spór o Legię
fot. Rafał Samsel

Miało być jak za czasów ITI, miało być siermiężnie i biednie. Miały wrócić czasy jedzenia łyżeczką, a nie chochlą. Po Bogusławie Leśnodorskim i triumwiracie miały pozostać zgliszcza, spalona ziemia i brak perspektyw na lepszą przyszłość. Tymczasem jak jest, każdy widzi, w dodatku widać, że zmieniać zaczyna się  nastawienie  do Dariusza Mioduskiego nawet najwytrwalszych obrońców starego porządku. Przyczyn jest wiele i zauważyć należy, że nie wszystko jest zasługą nowych władz, wokół splata się tyle zbiegów okoliczności, które ułatwiają prezesowi Mioduskiemu walkę o rząd dusz.

Prezes Mioduski nauczył się być social media ninja

Obecnemu właścicielowi Legii nie można odmówić kliku przymiotów, takich jak olbrzymia wiedza i wyczucie biznesowe, posiadanie szerokiego wachlarza znajomości, co w dzisiejszym świecie jest nie do przecenienia czy wysokiej klasy i kultury osobistej. Niemniej dotąd brakowało mu charyzmy, jaką posiadał Leśnodorski, czy może bardziej wyczucia co powiedzieć, co napisać, żeby zdobyć poklask i uznanie w oczach kibiców. Prezes Legii przez długi czas tego nie umiał, jego wpisy na Twitterze bardziej przypominały komunikaty dla inwestorów, niż realną interakcję z klientem, jakim niewątpliwie jest kibic. Czy zmiana jest wynikiem doradztwa z dziedziny PR, czy samodzielnym krokiem, jest to bez wątpienia „dobra zmiana”. Oto okazało się, że poświęcona jednostce uwaga skutkuje gremialnym wzrostem zaufania i sympatii. Ponadto poprzez wpisy zaczął gasić pojawiające się plotki czy niedopowiedzenia w zarodku, co skutecznie uniemożliwia prowadzenie jakichkolwiek kampanii dezinformacyjnych.

Klub nauczył się być social media ninja

Na tym polu było tak wiele do naprawienia, że nie byłem w stanie uwierzyć, że komukolwiek się to uda. Klubowe media były mityczną stajnią Augiasza, strukturą wegetującą, starającą się przetrwać kolejny straszny dzień w korpo. Dość powiedzieć, że nawet ja, choć codziennie odwiedzam dziesiątki, jeśli nie setki stron w poszukiwaniu informacji, skutecznie i w pełni świadomie omijałem klubowe media społecznościowe i witrynę. Nie sposób nie zauważyć, że wreszcie coś w tej medialnej machinie drgnęło. Klub potrafi wreszcie opakować informację w taką szatę, by była ona atrakcyjna dla każdego kibica.  Medialne opakowanie nowych transferów było ze strony Legii majstersztykiem, a wszystko co potem pojawiło się w polskim internecie sportowym było naśladownictwem, w dodatku nieudolnym, że wspomnę tylko spot Lecha i windę na poziomie „0”.

Transfery na uspokojenie emocji

Na poziom i ukierunkowanie emocji bez wątpienia wpływ miała aktywność Legii na rynku transferowym już w pierwszych dniach okienka. Transfery na pierwszy rzut oka, ale też po głębszej analizie wydają się być przemyślane i robione po raz pierwszy od jakiegoś czasu według jakiegoś klucza. W legijnej układance zazębiają się wszystkie elementy – filozofia Dariusz Mioduskiego, aspiracje klubu, know–how chorwackiego zespołu trenerów i menedżerów, zakup zawodników wypełniających luki w drużynie. Transfery przy tym mają znacząco podnieść jakość, a nie tylko uzupełniać powstałe wyrwy. Każdy z pozyskanych zawodników ma potencjał, aby stać się kluczowym zawodnikiem nowej Legii budowanej przez trenera Jozaka. Oczywiście zaraz pojawi się pewnie zarzut, że za transfery odpowiada Jozak i Kepcija, a nie Dariusz Mioduski, ale to jest właśnie siła lidera, że do współpracy dobiera sobie ludzi, którzy są wartością dodaną dla organizacji, którzy mają odpowiednie know–how. Okazuje się, że oto o kształcie klubu, nie tylko pierwszego zespołu decydować będą ludzie o określonych kompetencjach i wizji, ludzie którzy mają odpowiednie środki, a przede wszystkim doświadczenie, którego nie będą dopiero zdobywać w Warszawie.

Samozaoranie, czyli jak poprzednie władze tracą w oczach kibica

Nie bez znaczenie jest także fakt, że o ile dotąd Dariusz Mioduski był nieustannie porównywany do poprzednika, a liczne grono zwolenników poprzedniej władzy pozostawało mu nieżyczliwe. W ostatnim czasie nastąpiło pewne przewartościowanie i nawet przyjmując założenie, że prezes Mioduski sam wymusił je na części sceptyków swoim działaniami, to nie można nie zauważyć, że zarówno Bogusław Leśnodorski, jak i jego akolici sami zrobili nie mniej, aby w świadomości kibica przestać funkcjonować, wyłącznie jako dobrodzieje i najbardziej zasłużeni w historii. Nie da się w kółko deprecjonować nowych władz, nie da się nieustannie podważać sposobu funkcjonowania klubu poprzez ciągłe wbijanie szpilek i twitterowe uszczypliwości. Jest to o tyle trudne, że przeciętny kibic ma dość dobrą pamięć i doskonale wie, kto stoi za transferem choćby skrajnie niepopularnego w stolicy Daniela Chima Chukwu.

Bogusław Leśnodorski mógł wybrać milczenie i cieszyć się swojego rodzaju zasłużoną estymą, postanowił jednak pójść inną drogą, co finalnie musiało doprowadzić do takiej sytuacji, w której w opozycji do niego stają osoby, które dotąd uważać można było za jego zdeklarowanych zwolenników.

Silni słabością innych

Legia Mioduskiego ma bez wątpienia także dużo szczęścia, patrząc na ligową tabelę. Kto by pomyślał, że w sezonie, w którym w powszechnym odbiorze grała najgorzej od lat, po raz pierwszy od lat nie musi wiosną gonić, a spokojnie może zmierzać do kolejnego tytułu. W podobnym kryzysie znaleźli się najwięksi ligowi rywale. Lech sportowo wygląda słabo, Lechia znalazła się na instytucjonalnym zakręcie. W tej sytuacji realnym zagrożeniem wydaje się być beniaminek z Zabrza, jednak i ten zaczął się potykać, a ponadto historia ubiegłych sezonów pokazuje, że niespodziewani uczestnicy walki o mistrza zazwyczaj wiosną dostają zadyszki. W sytuacji tej, może się wydawać, że sportowo najgorszej od lat, Legia niespodziewanie ma szansę na wyciśnięcie maksimum na krajowym podwórku, a dzięki temu zyskuje czas na wewnętrzne zmiany.

Jaka przyszłość przed Legią?

Na dzień dzisiejszy najważniejsze wydaje się, że jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, Legia, jako główny faworyt, powinna zdobyć mistrzostwo i nadal się przebudowywać. Sukcesy pozwolą Dariuszowi Mioduskiemu ostatecznie wyjść z cienia swojego poprzednika. Każde niepowodzenie będzie jednak wodą na młyn jego oponentów. Dziś nic nie wskazuje, aby miało się to wydarzyć. Legia wydaje się być dziś lepsza piłkarsko, stabilniejsza organizacyjnie i finansowo niż jesienią. Każda organizacja po tak dużych zmianach, jakie były udziałem klubu w ostatnich miesiącach, musi okrzepnąć, a nowe osoby muszą wdrożyć się w swoje obowiązki. Pierwsze tego zapowiedzi widzimy. Przed Legią z pewnością pojawią się problemy, ale należy ufać, że je przezwycięży i będzie silniejsza. Wyzwaniem dla klubu będzie z pewnością odbudowa frekwencji na zadowalającym poziomie, jednak przy odpowiednich wynikach, przy powrocie nadziei na lepsze czasy powinno być na tym polu znacznie lepiej. Wszyscy bądźmy znowu #TeamLegia.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here