Obserwuj nas

Lech Poznań

Kielce bez korony, cień Lecha Poznań górą

Podział punktów, siedem spotkań decydujących. Runda finałowa jest ostatnią prostą trwającego sezonu. Lechici swój marsz po mistrzostwo kraju rozpoczęli od pojedynku z Koroną Kielce na własnym stadionie. Mecz w krainie dreszczowców? Mało powiedziane. Lech Poznań pomimo tego, że zagrał jedno z najgorszych spotkań w sezonie, to zachował trzy punkty. Dwa cudowne trafienia i trio jedenastek. W dzisiejszym pojedynku lepszy zostaje z niczym, a gorszy zgarnia pełną pulę.

Śpiąca królewna i historie przedziwne

Polska najwyższa klasa rozgrywkowa dostarcza czasami niezwykłych wrażeń. Lech Poznań, który wraz z rozpoczęciem rundy finałowej celuje w mistrzostwo, szczególnie w pierwszej połowie zaprezentował mniej więcej tyle, ile bajkowa Śpiąca Królewna czekająca na swojego księcia. To, co zdecydowanie nie grało u gospodarzy to środek pola, którego właściwie nie było. Jak wolał grać Lech? Ano długa piłka do przodu i być może ktoś dojdzie. Korona zdecydowanie prowadziła grę. Nie była to drużyna, którą skazywano na dzielenie się punktami, wedle zasady komu bardziej się należy. Obraz szczególnie pierwszej połowy nie oddawał wyniku, jaki widniał na tablicy wraz z jej końcem. Cztery gole, 2:2. Można zastanowić się skąd? Pojawiam się i znikam.

Czarodziejskie bramki

Wśród dwudziestu dwóch zawodników na murawie znalazło się kilku, którzy w tym spotkaniu wykazali się znajomością wiedzy tajemnej. Mowa o Darko Jevticiu i Mateuszu Możdżeniu. Pierwszy magiczną różdżkę wyjął Szwajcar, który w 17. minucie po świetnie rozegranym rzucie rożnym ze środka boiska wbiegł pod pole karne gości i precyzyjnym strzałek pokonał Milana Borjana.  Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Swoim popisowym, aczkolwiek wielce skrywanym talentem popisał się Mateusz Możdżeń. Jest to piłkarz, który jak wiadomo, piękne gole zdobywa tylko przy ul. Bułgarskiej. W asyście głowy Macieja Wilusza futbolówka zatrzepotała w siatce gospodarzy.

Role drugoplanowe

Oglądający spotkanie mogli po pewnym czasie wpaść w marazm. Teoretycznie nic się nie działo. Lechici nie chcieli się zbytnio zmęczyć przed wtorkowym finałem Pucharu Polski, a piłkarze Korony mimo prowadzenia gry, rozbijali się o pojedyncze skały poznańskiego wybrzeża. Jednak w praktyce działo się całkiem sporo. W końcówce pierwszej części meczu arbiter Szymon Marciniak dwukrotnie wskazał na jedenasty metr. Każdemu po równo. W 42. minucie po faulu Bartosza Rymaniaka rzut karny na gola zamienił prof. Dr hab. Karnologii Marcin Robak. Zaledwie trzy minuty później ten zaszczyt po faulu Łukasza Trałki w szesnastce dotknął Jacka Kiełba, który przyniósł swojemu zespołowi kolejne wyrównanie.

Proszenie się o krzywdę

Postawa lechitów w dzisiejszym spotkaniu nie tyle, co zastanawia, ale po prostu dziwi. O ile pierwszy kwadrans w wykonaniu gospodarzy można było określić postawą zachowawczą, to im dalej w mecz, tym gorzej. Gospodarze szczególnie zlekceważyli grę w środku pola. Nie było tam nikogo, kto mógłby rozegrać piłkę i wskazać na zaatakowanie Korony Kielce. W formacjach ofensywnych nie funkcjonowało nic tak jak powinno, a większość prób stworzenia akcji kończyła się stratą. Jeśli tak miała wyglądać inauguracja rundy finałowej, to kibice mogą czuć się w pewien sposób oszukani. Mówiąc wprost, Lech Poznań zaliczył falstart. Choć z drugiej strony pojawią się głosy o finale Pucharu Polski za pasem. Poważnie? Taka linia obrony jest co najmniej niepoważna. Goście mieli pełną swobodę w budowaniu swoich akcji, co w pierwszej połowie pokazała bramka Mateusza Możdżenia. Podobnie było w drugiej części spotkania, gdy lechitów ratował ostatni samuraj – Jasmin Burić.

Kielce bez korony

Padło wyżej określenie „kuriozum” określające dzisiejsze spotkanie? Idealnie oddaje ono postawę gości. Kielczanie dusili poznaniaków na wszelkie możliwe sposoby, ale nie potrafili w żaden sposób tego wykorzystać. Albo brakowało im pomysłu na wykończenie akcji, albo na drodze stawał Jasmin Burić. Kolejorz co najwyżej kąsał, ale diabelsko skutecznie. W 79. minucie w polu karnym faulowany został Darko Jevtić, a Mateusz Możdżeń od cudownej bramki został katem własnej drużyny. Podejście Marcina Robaka do piłki czekającej na wapnie staje się odwlekaniem wyroku. Nie inaczej było teraz. Napastnik pewnie wykorzystując rzut karny, zapewnił Lechowi trzy w pełni niezasłużone punkty.

Bramki: 17′ Darko Jevtić (Radosław Majewski), 42′, 80’ Marcin Robak (P) – 21′ Mateusz Możdżeń (Miguel Palanca), 45′ Jacek Kiełb (P)

Widzów: #NaStadionie 11 192

Arbiter: Szymon Marciniak

Żółte kartki:  38’ Abdul Aziz Tetteh, 63′ Wołodymyr Kostewycz – 12’ Rafał Grzelak, 59′ Radek Dejmek

Czerwone kartki:

 

Składy:

Lech Poznań: Jasmin Burić – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Maciej Wilusz, Wołodymyr Kostewycz – Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh (70’ Dawid Kownacki) – Maciej Makuszewski (61′ Mihai Radut), Radosław Majewski (81′ Maciej Gajos), Darko Jevtić – Marcin Robak

Rezerwowi: Matus Putnocky, Lasse Nielsen, Szymon Pawłowski, Maciej Gajos, Mihai Radut, Dawid Kownacki, Marcin Wasielewski

Korona Kielce: Milan Borjan – Rafał Grzelak, Bartosz Rymaniak, Radek Dejmek, Ken Kallaste – Jakub Żubrowski, Mateusz Możdżeń – Miguel Palanca, Nabil Aankour (84′ Marcin Cebula), Serhij Pylypchuk (57′ Dani Abalo) – Jacek Kiełb

Rezerwowi: Michal Pesković, Vanja Marković, Marcin Cebula, Dani Abalo, Jakub Mrozik, Piotr Poński, Michał Smolarczyk

KlubM.Punkty
13744
23742
33742
43742
53728
63726
73725
83734
93731
103729
113728
123724
133724

Hobby pismak, miłośnik angielskiej piłki, archeolog historii, krnąbrny brodacz, pracoholik. Prywatnie kibic Manchesteru United i Lecha Poznań. Piszę dla: @retro_magazyn, @watch_esa i @ManUtd_PL. M: klama.mufc92@gmail.com.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Advertisement

Musisz zobaczyć

Zobacz więcej Lech Poznań