Obserwuj nas

Pismo Kibiców

Diagnoza wstępna

  • UGHR
Rewolucja w Krakowie

Polska piłka nożna umiera. Zapada się, kurczy, jak zgniłe jabłko. Nie zrobisz z niego ani szarlotki, ani kompotu. Należy je wyrzucić, zanim zalęgnie się robactwo. Nadwiślańską kopaną od dawna w przepaść spycha złe zarządzanie, polityka transferowa, niedokształcone kadry, bufonada i zawiść, niedofinansowanie, fatalne rozwiązania prawne, nierzetelne dziennikarstwo, przepłaceni piłkarze jak i sędziowie.

Rosnący dystans finansowy między ekstraklasą, a innymi profesjonalnymi ligami jest zjawiskiem tak oczywistym, jak to, że po niedzieli jest poniedziałek. Zostaliśmy w tyle tak daleko, że momentami nie widać nas we wstecznym lusterku… Pod każdym względem. Polska piłka ogniskuje w sobie wszystko, co złe i kiepskie, stając się wyraźnym ostrzeżeniem dla innych: Nie rób tak! Poszukaj przeciwnego wyjścia, niż to, do którego podążają oni, czyli…my, Polacy. Nasza piłka to głównie wygórowane ambicje, oczekiwanie mocarstwowości. Tyle, że z czym do ludzi? Chcielibyśmy wychowywać kolejnych Lewandowskich, sprowadzać do klubów wyłącznie Vadisów i Rudniewsów, sprzedawać za miliony (bo skoro mogą Chorwaci i Serbowie), grać regularnie w LM, kasować gazyliardy z NCPlus, UEFA, FIFA i UNESCO. Taki plan mamy od zawsze. Od zawsze na papierze.

***

Mam wrażenie, że tu wszystko odbywa się na zasadzie przypadku, ślepego farta, szczęścia, pecha lub rzutu kostką. Wypalił Maor Melikson? Ściągajmy Izraelczyków! Nikolic strzelał jak karabin maszynowy? Bierzmy Węgrów! Astiz kiedyś się sprawdził? Bierzemy Tito, Descargę i Arruabarrenę! Groteskową wręcz ciekawostką jest zaciąg słowacki. Niby wybieramy, przebieramy u sąsiadów, a jak przychodzi weryfikacja, to ci negatywnie zweryfikowani, odrzuceni przez Ekstraklasę wywalają nam dwie drużyny z pucharów. Budujemy, tymczasowo, chaotycznie, na wariata. To strategia oparta na podstawie jednorazowych wyskoków. Hmmm… A naszą jedyną, pewną strategią jest…brak jakiejkolwiek.

Cierpliwości, na każdym szczeblu nie uświadczysz. Zaczynając od piłkarza, który po trzech dobrych meczach nosem zawadza o chmury i przez uchyloną szybę nowej Panamery zapowiada, że przyjmie tylko oferty z topowych klubów Europy, prychając z politowaniem na “niegodne jego uwagi”. Niecierpliwość trenerów, niezdarnie mocujących się z materiałem z którym przyszło im pracować, szkoleniową wizją godną wielkiego strategosa forsują rozwiązania, których polski piłkarz nigdy nie ogarnie. Niecierpliwość właścicielsko–dyrektorska zmieniająca koncepcje rozwoju drużyny z sezonu na sezon, lub jak w Warszawie z rundy na rundę. Na końcu mamy niecierpliwość kibiców, oczekujących wysokiej jakości gry, transferów, zwalniających po jednym meczu, wynoszących pod niebiosa po następnym. Różnica jest taka, że kibic ma wielkie prawo żądania jakości. Problem w tym, że niekiedy traktowany jest jako zło konieczne, niepotrzebny dodatek w tym cyrku! Bo jak inaczej wytłumaczyć zamykanie trybun, nie wpuszczanie kibiców gości, zakazy wyjazdowe?

***

Zmieniane formy rozgrywek, ograniczenia gry zawodników spoza UE, tarcia pomiędzy PZPN i ESA, głupkowate propozycje przymusowej gry młodzieży, balansowanie prezesa na granicy prawa oraz dobrego smaku. To wszystko przypomina działania idioty myślącego, iż herbata zrobi się słodka nie od wrzucenia do niej cukru, lecz od samego mieszania. Ani PZPN, ani pączkujący na jej ciele bąbel ESA (a raczej, jak uważa PZPN – wrzód) nie ma najmniejszego zamiaru pomagać klubom, skupiając wszelkie swoje siły na dywersyfikowaniu zysków oraz narzucaniu klubom kolejnych pseudorewolucyjnych, mających podnieść poziom, pomysłów.

Kluby grające w pucharach nie mają prawa liczyć na jakiekolwiek ustępstwa. Coś takiego, jak przeniesienie meczu ligowego, by dać szansę lepszego przygotowania do meczu w eliminacjach LE czy LM jest równie realne, jak śnieg w lipcu… w Chorwacji. “Pchaliśta się do pucharów, to teraz się męczta i kombinujta”. Z drugiej strony, nieustające utyskiwania na niskie współczynniki klubowe i ligowe wymuszające start w pre–eliminacjach eliminacji pucharów co roku zalewają w lipcu media związane ze sportem. Hipokryzja czy schizofrenia? Do tego dziennikarze na telefon, pióra na sprzedaż, redaktorzy do kupienia za bilet lub koszulkę, za darmowy talon od bukmachera. Obraz polskiej piłki.
Brak właściwego ustawodawstwa, odpowiednich paragrafów, projektów wspierających kluby w walce z przestępcami stadionowymi, wsparcia kibiców, którzy stali się ofiarami wadliwego systemu. Polityczna gra nastawiona na zebranie odpowiednio dużego elektoratu. Usta pełne frazesów i pustych obietnic.

***

Na drugiej szali leży nieoczekiwany sukces kadry narodowej. W żaden sposób, racjonalnie nikt nie jest w stanie wytłumaczyć jakości piłkarskiej mijającego już pokolenia, którego zwieńczeniem były eliminacje i samo EURO 2016. Po mojemu – w tym turnieju skumulował się szczyt formy naszych reprezentantów, a trener postanowił im za bardzo nie przeszkadzać. Co pokazała przyszłość (teraźniejszość)? Ani oni tacy fantastyczni, ani trener taki wizjoner. Ot w konkretnym czasie, w konkretnym miejscu wszystko się idealnie spięło. Kibice mogą już ochłonąć. Fala rezygnujących z gry w kadrze nadchodzi. Pokolenie Błaszczykowskich, Piszczków, Pazdanów i Lewandowskich przemija. Co najgorsze – podobne nieprędko powróci.

„Wszechpolityka” nastawiona na doraźny sukces, natychmiastowy zarobek, brak wizji, a raczej uporczywa modyfikacja tej wizji powoduje, że cały „wszechświatek” polskiej piłki systematycznie dąży do implozji. Zgaśnie jak umierająca gwiazda, którą nigdy właściwie nie był. Nie dostrzegam tu dobrego zakończenia.

•••

Finansowo jesteśmy w ogonie Europy, sportowo dystansuje nas Eurazja. Kibice Legii nie chcą trafić na kazachską Astanę, belgijska klasa średnia wydaje się ścianą nie do przejścia dla Lecha i Jagiellonii, Spartak Trnava i AS Trencin podstawiły nogę Górnikowi i Legii. Reprezentacja dostaje solidne lanie, rozpada się na naszych oczach.

Jeżeli ludzie odpowiedzialni za polską piłkę nie zweryfikują sami siebie, nie zaczną współpracować, rozmawiać nad systemowymi rozwiązaniami, nie zaczną lobbować za odpowiednimi ustawami, degrengolada będzie postępować z siłą tsunami, choć ja… nie mam złudzeń. Przełomu nie spodziewam się. Skąpany we własnym sosie układ leśnych dziadków, nie ma ani wiedzy, ani ochoty zabrać się do gruntownej reformy. Dlatego też w głęboko czarnych barwach rysuje się przyszłość polskiej piłki nożnej… i dobrze Wam radzę. Porzućcie wszelkie nadzieje, bo dobrze już było.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Pismo Kibiców