlaczego od kolejnego sezonu znosimy podział punktów i czemu ma to służyć.

Naprawdę chciałbym poznać argumenty za zniesieniem podziału. Teza, że system z dzieleniem dorobku na pół jest zbójecki nie jest nowa i doskonale go rozumiem, tylko że w powyższej sytuacji system ESA37 traci rację bytu, bo oto ostatnie siedem kolejek będzie niczym innym jak męczeniem widza po raz kolejny tymi samymi spotkaniami. A już dziś widać, że ESA 37 w znaczący sposób nie podniosła przychodów klubów, czy też zainteresowania ze strony kibiców. Wypełniony w połowie stadion w Poznaniu w meczu z Lechią, który decydował o być albo nie być Lecha w walce o mistrzostwo Polski jest tego najlepszym dowodem. Podobnie do wyobraźni powinna przemawiać liczba zaledwie piętnastu tysięcy widzów na meczu Lechia – Jagiellonia kolejkę wcześniej.

***

Z powyższego stanu rzeczy wyłania się oto obraz polskiej piłki ligowej – wypisz, wymaluj scena z sienkiewiczowskiego „Potopu”, gdzie to zdobywszy się na chwilę szczerości książę Radziwiłł tłumaczy Kmicicowi zawiłości polityki na przykładzie wyszarpywanego sukna. Dziś obserwujemy bezsensowną walkę o „sukno”, przy czym owe sukno jest dziś wartością mocno iluzoryczną, gdyż kompetencje PZPN i Ekstraklasy S.A. są dość jasno zarysowane i w moim mniemaniu w grę wchodzi bardziej charakter ambicjonalny sporu, niż rzeczywista utarczka o kompetencje.

Nie po raz pierwszy w sytuacji konfliktu dają o sobie znać pewne cechy charakteru Zbigniewa Bońka, który wszelkie przejawy samodzielności traktuje jako zamach na jego niepodzielnie kompetencje. Boniek nie puścił do dziś w niepamięć sytuacji z jednego ze zjazdów PZPN, kiedy to kluby ligowe utraciły zmiany statutowe przezeń forsowane i tu należy upatrywać genezy owej szorstkiej przyjaźni. Czyż jednak prezes Boniek nie działa na szkodę spółki Ekstraklasa S.A. publicznie wyśmiewając ją? Wystarczy tylko przypomnieć ostatnie stwierdzenie o „kwitkach z pralni”. Warto nadmienić, że PZPN jest jej akcjonariuszem, a członkiem rady nadzorczej z ramienia PZPN jest pan Eugeniusz Nowak.

W tym miejscu przytoczę jeszcze punkt ze statutu spółki Ekstraklasa S.A. w rozdziale Zasady etyczne:

Akcjonariusze zobowiązują się postępować w dobrej wierze i uczciwie we wzajemnych stosunkach, unikając niegodziwej i pochopnej krytyki swoich działań.

***

Problemem jest też postawa samej ESA, która to ustami prezesa Dariusza Marca zgłasza kolejne pomysły na kształt ligowych rozgrywek. Tu również brak spójności i jednorodności roztaczanych wizji, by nie powiedzieć, że panuje tu idealna symetria względem zachowań PZPN, a więc sianie chaosu i dezinformacja posunięta do granic ignorancji. Bo jak inaczej określić ciągłe zmiany zdania prezesów Bońka i Marca? Trudno wierzyć w zapewnienia o długofalowej wizji.

W całym tym bałaganie nikt zdaje się nie dostrzegać najważniejszego problemu. Dochodzimy do sytuacji w której o kształcie ligowych rozgrywek PZPN zdecyduje 16 czerwca, a więc na zaledwie miesiąc przed startem rozgrywek, a kiedy ubiegły sezon będzie już ledwie wspomnieniem. Trudno wyobrazić sobie lepsze zobrazowanie słynnego „polnische wirtschaft”, gdzie Polska jawi się przeciętnemu Niemcowi jako kraj skrajnego bałaganu.

I tu dochodzimy do drugiego pojęcia z wstępu tego felietonu – kohabitacji. W sensie dosłownym oznacza współzamieszkiwanie. Zwykło się dotąd mówić o kohabitacji rządu i prezydenta, gdzie na wielu polach dochodzi do wspólnej realizacji kompetencji, by nie powiedzieć konfliktu kompetencyjnego. Podobnie sprawa się ma w przypadku PZPN i ESA. Dobrem najwyższym dla obu stron powinien być interes piłki i w celu jak najlepszej jego realizacji niezbędne jest współdziałanie zamiast walki o sfery wpływów. Brak współpracy jest o tyle zaskakujący, że obie organizacje wzajemnie się przenikają. Przedstawiciele klubów tworzących spółkę zarządzającą rozgrywkami mają swoich przedstawicieli również w organach PZPN, a tenże swoich w ESA. Dla lepszego zrozumienia powyższej sytuacji konieczna byłaby analiza behawiorystyczna zachowań prezesa Bonka, który nie przepuści żadnej okazji by wykpić sama Ekstraklasę S.A. czy też ludzi z nią związanych – vide słynny tweet o babach i rozmowach o piłce. Zachowania takie wystawiają świadectwo małostkowości Bonka i nienajlepsza laurkę całemu środowisku.

***

Polskiej piłce ligowej potrzebna jest dziś nade wszystko stabilizacja, jasne ustalenie reguł zamiast miotania się od ściany do ściany, kiedy przychodzi do ustalenia kształtu systemu rozgrywek. Nie może być tak, że system jest zmieniany na chybcika i bez dogłębnej analizy skutków. Nie jestem zwolennikiem dzielenia punktów, bo to tak jakby w ramach wyrównania szans uciąć przed dwunasta rundą Kliczce prawa rękę na wysokości łokcia i złamać nogę w kostce, byleby tylko walka nie nużyła widza i dawała szanse obijanemu niemiłosiernie dotąd przeciwnikowi na spektakularne odwrócenie jej losów.

Dr_Ughr powiedział mi dziś, z czym się absolutnie zgadzam, że sport ma być przede wszystkim uczciwy, a dopiero potem widowiskowy i emocjonujący. Nie przesądzam dziś jak ma wyglądać Ekstraklasa za rok czy dwa, domagam się jedynie refleksji i odpowiedzialności, wszak nie idzie o to by wylać dziecko z kąpielą. Panie i panowie – lodu i refleksji, a przede wszystkim proszę zdjąć krótkie spodenki i wyjść wreszcie z piaskownicy.

Pora na merytoryczną dyskusję wszystkich stron, pora na argumenty. Pora wreszcie na jasne określenie stanowisk, a nie na koniunkturalne zmiany pozycji. Na eksperymenty nie ma czasu, bo dziś polskich klubów, poza Legią, nie ma w Europie i ESA 37 nic tu nie zmieniła. Niech to obu stronom da wreszcie do myślenia, bo to najważniejszy wyznacznik siły ligi, a nie kreowana przez speców od marketingu propaganda sukcesu, na którą nabierać się daje coraz mniejsza ilość kibiców.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z PZPN