PODAJ DALEJ
popierdółki

Zacznę trywialnie. Każdy z nas urodził się z pewnymi, zakodowanymi w DNA predyspozycjami, preferencjami, upodobaniami. Co prawda psycholodzy wieku rozwojowego lubią twierdzić inaczej, przesuwając punkt ciężkości na okres kształtowania się osobowości, czyli wiek od kilku do kilkunastu lat. Obie te teorie zdają się raczej siebie wzajemnie uzupełniać niż nawzajem zwalczać. Obie mają swoje mocne i słabe strony, ale przecież nie o tym chciałem dzisiaj napisać…

***

Czym się różni piłkarz bardzo dobry od geniusza, a ten z kolei od wizjonera? Gdzie leży granica między piłkarzem przeciętnym a solidnym? Czy w ogóle taką granicę można postawić? I tu robi się trochę schizofrenicznie, bo właśnie spytałem sam siebie, sam sobie za chwile odpowiem, po czym postaram się moje tezy samodzielnie obalić. Oczywiście, że są różnice, linie demarkacyjne oddzielające kopaczy od piłkarzy i od Panów Piłkarzy istnieją, choć nie zawsze to podział ostry. To wszystko przypomina trochę tor przeszkód, których pokonanie wymusza na człowieku doskonalenie się. Nie dotyczy to tylko piłki nożnej. To uniwersalny proces rozwoju. Nikt nie urodził się jeszcze z umiejętnością żonglowania piłką, ja nie umiem do teraz (mój rekord to 8). Wszystkiego co wiemy i potrafimy, uczymy się sami. Kiedyś podczas jednego ze szkoleń  pewien profesor powiedział, że ludzie dzielą się na samouków i nieuków. Talent to tylko takie ułatwienie, pewien boost ułatwiający poprzez wrodzone(?) predyspozycje, szybsze pokonywanie szczebelków kariery.

Weźmy hipotetycznego piłkarza, nazwijmy go dla niepoznaki Ondrej Nagy albo Dawid Mikita. Uznajmy na potrzeby tego tekstu, że ma on talent, jakiego ziemia do teraz nie zrodziła, samorodny dryg do kopania piłki. Messi Karpat, Cristiano Wyszehradu. Co to oznacza? Oznacza to, moi drodzy czytelnicy, że szybciej niż jego rówieśnicy pokonuje szczebelki. Szybko nauczył się celnie podawać i pojął podstawy dryblingu i z piłkarza słabego stał się piłkarzem przeciętnym. W następnym etapie nauczył się grać lepiej, dokładniej, podejmował próby trudnych zagrań ze zmiennym skutkiem stając się piłkarzem przyzwoitym. Debiutuje w drużynach młodzieżowych będąc młodszym niż większość, trafia do kadry pierwszej drużyny jako 17-latek, szybko wyjeżdża do lepszego klubu, szybko zarabia na swoje pierwsze Porsche. Nadal ma talent, nadal może się rozwijać… ale już nie chce. A przecież jest dopiero w połowie drogi.

***

Piłkarz przeciętny po pewnym czasie ma szansę stać się piłkarzem dobrym. Piłkarz dobry – piłkarzem wybitnym. Ten robi rzeczy, o których inni na boisku nie zdążyli jeszcze pomyśleć. Na samym końcu drogi są wirtuozi, wizjonerzy. Oni potrafią robić rzeczy uważane za niemożliwe. W każdym zawodzie zamykanie się w sztywnych ramach konwencjonalności prędzej czy później doprowadzić musi do znużenia. Znużenie zaś powoduje z czasem stagnację. Każda dziedzina życia, by się rozwijać, potrzebuje tej iskry geniuszu, tej nadanej przez geny(?) namiastki szaleństwa. I nieważne czy źródło ma ona w pochodzącej z wątroby potrzebie buntowania się przeciwko zastanemu porządkowi, czy też z mającej swój początek w sercu chęci doskonalenia. Praprzyczyna jest nieistotna, ważny jest sam czyn, ruch… Kto stoi, ten umiera.

Palców obu rąk nie starczy nam by przytoczyć nazwiska piłkarzy, którzy popełnili grzech zaniechania i przekleństwo spoczęcia na laurach, piłkarzy, których pociąg w drodze ku wielkości zatrzymał się na przystanku “dziwki, konserwy, muzyka bez przerwy”. Oczywiście nie mi oceniać czyjeś życiowe priorytety i w ten czy inny sposób czynić moralizujące kazania. Szczerze powiedziawszy mam w nosie, co ktoś mi całkowicie obcy, zrobi ze swoim życiem. Alkoholizm jednego czy całkowita degrengolada drugiego nie spędza mi snu z powiek, a rozmieniona na drobne kariera trzeciego nie spowoduje, że zamknę się w szafie. Każdy ma to, na co zapracował. Zapewne znacie biblijną przypowieść o talentach. Każdemu los dał pewne możliwości, pewien unikatowy dar, talent. Co z nim zrobimy, jest sprawą indywidualną. Tylko po prostu czasem, gdy w porywach altruistycznej naiwności zaczniemy się zastanawiać nad tym, to po prostu, tak po ludzku, szkoda. Ale nic więcej.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here