Obserwuj nas

Wywiady

Nie ma sentymentów

fot. Jakub Ziemianin

Małgorzata Sanetra. Z wykształcenia politolog i Pr-owiec. Przez wiele lat związana z klubem TS Podbeskidzie Bielsko-Biała. Marketingowiec. Poszukująca wciąż nowych dróg w życiu, w którym, jak się okazuje, nie ma sentymentów.

Małgosiu, nie pracujesz w TS Podbeskidzie ani w innym klubie piłkarskim. Dlaczego? I co teraz się dzieje w Twoim życiu?

To wszystko jest bardzo skomplikowane. Nasz ostatni wywiad był ponad rok temu i wtedy odpowiedziałam, że po TSP zajmę się rodziną, ale moje życie inaczej się potoczyło. Po rozstaniu z Podbeskidziem spotkałam się z prezesami innych klubów, ale problemy są wszędzie takie same. Niskie budżety marketingowe, o zarobkach już nie wspominając. Nie da się pracować tylko dla idei, misji i pasji. Obecnie działam więc w Bielskiej spółce jako kierownik marketingu i PR.

Brak pieniędzy na marketing jest bardzo znany, a przecież marketing jest ważnym elementem klubu.

Owszem. Marketing tworzy cały wizerunek klubu. Składa się z wielu części takich jak: biuro prasowe, „ticketing”, sprzedaż gadżetów, eventy itp. Organizuje więc dokładnie cały dzień meczowy. Kibic widzi tylko to, co dzieje się na boisku, czyli sport, ale to wszystko ktoś musi zorganizować. Musi być eskorta, chłopcy od piłek, osoby do reklam, hostessy na strefę VIP, cateringi, wolontariusze i wiele innych. To musi być bardzo dobrze zorganizowane, a pierwsze co robi się przy cięciu kosztów, to tnie się te działy. Nie szuka się oszczędności w dziale sportowym, gdzie można mieć ich wiele. Za dużo zawodników, kilka posiłków, odnowa biologiczna, przejazdy. Ja rozumiem, że to wszystko jest bardzo potrzebne, ale nieraz jest na wyrost. Kluby nie mają środków na organizację eventu dla dzieci ze szkółki z okazji dnia dziecka, a zatrudniają np. kolejnego nietrafionego psychologa sportowego, którego zwalnia się po 3 meczach, bo dalej są porażki.

Porażki porażkami, ale jakie największe ograniczenia są w polskich klubach?

Tu dużo zależy czy klub jest prywatny, czy właścicielem jest miasto.

Jakie widzisz różnice pomiędzy Ekstraklasą, a 1. Ligą?

Oprócz poziomu sportowego, klubów, które grają w ESA oraz pieniędzy z praw telewizyjnych nie ma wiele różnic.

Czy mieliście wsparcie spółki Ekstraklasa S.A i wspólne działania? Jak je oceniasz?

Ekstraklasa miała wiele pomysłów, które dotyczyły mojego działu, jak np. św. Mikołaja. Zawodnicy wychodzili w czerwonych czapkach, a przed nimi Święty Mikołaj z wielkim workiem i prezentami dla kibiców. Wszystko to było pokazywane w telewizji. Świetny świąteczny mały akcent, a wizerunkowo dużo dający.

No właśnie, bo przecież jest wiele różnych okazji w kalendarzu, które można wykorzystać marketingowo na meczach. Czy kluby zakładają sobie strategie marketingowe i je realizują? Czy raczej działają ad hoc?

Nie mogę mówić za wszystkie kluby, ale z mojego doświadczenia wiem, że wiele planuje się z dnia na dzień. Dlaczego? Bo wszystko zależy od wyniku sportowego. Jak przygrywasz mecz, to wprowadzenie nowego gadżetu, czy zorganizowanie spotkania z kibicami nie jest dobrym pomysłem. Oczywiście akcje stałe z okazji świąt jak dzień dziecka, walentynki, dzień kobiet są organizowane, ale wiele razy musiałam coś odwołać lub zmienić datę właśnie z powodu złego wyniku.

Ciężko zostać event managerem w klubie piłkarskim ?

Kiedyś mój serdeczny znajomy — wtedy z Lechii Gdańsk — powiedział, że jest bardzo mało specjalistów z naszej branży. Jest to spowodowane tym, że ta branża marketingowo-sportowa dopiero się rozwija i nie było potrzeba aż tylu osób na tych stanowiskach. Często osoby, które pracują na stanowisku event managera to ludzie, którzy najpierw działali jako wolontariusze lub były na praktykach, a potem zostały już na stałe. Dlatego nie ma dużej konkurencji i ktoś, kto zaczął swoją przygodę w piłce, po prostu zmienia kluby, a nie odchodzi z branży.

Zmieniłabyś coś, patrząc tak z perspektywy lat pracy w Podbeskidziu?

Dla mnie Podbeskidzie to nie była praca. To był mój drugi dom dosłownie i w przenośni. W życiu staram się działać tak, aby potem tego nie żałować, ale niestety popełniłam kilka błędów. Nie pod względem pracy, ale personalnych.

W wielu rozmowach właśnie podkreślałaś, jak ważni są ludzie wokół Ciebie. Czy oni dalej są w Twoim życiu ?

I tak i nie. Ostatnie sytuacje pokazały mi wiele dobrego i złego oraz to, że nie do końca stawiałam na dobre nazwiska. Po odejściu z Podbeskidzia odpadło mi jakieś 60% znajomych i takie są brutalne fakty. Nie zaskoczyło mnie to akurat, ale osoby z którymi „żyłam” bardzo blisko na co dzień i myślałam, że mogę na nie liczyć, odwróciły się ode mnie, a ci, z którymi walczyłam z różnych powodów, potrafili zadzwonić na facetime w moje urodziny, śpiewając mi sto lat.

Oprócz Ciebie nie ma też kilku innych osób w klubie.

Tak, ale wiesz, co jest najfajniejsze? To, że są oni na wyższych stanowiskach w świetnych firmach.  Paulinka Liszka w ŁKS Łódź, Damian Kupiec w Ustroniance, trochę wcześniej odszedł Mateusz Małek do Blachotrapezu. To są „ludzie z żelaza”. Niezłomni. Kreatywni. Pracujący wiele godzin, czasami bez snu. Chciałabym też powiedzieć o Basi Majdak, która jest dalej grafikiem w klubie, ale ma też wiele zleceń z innych firm. Zresztą dalej współpracuje ze mną, bo obsługuje spółkę, w której pracuje obecnie.

Ciężko było się pożegnać?

Bardzo. Mogę powiedzieć, że mój świat rozsypał się na miliony kawałków. W podobnym czasie, gdy organizowaliśmy mecz reprezentacji U20 umarła mi Tosia (16-letni jamnik), a jak wiadomo jamniki to nie psy. To towarzysze życia w 120%. Następnie Podbeskidzie. Wstawałam rano i miałam pustkę. Czasami chciałam uciec od świata, czasami chciałam uciec od siebie. Nie było i śmiało mogę powiedzieć, łatwo dalej nie jest.

Co Ci dały te wszystkie sytuacje ?

Wiedzę. Doświadczenie. Dowiedziałam się, że nie ma sentymentów oraz że los jest nieobliczalny. Płata nie tylko przykre figle, ale daje też główną wygraną. Jaką? O tym już niebawem.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Wywiady