mozg drughr popierdolki

Był 13 wrzesień AD 2017, gdy Dariusz Mioduski obwieścił światu: Habemus! Z branżowego niebytu wyciągnął z kapelusza, niczym prestidigitator królika, nowego trenera Legii. Postać powszechnie znana i szanowana. Problem jedynie w tym, że znana jedynie w wąskim kręgu i szanowana z dokonań innych niż trenowanie dorosłej drużyny. Tym niemniej zatrudnienie Romeo Jozaka, patrząc na ówczesną sytuację w klubie, na rozkład drużyny, na brak pomysłu Magiery, na przywiązanie się znajomych i pokornych światu nazwisk o wątpliwej jakości merytorycznej, mogło być pomysłem z rękami i nogami. Jozak dostawał wielką szansę wnosząc za to całe know how odnośnie budowania struktur akademii, jej funkcjonowania oraz zapewne spore rozeznanie na bałkańskim rynku transferowym.

Chorwacka banda

Chorwaci przyszyli w bandzie. Wydawało się, że czterej amigos (Jozak, Kepcija, Sos, Klaufric) są układem naczyń połączonych nierozerwalnie. Osobiście byłem zdania, że niemożliwe było usunięcie jakiejkolwiek z tych cegieł nie naruszając struktury chorwackiego pomysły Dariusza Mioduskiego. Jak widać myliłem się… chociaż czy na pewno? Czas pokaże.

Jozak potrafi pięknie opowiadać o piłce. Jest wizjonerem, ma ogromną wiedzę na temat futbolu…. niestety, co okazało się ostatnio, jedynie teoretyczną. Ale jaka ta teoria była piękna! Elegancki angielski, europejski styl bycia, kultura, rzeczowość, elokwencja, znajomości, Luka Modric. Było wszystko – poza trenowaniem. Było widoczne aż nadto, że się uczy trenerki; popełniał błędy, dokonywał złych wyborów personalnych, źle reagował na nawarstwiające się w drużynie kryzysy. To trochę tak jakby studentowi medycyny, po pokazaniu operacji na Youtubie, ktoś polecił zoperować krwiaka mózgu – nie zawsze musi się to udać. Jozak zasiadł w drużynie na tronie boga imperatora, z którego starał się dowodzić swoją armią śmiertelników.

To jak dowodził niech pokaże statystyka (za transfermarkt)

213 dni pracy

27 meczów

16 zwycięstw – 3 remisy – 8 porażek

1,89 punktu na mecz

Z całym szacunkiem, ale takie cyferki byłyby akceptowalne z drużynie pokroju Śląska Wrocław czy Zagłębia Lubin. Na Legię to wynik katastrofalny. Aż strach pomyśleć co byłoby, gdyby doszły mecze w europejskich pucharach i granie w środku tygodnia.

Legia transfers

Po stronie błędów nie należy zapominać o źle przeprowadzonym zimowym okienku transferowym. Niewłaściwe zbalansowanie drużyny nie jest oczywiście winą tylko i wyłącznie trenera, ale jako jedno z ważnych ogniw grupy whatsapp “LEGIA TRANSFERS” miał on wpływ na profil zawodników sprowadzanych. Na ławce rezerwowych w ostatnim meczu z Zagłębiem siedzieli: Cierzniak, Broź, Astiz, Mauricio, Cafu, Pasquato, Kucharczyk. Pomijając bramkarza…. 4 graczy defensywnych, 2 ofensywnych. I nagle w sytuacji, gdy trzeba gonić wynik, nie bardzo jest co zrobić. I niech nikt nie wypomina tu kontuzji Eduardo i Radovicia, bo doskonale wiemy, że w ostatnim czasie pożytku z nich nie było.

Dodatkowych informacji, choć w zakamuflowany sposób, dostarczyła nam niedzielna konferencja Mioduskiego i Kepciji. Właściciel Legii powiedział:

(…) Nie bazuje jednak na emocjach podejmując decyzje dotyczące klubu. Od dłuższego czasu było wiadomo, co chcemy osiągnąć w tym sezonie. Są jednak inne ważne kwestie, które nie działały w ostatnim czasie. Ta zmiana ma pomóc w naprawie pewnych rzeczy. Nie chcę mówić o szczegółach tego, co nie grało – nie będę pomagał naszym rywalom. W każdym z meczów piłkarze walczyli i chcieli dać z siebie wszystko. Nie widziałem jednak do końca głowy. Widzieliśmy grupę zawodników, ale nie zespół.

(…)

Podejmuję decyzję na podstawie wiedzy, jakiej dziennikarze mieć nie mogą.

Coś ewidentnie nie trybiło, kółka zębate mechanizmu Legii zatarły się. Wał korbowy złamany. Oś drużyny przestała funkcjonować. Przeniesienie napędu zapieczone, a skrzynia biegów zakleszczyła się na 2 biegu. Ktoś się wkurwił i zmienił mechanika.

Co dalej?

Prawdopodobnie dotrwanie do lata ze zminimalizowaniem strat. Pomimo buńczucznych zapowiedzi o utrzymaniu celów na sezon, są one już tylko wypowiedziami. Osobiście uważam, że w klubie pogodzeni są już z utratą mistrzostwa, traktując je jedynie w kategoriach “a jak przy okazji się uda to będzie fajnie”. Legia jest rozbita wewnętrznie, w szatni panuje bałagan, a w gabinetach mętlik. Niestety Jozak nie był jedyną osobą w klubie uczącą się swojej roli. Dariusz Mioduski miał jednak tę przewagę nad chorwackim trenerem, że był jego przełożonym. W innej sytuacji sam mógłby się spodziewać wypowiedzenia umowy za błędy, które popełnił, a które odbijają się teraz karykaturą w krzywym zwierciadle Ekstraklasy.

Mimo tego wszystkiego bardzo cenię Romeo Jozaka, jego wiedzę i wizję. Gdybym miał wskazać osobę, z którą chciałbym o piłce porozmawiać, wskazałbym na niego. Będę kibicował Jozakowi w dalszej karierze, pomimo porażki jaką poniósł. Może po prostu nie był jeszcze gotowy.

Popełniłem kiedyś tekst pt “Oczyszczenie w ogniu”. Odnosił się on do innej sytuacji; i choć minęło kilka miesięcy znowu wracamy do punktu wyjścia. Płonie ognisko na Łazienkowskiej.

 

SKOMENTUJ WPIS KIBICA

Zostaw swój komentarz
Please enter your name here