Zapraszam na drugą część opowieści o historii Łódzkiego Klubu Sportowego. Jeśli nie czytaliście jeszcze na temat powstania łódzkiego klubu, to możecie nadrobić braki klikając TUTAJ. Historie z lat sześćdziesiątych i późniejszych będą wzbogacone wspomnieniami kibica ŁKS – Pana Pawła Lewandowskiego, który od najmłodszych lat kibicował łódzkiemu zespołowi. „Miałem cztery lata, kiedy pierwszy raz zabrał mnie na mecz mój ojciec. Pamiętam starą drewnianą trybunę a’la angielska. Po latach tata powiedział mi, że był to mecz z bytomską Polonią. Rok 1966.” – sięga pamięcią Pan Paweł.

Lata 60.

Po kilku latach tłustych dla ŁKS przypadły lata chude. Rok po wywalczeniu pierwszego mistrzostwa Polski łodzianie zajęli zaledwie 8. miejsce w ligowej tabeli. W następnym roku sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła, bo drużyna musiała walczyć o swój byt w lidze.

Atrakcje hotelowe i transfer dopięty dzięki kontuzji

Na początku lat sześćdziesiątych do drużyny ŁKS starano się wprowadzać więcej młodych zawodników. Jednym z takich piłkarzy był Jerzy Sadek, dla którego w następnych latach na mecze ŁKS przychodziło pół miasta.  – Niewątpliwie był to idol sportowej Łodzi. Ja pamiętam prawie wszystkich piłkarzy ŁKS-u z lat sześćdziesiątych. Najbardziej utkwił mi w pamięci Jan Studniorz, super strzelec. Grał z numerem „10” i po zakończeniu przez niego kariery „dziesiątkę” przejął po nim Jerzy Sadek. W tamtym okresie było kilku reprezentantów Polski m. in. Piotr Suski, Bolesław “Tosiek” Szadkowski, Paweł Kowalski, Zygmunt Gutowski. Pamiętam również bramkarza Zdzisława Guzickiego – wspomina Pan Paweł.

Pożegnalnym meczem Jerzego Sadka w barwach ŁKS był pojedynek z Zagłębiem Sosnowiec. Przed meczem łodzianie mieli zaplanowany nocleg w hotelu, który mieścił się na stadionie Górnika Wojkowice. Zmęczeni długim wyjazdem trafili w końcu do Wojkowic i zastali zamknięty pensjonat… Kierownik drużyny poszedł sprawdzić o co chodzi. Pod dłuższym oczekiwaniu trener koordynator ŁKS – Kazimierz Górski stwierdził, że z powodu braku hotelu lepiej wrócić do Łodzi i mecz obejrzeć w telewizji. Na szczęście kierownik znalazł bawiącą się w pobliżu na weselu portierkę. Nie był to jednak koniec „atrakcji”. Z samego rana piłkarze musieli wstać z łóżek. Ich sen zakłócił hałas spowodowany pobudką rezydentów mieszczącego się w pobliżu więzienia.

Zaskakujące okoliczności miał także transfer napastnika ŁKS do Sparty Rotterdam. W 1972 r. przebywał on w Holandii na testach. W jednym z meczów zdobył bramkę głową z dalszej odległości. Gol podobno tak oczarował zebranych, że odpowiedzialny za ten transfer Janusz Kowalik w obawie przed tym, że następne zagrania Polaka mogą nie być aż tak dobre, kazał Sadkowi udać kontuzję i zejść z boiska.

Deyna w Łodzi

Legenda polskiej piłki – Kazimierz Deyna jest kojarzony głównie z występów w Legii Warszawa. Warto jednak pamiętać, że zagrał jeden pierwszoligowy mecz w barwach ŁKS. W 1966 r. do Łodzi sprowadzono wówczas 18-letniego Deynę, który debiutował przeciwko najlepszej drużynie tamtych lat – Górnikowi Zabrze. Na młodego zawodnika pazury ostrzyła sobie Legia Warszawa. Przez pewien czas zawodnik unikał ówczesnych „skautów” stołecznego klubu, czyli milicjantów mających za zadanie odnaleźć go z powodu wezwania do odbycia służby wojskowej. W pewnym momencie Legia wystosowała do ŁKS wniosek z powołaniami do wojska trzech zawodników. Ostatecznie Legioniści ustąpili i kazali wydać tylko jednego piłkarza. Łódzcy działacze wybrali Edwarda Studniorza i Zdzisława Kostrzewińskiego, a młodego Deynę wysłano do Warszawy.

Źródło: commons.wikimedia.org (Gdaniec)

– Kazimierz Deyna był wówczas mało znanym, choć utalentowanym piłkarzem. Apogeum osiągnął grając w Legii Warszawa. Nam kibicom ŁKS-u pozostały tylko wspomnienia i wielki żal, że nie grał dłużej w Łodzi. Żal, który przerodził się w nienawiść – wraca do tamtych lat Pan Paweł.

W sezonie 1968/69 ŁKS spadł z I ligi. Poza najwyższą klasą rozgrywkową przebywał dwa lata.

Lata 70.

W latach 70. kibicom ŁKS nie było dane się cieszyć z sukcesów pokroju tych sprzed kilkunastu lat. W sezonie na przełowienie dekad w drużynie pojawił się Mirosław Smolarek. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa. Mirosław był kuzynem Włodzimierza – czołowego strzelca ligi i legendy Widzewa. Z takimi piłkarzami jak Stanisław Terlecki (ojciec Macieja, który w przyszłości także będzie reprezentował barwy łódzkiego zespołu) czy Jan Tomaszewski w składzie łodzianie kończyli rozgrywki przeważnie w dolnej części tabeli.

Rekordy  kibiców ŁKS i nie tylko…

Na ówczesnych stadionach panowała szczególna atmosfera – Pierwszy mój wyjazd na mecz z ojcem w 1971 roku, był to wyjątkowy dzień. Po zwycięstwie we Wrocławiu ze Śląskiem ŁKS awansował do ówczesnej I ligi. Na inaugurację pokonał 3:0 Wisłę Kraków, na trybunach “Trubadurzy” i 40 tys. kibiców. Tego się nigdy nie zapomni!

Mecz inauguracyjny nie był jednak rekordowym jeśli chodzi o frekwencję. – Rekord na stadionie przy al. Unii 2 to mecz z bytomską Polonią (1971 rok) i… Widzewa ze Stalą Mielec po 45 tysięcy (wtedy ŁKS użyczył swojego stadionu Widzewowi – przyp. PK). Na obu wspomnianych meczach kibice siedzieli na bieżni przy linii autowej. Na meczu z warszawską Gwardią rozegranym na stadionie Dziesięciolecia było ok. 25 tysięcy kibiców ŁKS-u. To do tej pory nieformalny, ale rekord kibicowski. Wspomnę również, że w decydującym meczu w 1958 roku o mistrzostwie Polski z zabrskim Górnikiem uczestniczyło 10 tysięcy kibiców ŁKS-u. Ja uczestniczyłem w 1971 roku w meczu z warszawską Legią, który oglądało 10 tysięcy sympatyków z Łodzi. Na mecz jechałem z ojcem i sąsiadem w koszu motocykla marki Junak. Niesamowite przeżycie, które zapamiętam do końca życia. Zapamiętałem z Łazienkowskiej z 1971 roku niesamowity ścisk. W tamtym czasie nie było miejsc siedzących – wspomina Pan Paweł.

„Ełkaesiak” mistrzem Irlandii

Latem 1972 z drużyną ŁKS pożegnał się Piotr Suski, który przeniósł się na Wyspy, a konkretnie do Irlandii. Były zawodnik łódzkiego zespołu przetarł szlak polskim piłkarzom do tamtejszej ligi. W następnym sezonie w barwach Waterford United został mistrzem Irlandii.

Bez ŁKS nie byłoby zwycięskiego remisu na Wembley

Przed rozpoczęciem sezonu 1972/73 sprowadzono do Łodzi z Legii Jana Tomaszewskiego, który za nieco ponad rok zatrzymał Anglię na Wembley. Wtedy jednak jego kariera pikowała w dół. Po serii niepowodzeń w warszawskiej drużynie, w której ostatecznie stał się podgrzewaczem ławki, to ŁKS wyciągnął do niego pomocną dłoń.

– Po meczu z RFN 1:3 na stadionie Dziesięciolecia zrobiono z niego kozła ofiarnego. Przełożyło się to również na jego pozycję w Legii. ŁKS ryzykował, ale wyszedł na tym dobrze. Wkrótce trenerem-koordynatorem w ŁKS został Kazimierz Górski – opowiada Pan Paweł.

Tomaszewski niebawem wszedł na odpowiedni poziom, dzięki czemu klub zyskał świetnego bramkarza, a piłkarz pewne miejsce do rozwoju. W październiku 1973 r. to głównie dzięki jego interwencjom Polska zremisowała mecz z Anglią na Wembley, przez co mogła pojechać na mundial do RFN. Gdyby nie transfer Tomaszewskiego do ŁKS, to być może „Orły Górskiego” w 1974 r. zamiast zdobywać brązowy medal na Mistrzostwach Świata, siedziałyby w domu, a nasz naród byłby biedniejszy o jedno trzecie miejsce na mundialu.

Najlepsze derby

Na pytanie o najlepsze mecze derbowe Łodzi Pan Paweł odpowiada: – Niezapomniane z rekordem frekwencji łódzkich derbów (30 tysięcy) na ŁKS w 1979 roku. Pierwsze w 1975 roku, przegrane w dość dziwnych okolicznościach. Ale co tam. Były to najlepsze derby w Polsce. Każdy kto obejrzał live, wie o czym mówię. Ostatnie ekstraklasowe wygrane na Widzewie po bramce Mięciela, a niezapomniane bo w moje 50. urodziny. Każde wygrane.😊

Stanisław Terlecki i jego amerykańska przygoda

Stanisław Terlecki był jednym z idoli kibiców ŁKS. Z Łodzi powędrował za ocean, gdzie grał zarówno w hali jak i na trawie. – Grę Stasia Terleckiego oklaskiwało w Pittsburghu kilkanaście tysięcy kibiców piłki halowej. To dla niego kibice przychodzili na mecze, chociaż soccer w tamtym latach był w powijakach. Prawda jest taka, jakby Stanisław pojechał na mistrzostwa świata w Argentynie, mielibyśmy już wtedy piłkarza w znanym renomowanym klubie piłkarskim. Nie przez przypadek grał w jednym klubie (New York Cosmos – przyp. PK) z Pele, Beckenbaurem i innym sławami. Syn mimo nieprzeciętnego talentu do ojca nie dorósł… – stwierdza Pan Paweł.

Powodem niepowołania Terleckiego na turniej w Argentynie była dyskwalifikacja po słynnej aferze na Okęciu przez wylotem na mecz eliminacyjny. Wówczas napastnik ŁKS był jednym z tych, którzy stanęli po stronie Józefa Młynarczyka. Zawodnicy nie zgadzali się z początkową decyzją selekcjonera o pozostawieniu bramkarza w  Polsce, po tym jak wrócił nad ranem ze spotkania w restauracji. Większości piłkarzom uczestniczących w zdarzeniu – Bońkowi, Żmudzie i Młynarczykowi kary skrócono, żeby mogli pojechać na mundial. Szczęścia nie miał Terlecki. Szansę na wyjazd umniejszał fakt, że napastnik miał związki z opozycją.

Lata 80.

Lata 80. to kolejny okres posuchy w ŁKS. Kiedy rywal zza miedzy osiągał jedne z największych sukcesów w swojej historii, „Ełkaesiacy” musieli głównie zadowalać się miejscami w dolnej części ligowej tabeli. Wtedy barwy ŁKS reprezentował mi.in Marek Chojnacki.

– Gralo kilku reprezentantów Polski: Bako, Wenclewski, Wesołowski, Ogrodowczyk – zaznacza Pan Paweł i dodaje – Lata osiemdziesiąte to wspaniały okres piłki młodzieżowej. Wtedy trenerami byli Jan Lirka, Robert Grzywocz. W latach osiemdziesiątych debiutował też Tomek Wieszczycki. Niestety sukcesy młodych piłkarzy nie przełożyły się na dorosłą piłkę, ponieważ nie mieli szansy co niektórzy zaistnieć w dorosłym futbolu. Grali w podrzędnych klubikach województwa łódzkiego oraz wojskowych drużynach. Wtedy bardzo trudno było się przebić do pierwszej drużyny. Najlepszy przykład to Igor Sypniewski. Musiał grać w Ceramice Opoczno  w wieku juniorskim i tam zaczął swój marsz w karierze strzelając w drugiej lidze po 5-6 bramek w meczu.

Problemy trenerów ŁKS

– W ówczesnym czasie (w połowie lat siedemdziesiątych) ŁKS miał łącznie z ławką rezerwowych reprezentantów Polski różnych kategorii wiekowych. Bardzo trudno w takiej drużynie utrzymać dyscyplinę. Nie udało się to nawet Leszkowi Jezierskiemu. Do tego rozrywkowy charakter większości zawodników… – opowiada Pan Paweł.

Wspomniany Leszek Jezierski chcąc wyplenić u swoich piłkarzy złe nawyki, stosował na ich kaca ciężkie treningi. Pewnego dnia prosił również o pomoc siłę wyższą w zapanowaniu nad rozrywkową drużyną. Kiedy pobiegł z zawodnikami do lasu, uklęknął i gorliwie prosił Boga o mądrość dla piłkarzy.

Niespełnieni w ŁKS

Jeśli mowa o niespełnionych w ŁKS, to zazwyczaj przychodzi na myśl przykład Paulinho, który w ŁKS się nie sprawdził, chciał nawet skończyć karierę, a dziś gra w Barcelonie. Pod koniec lat 80. w łódzkim klubie zadebiutował Sławomir Majak, którego można dołożyć do koszyczka z napisem „Niespełniony w ŁKS” – Pamiętam „Duo” Majak i dzisiejszy kierownik reprezentacji (Tomasz Iwan – przyp. red.) przewracali się o swoje nogi. Niesamowite, że zrobili takie kariery piłkarskie. Zresztą niespełnionych piłkarzy w ŁKS było mnóstwo. Wspomniani: Majak, Iwan, Trałka… Nie grali nic w ŁKS, odeszli zrobili kariery – sądzi Pan Paweł.

Na tym kończymy kolejną część wspomnień historii ŁKS. Kolejny odcinek cyklu, w którym zostały opisane dalsze losy łódzkiej drużyny pojawią się na watch-esa.pl za tydzień. Zachęcam do podzielenia się opinią w komentarzu.

Opracował: Patryk Kapa

Autor grafiki: Marcin Malawko

Źródła:

zdjęcie użyte w grafice: commons.wikimedia.org [Mittelstädt, Rainer]

„100 lat ŁKS”, GiA, Katowice 2008;

„Tajna historia futbolu. Służby, afery i skandale” – Grzegorz Majchrzak.

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here