Obserwuj nas

Lech Poznań

Krakowskie mission impossible

Krakowskie mission impossible
To Wasza wina! Nic nie poszło nie tak, jak powinno! Po szybkim 2-0 miałem już w głowie gotowy tekst, w którym narzekam, tnę równo z trawą, wkurzam się i co? I zepsuli mi całą zabawę! Przez naszych piłkarzy, przez ich wybujałą ambicję w dążeniu do celu, cały mój wysiłek poszedł na marne! I jeszcze trener, który panuje nad sytuacją! Kto to widział, żeby w Wiśle zatrudniać kogoś, kto ogarnia kuwetę i pozbywa się „zgniłych jaj” z drużyny? To może jeszcze… Nie no dobra, żartowałem, wcale tak nie myślę. Zapraszam na tekst, w którym pochylę się nad akcją, o której można powiedzieć, Krakowskie mission impossible.

Podziękowania

Na samym wstępie chciałem powiedzieć, że czuję się zaszczycony, że nasz trener, Pan Maciej Stolarczyk czyta moje teksty. Nie wierzycie? Mówię prawdę! Czyta teksty moje, czyta #PoKrakosku, które robimy razem z Danielem. Powiecie, że mi od tego zwycięstwa wybiło któryś bezpiecznik i bredzę. Więc jak wytłumaczycie, że ledwo rzuciłem pomysł o graniu Bartoszem do 60 minuty, by potem wpuścić Bogusia, a trener już zastosował taki myk? Nie ma co polemizować z faktami! Także trenerze, gdyby trener miał jakieś miejsce w sztabie szkoleniowym, to chętnie się tam zjawię.

Co to się dzieje wąski?!

Dobra, pożartowaliśmy, okruchy pozamiatane, to do rzeczy. Mecz, który śmiało można nazwać jednym wielkim nieporozumieniem. Tutaj nic nie wyszło tak, jak normalny człowiek mógłby przewidzieć, że się stanie. Wisła nie odrabia strat, a już na pewno nie z 2-0, grając na wyjeździe. Rezerwowi dostający szansę na grę od początku, nie odmieniają gry zespołu. Takie są reguły gry w ekstraklasie i z nimi się nie dyskutuje! Nie zdziwię się, jeśli Lech wystosuje pismo do komisji ligi o przyznanie walkowera. Powodem będzie niesportowe zachowanie Wiślaków, którzy najpierw podpuścili Lechitów, dając sobie wbić dwa gole, by potem im złoić dupę przy świadkach zasiadających na trybunach.

A trzeba oddać Poznaniakom, że wcale nie grali złego spotkania. Powiem więcej, prezentowali się bardzo dobrze i mieli pełne prawo czuć, że mecz mają pod kontrolą. Wprawdzie Biała Gwiazda na początku spotkania, w swoim stylu, sprawnie zawiązywała akcje, ale wielbłąd duetu Sadlok – Lis, a potem karny po zagraniu ręką Pietrzaka, skutecznie zniechęcił gości.

Dwie różne połowy

Nadmienię, ze po raz kolejny. Zmienił się tylko przedział czasowy i w tym meczu to druga połowa była lepsza od pierwszej. Nie wiem czym jest spowodowana ta asymetria. Być może to założenia trenera, który nakazuje piłkarzom zwolnić na chwilę, żeby złapać drugi oddech, być może brak koncentracji. Nie wiem, wiem jednak, że nasz zespół nie gra póki co na równym poziomie. Oczywiście mnie to nie przeszkadza, dopóki wynik będzie korzystny, ale jest tutaj trochę do poprawy w tym elemencie.

Rezerwowi

Nie ogarniam tego tematu. Chociaż nie lubię patrzeć w statystyki, bo uważam, że używa się ich, kiedy nie ma się innych sensownych argumentów, to muszę się podeprzeć. To był dopiero trzeci występ Kostala w dłuższym wymiarze czasowym, w naszej drużynie. Co ma trener Stolarczyk, a czego nie mieli poprzednicy, że przy pierwszej możliwej okazji, ten chłopak zalicza taki występ? Pomijam fakt, że gdybym nie znał jego dorobku z tego meczu, to powiedziałbym, że go nie było na boisku, a do zmiany nadawał się w 35 minucie, bo tak ociężale wracał do obrony. Na szczęście je znam, i zadaję kolejne pytanie: Dlaczego tak późno? Przecież to jest zmarnowany rok.

Kolejne pytanie o drugiego ze zmienników – Bartosza. Kto wpadł na taki idiotyczny pomysł, żeby go wypożyczać? Przecież on miał taki okres, że w każdym meczu, w którym wchodził z ławki, dawał bardzo dużo z przodu. Nie chcę nawet zgadywać, gdzie moglibyśmy być, gdyby w poprzednim sezonie był alternatywą dla słabo grającego Bogusia.

***

Lis, bo jego też traktuję jako rezerwowego, musi ostro wziąć się za siebie, jeśli nie chce przepaść w odmętach ławki rezerwowych. Pierwszy element: wyjścia do dośrodkowań. No tutaj jest mega dramat. Gościowi ktoś przykręcił korki do linii bramkowej. Panie trenerze, skoro Pan już czyta moje teksty ;), to podrzucam pomysł, jak Mateusza szybko nauczyć tego elementu.

Musi wyjść do dośrodkowania z rzutu rożnego, a w drużynie atakującej znajdzie się Pan, dyrektor Głowacki i Wasyl. Tydzień czasu i chłopak nie będzie się nikogo bał w powietrzu. To znaczy, jak już wyleczy wszystkie złamania, skręcenia i zejdzie mu opuchlizna z oczu :).

Drugi element to łapanie prostych piłek. Mateusz nie dość, że większość piłek wypluwa, albo zbija, to w dodatku robi to przed siebie, a nie do boku. W tym elemencie nie mam błyskotliwego pomysłu, jak temu zaradzić, ale zwracam się do czytelników, może ktoś podrzuci jakiś pomysł.

Podstawowi

Zdenek na sto procent odkrył bazar pod Halą Targową. Poszedł tam i na jednym z kocyków, na których rozkładają się Panowie z towarem „za winko”, znalazł to czego mu brakowało. „Jak być skutecznym napastnikiem – poradnik”. Kobra zadziwia nas wszystkich do tego stopnia, że zapominamy już o tym hiszpańskim napastniku na C tak samo szybko, jak zapomnieliśmy o piłkarzu na L, za którego gra teraz Basha. Jeśli utrzyma skuteczność, to nie będzie można pozwolić mu odejść. Boję się jednak, że zaraz po podpisaniu kontaktu, znowu przypałęta się uraz albo obniżka formy. Pożyjemy zobaczymy.

To samo z Kortem. To co robi, przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Być może przesadzam, ale  jestem pod mega wrażeniem jego wizji gry. Być może nie wszystkie podania dochodzą celu, ale szybkość podjęcia decyzji u tego chłopaka jest imponująca. No i muszę dodać, że ja wolę, jak piłkarz zagra 5 ryzykownych podań i 3 dojdą celu stwarzając okazję, niż jak klepie do najbliższego na alibi. Brawo!

Bardzo cieszy mnie też fakt, że przełamał się Imaz. Widać było, że każda zmarnowana sytuacja ciągnie go mentalnie w dół. Całe szczęście, że jest VAR, bo inaczej nie miał by na koncie tej fantastycznej asysty do Ondraska. Wracając do Jesusa. Po akcji ze Zdenkiem znów złapał luz, którego tak bardzo mu brakowało w ostatnich spotkaniach.

Niech mówią co chcą

Ja wiem, że wiele osób przed tym meczem miało o naszym klubie wyrobione zdanie. Że do bogatego Lecha, robiącego milionowe transfery, przyjechała biedna Wisła. Z niedoświadczonym trenerem, autokarem najpewniej zatankowanym na krechę i z głodnymi piłkarzami, którzy w torebkach zamiast żelu, mają płyty ze swoimi skillami i CV do rozdania na loży VIP. Grają ciekawą piłkę, ale to pewnie po to, żeby się zareklamować i uciec z klubu.

I ta szargana problemami drużyna, rozsmarowuje faworyta na jego terenie 2-5, który do meczu z Wisłą nie stracił punktu! To ja się pytam, gdzie jest klucz, do rozwiązania tej zagadki? Co w tej lidze jest pewne? Gdzie sens i logika? Czy podtrzymamy formę i będziemy potwierdzać naszą klasę z meczu na mecz, czy jednak po rozbudzeniu apetytów spektakularnie przydzwonimy łbami o ziemie?

Słowo o frekwencji  

Jeśli po tym sukcesie, jakim niewątpliwie jest rozgromienie Lecha Poznań na ich stadionie, nie ruszycie swoich szanownych zadków, żeby z trybun podziękować drużynie za wysiłek włożony w tamto spotkanie, to odpowiedzcie sobie na pytanie, czy to jest postawa godna kibica Wisły Kraków i czy możecie się z czystym sumieniem powiedzieć, że jesteście z nią na dobre i na złe…

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Lech Poznań