Obserwuj nas

PZPN

Psy szczekają… Tylko czy karawana naprawdę idzie dalej?

List do Zbigniewa Bońka

„Tu Radio Tirana od wieczora do rana. Tu Radio Tirana prawda płynie jak rzeka…” Ten fragment piosenki Kultu zna każdy fan twórczości Kazika Staszewskiego. Dla nieobeznanych z historią przypomnę, że z Albanii nadawało polskojęzyczne Radio Tirana, które było źródłem płomiennych odezw w duchu maoistycznym i szeregu półprawd. Kiedy dziś obserwuje atmosferę wokół kadry mam déjà vu i czuje jakbym cofnął się w czasie…

PZPN karmi nas propagandą sukcesu, a ego prezesa Zbigniewa Bońka rośnie jak dobrze wyrobione drożdżowe ciasto. Przyjęło się za zasadę, że o kadrze jak o zmarłym – dobrze albo wcale. Ten przedziwny krąg dotyczy większości mediów i jest na tyle silny, że każdy kto niepochlebnie wypowiada się o związku z miejsca trafia do szuflady z napisem „oszołomy”.

Ostatnie dni to nie był najlepszy czas dla PZPN. O samym prezesie Bońku szkoda pisać, gdyż każdy doskonale zdaje sobie sprawę jak wygląda statystyczny wieczór Pana Zbigniewa na Twitterze. Na początek w najlepszym wypadku bezsensowna, a często wzięta z sufitu teza, potem reakcja internautów, że prezes mija się z prawdą. Wieczór wieńczy wymyślanie zwracającemu uwagę, grubiańskie sugestie o burdelu w pokoju i festiwal banowania. Na sam koniec, kiedy żadna z tez Pana Zbyszka jest nie do obrony zainteresowanemu najzwyczajniej w świecie odcina internet.

Mechanizmy od kilku lat są te same – winny jest każdy, tylko nie PZPN. Na miejscu firm dwa razy bym się zastanowił zanim podpisałbym nawet najbardziej intratną umowę z piłkarskim związkiem. Zawsze, kiedy tylko coś nie spotka się z powszechnym aplauzem, kiedy związek notuje wpadkę winna jest w pierwszej kolejności firma zewnętrzna, potem kibice sami sobie. I tu katalog winnych przedziwnie lubi się zamykać.

Weźmy pierwszy z brzegu, świeży przykład – afera z wyciekiem danych osobowych. Dla kogoś, kto ma jakąkolwiek świadomość, jak wrażliwymi danymi są skany dokumentu tożsamości ze wzorem podpisu jest to gigantyczny skandal i wielkie niebezpieczeństwo dla użytkowników. Co robi PZPN? Oznajmia, że w sumie to związek nie czuje się winny, bo to – a jakże – zewnętrzna firma, a co lepsze to kibice są sobie sami winni, bo dodanie skanu dowodu osobistego nie było obligatoryjne. Oczywiście nieistotny jest tu regulamin, w którym jak byk stoi, że nie kto inny jak PZPN jest administratorem bazy danych osobowych, co więcej nikt nie poczuwa się do winy, że wprowadził taką funkcjonalność i sugerował kibicowi korzystanie z niej. Mam nadzieję, że Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych pokaże panu Zbigniewowi jak kosztowne potrafi być tak lekceważące traktowanie wrażliwych danych osobowych.

Jeśli myślicie, że to jednostkowy przypadek, to przypomnę tylko zamieszanie z dystrybucją biletów na finał Pucharu Polski pomiędzy Legią i Lechem. Oczywiście winni byli kibice, którzy – o zgrozo – postanowili gromadnie owe bilety nabyć oraz – co za niespodzianka – podmiot zarządzający portalem sprzedażowym. Zupełnie bez znaczenia zdaje się w oczach pana prezesa fakt, że dziwnym trafem większość biletów usiłował rozdawać w związkach wojewódzkich, czego w ogóle nie wolno wiązać ze zjazdem sprawozdawczo-wyborczym.

***

Kolejna sprawa, co do której mam ostatnio wielkie zastrzeżenia, to osławiony limit kontraktowania zawodników spoza krajów Unii Europejskiej. Pan prezes zdaje się też traktować kwestię limitu obcokrajowców w lidze bardzo osobiście i ambicjonalnie, a tam gdzie są emocje, nie zostaje wiele miejsca na logikę i zdrowy rozsądek. Pisałem o temacie szerzej już wcześniej – TUTAJ, dlatego dziś tylko krótka konstatacja. Limit jest idiotyczny, oparty o złe kryteria i przeciwskuteczny. Nie trzeba specjalnie się wysilać, żeby obalić tezy Zbigniewa Bońka – wystarczy pokazać przykład Termaliki, gdzie trudno uświadczyć Polaka w składzie, wystarczy porównać liczbę młodzieżowców w składzie klubów polskich i chorwackich. Wreszcie wystarczy wiedzieć cokolwiek o otaczającym nas świecie, aby nie opierać swojej argumentacji na błędnych argumentach, takich jak choćby rzekomy fakt konieczności posiadania wiz przez Ukraińców.

***

Spróbuj Czytelniku wpisać w Google frazę „pijany Peszko”. Zaskakują cię wyniki? Mnie tak, bo okazuje się, że przed mundialem temat reprezentanta Polski porusza kilka mniej znaczących portali. Oczywiście główne media sportowe ani słowem nie zająknęły się o temacie nawalonego jak wrota do stodoły reprezentanta, by nie urazić nie daj Boże pana prezesa i nie obniżyć wartości marketingowej konia pociągowego PZPN.

PZPN chciałby mieć same sukcesy, jednak piłka klubowa leży i kona w błocie. Nie ma co ukrywać, że za taki stan rzeczy PZPN przez lata usiłował zrzucić winę na spółkę ESA, zupełnie wypierając fakt, że jest udziałowcem owej spółki – klasyczna związkowa schizofrenia. Ktoś za chwilę zapyta, a gdzie wina PZPN? A choćby tu drogi czytelniku, że jak zechcesz z kolegami założyć klub i zacząć grać w B-klasie to zza rogu wyjdzie pan z bejsbolem w koszulce z napisem OZPN i zacznie was owym bejsbolem okładać po głowach, naliczone zostaną wam takie opłaty, że odechce wam się grania w piłkę w jakiejkolwiek lidze. Chcesz rywalizować? Zostaje ci e–sport… Później jesteśmy gremialnie zaskoczeni, że nie mamy zdolnej młodzieży, że orliki stoją puste, a w najlepszym wypadku, jak powiedział Velijko Nikitović prezes Górnika Łęczna – biegają po nich czterdziestolatkowie z brzuchem.

***

Gdyby ktoś mnie zapytał, co różni prezesa Bońka od prezesa Lato, to wskazałbym dwie rzeczy – nastawienie mediów i szczęście. Szczęściem obecnej ekipy jest to, że reprezentacja wygrywa, że narodziło się zdolne pokolenie. Media na fali tego nie nazywają Bońka leśnym dziadkiem. Złośliwi powiedzą, że nie jest to jedyny powód, że nie można pominąć faktu, że prezes Boniek wie jak „przekonać” dziennikarzy do swoich racji, jak sprawić by pomysły pana Zbyszka były nowatorskie, świetne, na miarę odkryć Tesli i Edisona.

Mdli mnie na widok obskakujących pańska nogę kundelków. Dziennikarze sportowi stali się watahą zdziczałych piesków, ujadających w rytm tupania nóżką ich pana. Roman Kołtoń oddał bałwochwalczy hołd, zachwyca się nad pięknem 18-zespołowej ekstraklasy. Nie przeszkadza mu to, że Jarosław Jankowski rozjeżdża jego zachwyt siłą argumentów nie do zbicia. Roman wie, Roman jest ekspertem, w końcu Roman nie dalej jak trzy tygodnie temu wysyłał Boruca na mundial w Rosji. Tak, tego samego, który w ubiegłym roku zakończył reprezentacyjną karierę. Boje się kogo Romek postanowi zabrać na skrzydło – może Pawła Sibika?

I tak to wygląda wzajemna relacja mediów i PZPN. A ty, kibicu miej własne zdanie, patrz, oceniaj, analizuj i nie słuchaj podszeptów. Z prądem w końcu płyną tylko martwe ryby.

Kibic Legii Warszawa oraz Realu Madryt. Przeciwnik wszelkich ekstremistów, wróg agresji w życiu publicznym. Prywatnie ojciec dzieciom i mąż żonie. Wielbiciel gitarowej muzyki i kolei.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z PZPN