Obserwuj nas

Felietony

Legio, zwolnij trenera! Liga po mojemu odc. 35

zwolnij trenera Jacka Magierę

Dziś o tym czy Legia Warszawa powinna zwolnić trenera Jacka Magierę, czy będzie to skuteczne rozwiązanie na już i na kilka lat do przodu.

Legia z czterech meczów Ekstraklasy przegrała dwa, jeden zremisowała. Nie grała z najlepszymi w lidze, jak mogłoby się wydawać. Grała z drużynami, które raczej będą bić się o ósemkę, a nie o Mistrza Polski. Zdążyła też przegrać z Astaną z Kazachstanu bój o Ligę Mistrzów. Powiedzmy sobie szczerze, to kompromitacja Mistrza Polski. Czuję się jak w dniu świstaka, gdzie bohater wstawał rano i przeżywał ten sam dzień. Od trzech lat Legia zaczyna rozgrywki fatalnie, na tyle fatalnie, że na jesień zmienia trenera i, jak w filmie, wychodzi na to, że robi to źle. Legio, zostaw Jacka Magierę, ale daj mu władzę! Być może w tym całym interesie nie chodzi, by zmienić osobę trenera, a zmienić mu umiejscowienie w strukturze organizacyjnej Legii. Może chodzi o to, żeby to trener decydował kto ma przyjść do Legii, kto ma pracować jako trener od przygotowania fizycznego. Powiem więcej, niech osoba na stanowisku trenera będzie współodpowiedzialna za akademię i skauting.

Stanisław Czerczesow miał taką koncepcję

Oczywiście powiecie – Paweł znów zwariował, chce nam tu drugą Anglię zrobić, gdzie taki Arsène Wenger jest panem i władcą u „Kanonierów”. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że model w którym dyrektor sportowy ma swoją politykę, trener swoją, a Akademia swoją, nie sprawdza się w polskich realiach. Do podobnego wniosku, jak ja, doszedł Stanisław Czerczesow i taki właśnie pomysł przedłożył ówczesnemu prezesowi Legii. W jego koncepcji to on ustalał, z kim współpracuje i kogo kupuje do klubu, to on miał decydować, komu podziękować za grę w Legii i w jaki sposób przeprowadzać przygotowania do sezonów. To on miał decydować, komu dać podwyżkę i nowy kontrakt. Chciał mieć władzę, ale tylko dzięki niej mógł odpowiadać za wyniki. Koncepcja ta nie zyskała aprobaty i trener Stanisław Czerczesow pożegnał się z Legią.

Ryzyko, ale też duże korzyści

Oczywiście koncepcja ta jest trudna do przełknięcia dla ludzi współpracujących z trenerem, bo przy takim rozłożeniu akcentów pewne stanowiska są niepotrzebne. Ośrodek decyzyjny jest jeden, nie ma komitetów, nie ma dyrektorów w pionie sportowym. No może z nazwy są, ale nie mają strategicznych umocowań. Oczywiście to również ryzyko, gdy postawimy na osobę, która podejmuje złe decyzje strategiczne. To jak w życiu – większe ryzyko umożliwia szybszy wzrost, ale stwarza też większe zagrożenie.

Legia sparzyła się na modelu, w którym to dyrektor sportowy znajduje sobie trenera. Skazuje to tego trenera na pracę z zawodnikami, których niekoniecznie chciał! Ba! Musi pracować z piłkarzami, którzy niekoniecznie chcą z nim pracować. Większość decyzji musi konsultować, co zmniejsza jego autorytet wśród piłkarzy. Współpracownicy zostają mu narzuceni. Nie ma problemu jeśli ci są ekspertami w swoim fachu, niestety zdarza się tak, że to tylko znajomi dyrektora sportowego, którzy wiedzę może i mają, ale tylko teoretyczną.

W tej koncepcji, żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie chodzi o to, by trener robił wszystko za innych. Chodzi o to, by to on ostatecznie wiedział o wszystkim i żeby to on podejmował decyzje. Nie może być takiej sytuacji, że trener Magiera nie wie gdzie jest jego zawodnik i odsyła do dyrektora sportowego.

Winny tylko trener

W tej chwili, mimo, iż władza jest rozproszona, to przy problemach i tak winny jest trener, inni rozpływają się w powietrzu. Pojawiają się dopiero przy sukcesach i wtedy z wypiętą piersią przyjmują nagrody i medale. Czyż to nie jest patologiczne?

Legio Warszawa, zmień trenera, ale zostaw Jacka Magierę. Prezesie Mioduski, trzeba zrobić następny krok. Publiczne poparcie nie wystarczy, trzeba dać nowe narzędzia trenerowi. Tak, by mógł naprawdę odpowiadać za wyniki. Czas odwrócić proporcje. W klubie to trener ma być najważniejszy, a nie piłkarze, dyrektor sportowy, czy, nie daj Boże, specjalista ds. przygotowania fizycznego Krzepota. Obudźmy się jutro i niech nie będzie to kolejny „Dzień Świstaka”.

1 komentarz

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony