Obserwuj nas

Felietony

Płonie ognisko przy Łazienkowskiej | Liga po mojemu odc. 52

na Łazienkowskiej Kucharczyk

No i stało się. Po przegranej z Wisłą Kraków Łazienkowska płonie, a z szafek w szatni wypadają kolejne trupy. Nic nie jest tak jak powinno, nie wiadomo czy leci z nami pilot, a tak w ogóle czy ktokolwiek wie gdzie lecimy? Zapraszam na moje przemyślenia odnośnie Legii Warszawa.

Kibicom trudno się dziwić, są wściekli! Przecież my nigdy nie przegraliśmy 9 spotkań w lidze, poprawcie mnie jeśli się mylę. Niby w gablocie wszystko się zgadza, ale od półtora roku trudno mi znaleźć dobry mecz w wykonaniu Legii. Może trochę przesadzam, ale na palcach jednej ręki te mecze policzę, a to zdecydowanie za mało. Legia przeszła rewolucję, wymieniono wszystko, nawet stół do piłkarzyków w gabinecie prezesa, a efektów jak nie było tak nie ma. Przegrywamy praktycznie ze wszystkimi i to czasem w poniżającym stylu.

Dla młodych kibiców Legii to szok, nie są przyzwyczajeni do takich blamaży i nigdy zapewne się z tym nie pogodzą. Starsi kibice mają trochę łatwiej. Pamiętają chude czasy. Legia wtedy mogła pomarzyć o Mistrzostwie Polski. Były lepsze ekipy, a u nas przy Łazienkowskiej była bieda i amatorszczyzna w zarządzaniu. Dla tych kibiców te bogate w tytuły czasy to coś pięknego, ale też z drugiej strony tym kibicom nie odbiło. Twardo stąpają i nadal są na ziemi. Nie odlecieli w przestworza jak manekin w czerwonej Tesli Roadster. Nie zrozumcie mnie źle. Dla tych kibiców ostatnie wyniki Legii to też negatywne emocje, ale bogaci w doświadczenie wiedzą, że to minie, nie wiemy tylko kiedy. Cierpliwość to słowo klucz.

Grzechów spis powszechny

Tak jak już wspomniałem, u kibiców się ulało i zaczęli pisać co im się nie podoba. Na pierwszy ogień poszedł trener. Z Jagiellonią wpadł podobno na genialny pomysł motywacyjny i puścił w bój panią psycholog. Ta 30 minut przed meczem, motywowała facetów do walki na siarczystym mrozie w dodatku z bezpośrednim przeciwnikiem do tytułu. No, że tak powiem średni pomysł. Skończyło się – tak trochę z diabolicznym poczuciem humoru – na przemotywowaniu chłopaków, bo zaliczyli czerwoną, a mogli nawet dwie.

Nie popadajmy jednak w skrajności. Psycholog w sporcie profesjonalnym jest potrzebny, no chyba że jest się Frankiem Smudą, wtedy nie. Jednak musi to mieć ręce i nogi. Wrzucanie biednej kobiety do szatni tuż przed meczem, to gotowy przepis na katastrofę. Trenerze czas odświeżyć książki o psychologii sportu ;).

Druga strona medalu

Drogi piłkarzu, drodzy członkowie sztabu szkoleniowego. Po to jesteście ZESPOŁEM by takie rzeczy obgadać we własnym gronie. Po to jest rada drużyny, by pójść do trenera i powiedzieć „Trenerze z tą panią psycholog to pomysł do dupy! Chcemy więcej treningów taktycznych, chcemy wiedzieć więcej o rywalach„. Narzekanie na wszystkich i wszystko bez próby rozwiązania problemu we własnym gronie to naprawdę słaby pomysł.

Piłkarz nie wielbłąd, pić musi

Jak już temat Jozaka został wyczerpany, na stos wrzucono Pazdana, który z niezidentyfikowaną grupą piłkarzy Legii udał się na pijacką imprezę. Pierwsze pytanie jakie się nasuwa: Czy po przegranej wypada iść na imprezę we własnym gronie? Moim zdaniem wynik ostatniego meczu nie ma znaczenia i jeśli to ma pomóc w integracji zespołu lub jego części to jak najbardziej. Zwłaszcza jeśli do najbliższego meczu Legii dwa tygodnie.

Pytanie numer dwa: Czy można spotykać się w małych grupach i czy to nie pogłębia podziałów? Tu diabeł tkwi w szczegółach. Jest tak, że w dużej grupie jaką jest drużyna są różne osobowości i nie każdy ma ochotę na wyjście. Są też tacy którzy nie dostaną zgody żony, tacy co wolą spędzić czas na bieganiu albo na podróży do rodzinnego domu. Jeśli impreza była ogłoszona w szatni to super, jeśli nie to słabo, ale też nie robiłbym tragedii. Ja ogólnie myślałem, patrząc na mecz, że tam w ogóle nie ma grup, że każdy sobie rzepkę skrobie. Tu jednak okazuje się, że są grupki, więc połączyć je teraz w jedną grupę powinno być łatwiej.

Dlaczego nie ma formy?

Jedni jasno wskazują, że winny jest trener, a raczej praktykant zwany przez jego adwersarzy Panem Jozakiem. To on nie potrafi trenować, uparł się na dziwną taktykę, wyręcza się Panią Jolą jeśli chodzi o motywację, nie przekazuje informacji o rywalu. Ogólnie jest do natychmiastowego wyjebania. Dla mnie to zbyt pochopne i proste wnioski. Zgodzę się, że trener Romeo Jozak popełnia błędy, jednak znajdźcie mi takiego trenera który ich nie popełnia. Janek Urban non stop trenował siatkonogę. Maciek Skorża grał trójką defensywnych pomocników. Za Berga piłkarze non stop ćwiczyli taktykę i mieli za mało swobody. Staszek Czerczesow preferował piłkę archaiczną z lat dziewięćdziesiątych. Besnik Hasi umiał w transfery, ale nie umiał rozmawiać z Polakami a Jacek Magiera był za miękki i nie ćwiczył taktyki. Jak widzicie trener bez wad nie istnieje, lub skutecznie omija Łazienkowską 3.

Najważniejsze w życiu trenera jest szybkie wyciąganie wniosków i zarządzanie kryzysem w taki sposób by drużyna zrobiła progres. Mam nadzieję, że Jozak już nie wpadnie na robienie rewolucji na Florydzie, nie wpuści bezpośrednio przed meczem pani psycholog od motywacji i wreszcie spróbuje ustabilizować skład. Dobry trener to taki, który potrafi przekuć trening na mecz. Dobry trener niestety potrzebuje czasu. Doskonale zobrazował to Michał Probierz pokazując doniczkę i proces kiełkowania roślin. Zaś najgorszy to taki, który myśli, że zjadł wszystkie rozumy i traktuje wszystkich z góry. Taki niestety szybko straci zaufanie grupy jak i całego klubu. Mam nadzieję Romeo, że nie będziesz taki zły jak cię malują teraz kibice.

Cierpliwość przy Łazienkowskiej

Zalecam cierpliwość drodzy kibice. Mamy nowych zawodników a Ci wyglądają na papierze bardzo solidnie. Niestety przytrafiły nam się kontuzje i kartki na kluczowych pozycjach. Ta budowa jeszcze nie jest zakończona. Ba, tu nawet jeszcze ławy dobrze nie wyschły. Ja też chciałbym Mistrza Polski, ale w tym sezonie będzie o niego cholernie trudno. Jednak bez naszego wsparcia nie będzie to możliwe. Ugaśmy pożar na Łazienkowskiej, a niech zapłoną nam znów nasze gardła zagrzewając nowych zawodników do walki.

Pokażmy im co to jest DNA Legii Warszawa.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony