Obserwuj nas

PZPN

Sommelierowie na usługach

Dlaczego dziennikarze będący blisko PZPN są nierzetelni? Dlaczego chwilowy sukces związku wymaga wielu ofiar? O zabójstwie rzetelności dziennikarskiej, która mogłaby popsuć nieskazitelny wizerunek PZPN, prezesa i jego ludzi pisze Adam Sieradzki.

– Strach, czym właściwie jest strach?
– Jest reakcją ludzkiego organizmu na jasne, realne zagrożenie z zewnątrz.
– To może lęk. Czym właściwie jest lęk?
– Lęk jest niejasnym, nieprzyjemnym stanem emocjonalnym, charakteryzującym się przeżywaniem obaw, stresu i przykrości. Jest stanem pozbawionym obiektu.
– Czyli tutaj chodzi o strach?
– Tak, zdecydowanie o strach.
– Tylko czego się bać, przecież dziennikarz powinien być niezależny?
– Oczywiście, ale może być też zdyskredytowany i wraz z falą krytyki, jaka mogłaby się na niego wylać, trafiłby prosto do dziennikarskiego czyśćca, z którego nie łatwo się wygrzebać.
– Mam rozumieć, że nikt by mu nie pomógł – nawet jakby miał rację?
– Rację? Racja to może i była ważna, ale to już tak zamierzchłe czasy, że nikt o tym nie pamięta. Teraz liczy się to, kto jest twoim kolegą i jaką ma władzę, aby cię wybronić.

I nie zmienia się nic…

Tego typu dyskusja może być aktualnie wyjątkowo na czasie. Sytuacja z szefem polskich sędziów pokazuje dobitnie, że w PZPN w pewnych sprawach nie zmieniło się nic, a można powiedzieć, że jest nawet gorzej. Gorzej? Co za idiota! – krzyknie ktoś z boku. „Pizdowaty redaktorek wylewa wiadro pomyj chcąc się wybić!” – zawtóruje drugi głos. Nic bardziej mylnego, co postaram się teraz rozłożyć na czynniki pierwsze, aby każdy był w stanie zrozumieć przekaz.

Każda władza potrzebuje mediów, które będą jej wyjątkowo służalcze. Grupę dziennikarzy, która za drobne wynagrodzenia publicznie wyliże jej podeszwy z obojętnie jakiego brudu. Machina, aby działała poprawnie potrzebuje też przeciwwagi. Takiej, która owej władzy będzie patrzeć na ręce i wytykać błędy. Tylko wtedy przychylni władzy dziennikarze będą mogli prowadzić dobrą i skuteczną politykę propagandową, która będzie mogła być rzetelnie konfrontowana z oskarżeniami drugiej strony, a nie narażana na śmieszność.
Aktualnie, tylko i wyłącznie dzięki świetnym wynikom reprezentacji, nasz rodzimy piłkarski związek przeżywa chwile ulotnej chwały. Dokładnie takiej, jaką przeżywał każdy selekcjoner w oczach redaktora Romana Kołtonia. Chwały, która  przy pierwszym większym niepowodzeniu Lewandowskiego i spółki zniknie tak szybko, jak się pojawiła. Zanim to nastąpi można szczycić się, że jest się blisko wielkich piłkarzy, wyników i cudownej atmosfery, a nagrody w postaci „serduszka” na Twitterze lub „like’a” na Facebooku traktować jak zwycięstwo w najważniejszym meczu sezonu.
Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, gdyby takie zachowanie dotyczyło szarych kibiców, dla których jakakolwiek interakcja ze swoim idolem może być bardzo ważnym wydarzeniem. Co innego, gdy dotyczy to dziennikarzy sportowych! Wytworzyła się w naszym piłkarskim środowisku ogromna grupa wzajemnej adoracji. Prawdziwa armia sommelierów, która za krople wina ze stołu zrobiłaby wszystko.
Pod dywan…
Pijany Peszko? Żaden problem! Lewandowski robi kwas w Bayernie? Co tam, niech mu cholerni Niemcy dadzą wreszcie odejść. Przesmycki chciał dobrze, a wyszło jak zwykle? Nie ma tematu, mali ludzie go atakują! To tylko kilka przykładów z ostatnich dni. Tak naprawdę działalność PZPN nie jest pod żadną kontrolą medialną. Nikt nie odważy się wytknąć błędu obecnym władzom. Prezes związku może pisać publicznie „Gość jest pierdolnięty”, wyśmiewać otrzymany prezent, obrażać kibiców, kpić, czy wprowadzać bzdurne limity obcokrajowców. Może wszystko. Za to, za co wręcz szkalowany byłby jego  poprzednik, obecny prezes jest wręcz chwalony. Obecnie każda osoba, która zechce – choćby nie wiem jak rzetelnie – skrytykować obecny związek zostanie wyśmiana przez armię obrońców z piórem w dłoni.
Sytuacja trwać będzie pewnie do czasu końca przeżywanej przez naszą reprezentację hossy. Gdy już skończą się wyniki, atmosfera i niektóre reprezentacyjne kariery – skończą się i profity. Wypada mieć nadzieję, że wróci wtedy odwaga, rzetelność i nastąpi dogłębna analiza kondycji naszej piłki. Zawiera ona bowiem wiele ciemnych stron, stanowiących zdecydowaną większość tej naszej piłkarskiej rzeczywistości.

 

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z PZPN