fot. Adam Piechowiak

W internecie pojawiło się już kilka podsumowań jesieni z perspektywy kibica Wisły. W mojej analizie wziąłem pod uwagę cały rok 2017, od początku stycznia do końca grudnia. Zapraszam na subiektywne podium trzech najlepszych i najgorszych rzeczy, jakie spotkały Wisłę Kraków w minionym roku.

LV BET SPONSOREM WISŁY

W moim przekonaniu jest to najważniejsza informacja w całym 2017 roku. Oczekiwanie na sponsora „koszulkowego” trwało latami. Znalezienie sponsora obiecywał każdy nowy prezes i każdy ponosił w tym aspekcie porażkę. Nawet Tadeusz Czerwiński, w którym kibice pokładali największe nadzieje, a który przychodził – jak wielu twierdziło – z dogadanym sponsorem w tej kwestii, poległ. Wielu też nie dowierzało, że jest to możliwe, gdy władzę w Krakowie przy Reymonta przejęła Marzena Sarapata. A jednak, kilka miesięcy później to ona (wraz z zarządem) osiągnęła sukces. Piekło nie zamarzło, świnie nie zaczęły latać, a jednak Wisła ma sponsora na koszulkach.

AWANS DO GRUPY MISTRZOWSKIEJ

Przyzwyczajeni do regularnego zdobywania mistrzostwa Polski kibice w ostatnich latach za sukces muszą uznać awans do ósemki. Po rozczarowującym wcześniejszym sezonie, w którym wiślacy musieli walczyć w grupie spadkowej, odnotowano „sukcesik” dający nadzieję na puchary. Zaczęło się obiecująco od remisu na Łazienkowskiej, a potem było jak zwykle. Porażka na do widzenia z Termaliką przypieczętowała bardzo słabą postawę piłkarzy w ostatnich kolejkach.

TRANSFER CARLITOSA

Ten transfer pokazuje jak ważną rolę odgrywa w biznesie otaczanie się właściwymi osobami. Taką osobą jest właśnie Manuel Junco, odpowiedzialny w Wiśle za politykę transferową. Wiadomo nie od dzisiaj, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą, ale gdyby nie właściwe decyzje zarządu z panią prezes na czele, Wisła nie dokonałaby najlepszego transferu w ekstraklasie w ubiegłym sezonie. Nikomu nieznany wcześniej Hiszpan wjechał na nasze boiska cały na biało i zdobył 15 bramek. Przez kibiców na zawsze zostanie zapamiętamy jako strzelec dwóch bramek w derbach Krakowa. Dwóch bramek dających zwycięstwo.

Na razie daje nam swoją grą dużo radości, ale cieszmy się kochać bramkostrzelnych Hiszpanów, bo tak szybko odchodzą. Czy tej zimy? Niewykluczone.  Wierzę, że nie małe pieniądze uzyskane z transferu Manuel Junco w znacznej części przeznaczy na jego następcę. Skoro takiego kota znalazł za 2 zł + VAT, to kogo znajdzie mając do dyspozycji kilkadziesiąt albo (jak fantazjować, to na grubo) kilkaset tysięcy euro? Sam się boję.

PROJEKT KIKO

Tutaj zdania wśród kibiców na pewno będą podzielone. W mojej ocenie Wisła nie była Wisłą. Brakowało pomysłu na grę, dużo razy mieliśmy po prostu kosmiczne szczęście, zdobywając bramki dające punkty w ostatnich akcjach. Zupełne przeciwieństwo Wisły za czasów Kazka Moskala, kiedy oczy od gry nie bolały, za to punkty uciekały najczęściej w ostatnich minutach. Starsi kibice pamiętają, że Wisła nie zawsze grała pięknie, ale grała „krakowską piłkę”. Zwłaszcza na jesieni Kiko zaserwował nam styl pt. „dzida i do przodu”. To powinien być grzech na miarę ostatniego kręgu w piekle Dantego. Chcąc oglądać taką grę, mogę się wybrać na A-klasę, ale wiem, że w tym momencie wiele drużyn występujących na tym szczeblu rozgrywkowym poczuło się urażonych porównaniem do stylu gry – skądinąd – sympatycznego szkoleniowca. Przecież to, co Wisła zaprezentowała we wrześniowych meczach z Koroną, to jest kryminał. Po czymś takim trener i piłkarze powinni zapaść się pod ziemię.

Wisła cierpiała również na minimalizm. Ileż razy po zdobyciu prowadzenia cofaliśmy się i kwestią czasu było stracenie prowadzenia. Nowy trener w wywiadach daje do zrozumienia, że tak nie będzie. Oby się nie mylił.

Krzysztof Mączyński
fot. Adam Piechowiak

SPRZEDAŻ W JEDNYM OKIENKU BRLEKA I MĄCZYŃSKIEGO

Jak mawia Harvey Specter z serialu Suits: „Gdy ktoś przystawia ci pistolet do głowy, masz sto możliwości”. W Wiśle ciągle walczącej z długami zdecydowano się na sprzedaż dwóch podstawowych środkowych pomocników. Decyzja, jak łatwo się domyślić, nie była łatwa – zwłaszcza w sytuacji Mączyńskiego. Kwota uzyskana ze sprzedaży podstawowego zawodnika reprezentacji Polski nie rzucała na podłogę, ale jego zachowanie plus dobiegający końca kontrakt sprawiły, że przy Reymonta zdecydowano się zrobić deal z Legią. Cupiał słynący z niechęci do współpracy z warszawskim klubem, jak się o tym dowiedział, prawdopodobnie się przeżegnał.

BRAK POSTĘPU ROK DO ROKU

W 2017 roku rozegraliśmy 38 spotkań zdobywając w nich 54 punkty. Daje to 1,42 punktu na mecz. Bilans bramek wyniósł 54-48, a różnica +6. Ciekawostką jest, że Legia zdobyła tylko jedną bramkę więcej, a sezon zakończyła przecież zdobyciem mistrzostwa oraz obecnie jest liderem trwających rozgrywek.

Spójrzcie jak niewiele się zmieniło w porównaniu z rokiem 2016. Mecze – 36, punkty 52. Daje nam to 1,44 punktu na mecz, czyli lepiej niż w zakończonym roku! Bilans bramkowy 63-57, a różnica identyczna +6. Podsumowując – straciliśmy mniej bramek (9), ale też mniej strzeliliśmy (9). Z 54 aż 15 zdobył Carlitos (28%). Gdzie bylibyśmy bez niego?

***

W nadchodzącym roku wszystkim kibicom chciałbym życzyć wielu okazji do świętowania zwycięstw waszych drużyn i jak najmniej powodów do radości w meczach z Wisłą Kraków! 😉

A wszystkim wiślakom, oprócz sukcesów sportowych, życzę żeby nasz klub dorobił się muzeum, sklepiku z prawdziwego zdarzenia i nowej strony internetowej 😉

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here