
Podczas finału Pucharu Polski znów więcej działo się na trybunach niż na boisku. Za nami jeden z gorszych sportowo i lepszych kibicowsko finałów. Jagiellonia czeka na przełamanie. Natomiast w centralnej Polsce, połowa sportowej Łodzi świętuje awans. Witam ŁKS w Ekstraklasie!
„Superman Kelemen” tym razem bez peleryny
Marcin Malawko: Wydaje mi się, że ten mecz idealnie podsumował kończący się (już na szczęście) sezon w Jagiellonii, a na pewno rundę wiosenną. Pomysłu było mało, błędów wiele, a tak naprawdę najwięcej jakości znów dawał Arvydas Novikovas. W defensywie – jak zawsze – wyróżniali się pracujący jak mróweczki: Ivan Runje czy Taras Romanczuk. Szczególnie ten pierwszy może być uważany za jednego z winnych bramki Artura Sobiecha, prawie na równi z Marianem Kelemenem. Chorwacki stoper wraz z Bartoszem Kwietniem nie upilnowali byłego reprezentanta Polski. Wszystkiemu przyglądał się „Superman” pozbawiony swojej peleryny, w której wiele razy imponował odwagą i jakością interwencji. Bramkarz, który przez cały sezon się wyróżniał na tle mizernej obrony i nie można mu było zarzucić zbyt wiele, zawalił jeden z najważniejszych występów w żółto-czerwonej koszulce. A przecież nieuznany gol Paixao to też jego „zasługa”.
Zimowe osłabienia
MM: Może gdyby Jaga grała z napastnikiem z prawdziwego zdarzenia, te błędy miałyby mniejsze znaczenie. Przecież Lechię dało się pokonać. Ale gdy w środku sezonu odchodzi skuteczny Świderski i zastąpić ma go młodzieżowiec, którego jedynym atutem jest to, że w następnym sezonie spełni kryteria nowego przepisu, nie można się dziwić porażce. W finale Klimala przeszedł obok meczu. Wiele razy był przy piłce i powinien stworzyć zagrożenie, ale zamiast tego spektakularnie marnował dobre piłki. Jesienią odszedł też Frankowski, za którego na skrzydle grał nominalny obrońca, od dawna grający poniżej swoich umiejętności – Guilherme. W 2. połowie kilka razy dobrze wszedł w pole karne, zagrał parę niezłych piłek, ale to nie to czego od niego oczekujemy. Problem się nawarstwia, bo gdyby Kostal prezentował poziom za czasów gry w Wiśle Kraków, na skrzydłach nie mielibyśmy problemów. Chyba wszyscy przeceniliśmy zimowe transfery Jagi, dziś dopiero widać ile były warte.
Patryk Kapa: Pomimo Twoich narzekań, trzeba przyznać, że na przestrzeni całego meczu Jagiellonia była zespołem minimalnie lepszym. Lechia uzależniła swoją grę od głośności dopingu swoich kibiców. Jako że oni mieli w pierwszej połowie problem z dotarciem na stadion, tak i sama drużyna nie wniosła praktycznie nic pozytywnego do obrazu tego meczu. Emocje na boisku w pierwszej części spotkania idealnie podkreśla skrót, w którym do przerwy pokazano jedną wartą uwagę akcję. Słownie: JEDNĄ.
MM: Teraz przed Jagiellonią trudna walka o 4. miejsce w lidze w cieniu przegranego finału i rozdawania kart w walce o tytuł. W trzech ostatnich meczach Piast, Legia i Lechia będą obawiały się o to komu „Jaga da, a komu nie da punktów”. Tak czy siak, posada trenera Mamrota znów wisi na włosku i jeśli nie wydarzy się nic nieprawdopodobnego, po sezonie opuści klub. A więc wielkich szans na postawianie na młodych też chyba nie ma, również w najbliższym pojedynku z Pogonią.
„Łączy nas krytyka PZPN”
MM: Nie piłka, jak na oprawie Jagiellonii, a krytyka do PZPN połączyła nielubiących się przecież kibiców z Białegostoku i Gdańska. I tak jeszcze przed meczem mogliśmy usłyszeć dobrze znaną pieśń o Polskim Związku Piłki Nożnej. Liczba kontrowersji w czasie meczu jeszcze urosła. Nie chcę stawać w obronie Zbigniewa Bońka i PZPN-u, ale dziś czego by nie zrobili, będą skrytykowani. Taka moda?
PK: Jeśli kibice nie mogą wejść na stadion w odpowiednim czasie, to znaczy, że coś poszło nie tak. Za organizację imprezy odpowiadał związek, więc krytyka musiała się pojawić. Patrząc na całą sytuację: mogę ją określić słowem: „Patowa”. Zarówno kibice mają swoje argumenty (wszyscy powinni dotrzeć na trybuny o czasie) jak i PZPN (kontrole pod stadionem musiały być szczegółowe, skoro organizator walczy z racami). We wczorajszym „Stanie Futbolu” Czesław Michniewicz wspomniał, że zarekwirowano tonę pirotechniki. Mimo to i tak pojawiły się race. O ile jestem z tej grupy kibiców, którzy nie tylko dla samego meczu przychodzą na stadion, to w tym przypadku organizatorowi się nie dziwię. Z PZPN-u płynie prosty przekaz: nie tolerujemy pirotechniki na stadionie. Jeśli działacze nie chcą robić ze swoich gęb cholew, to muszą nadal przeciwdziałać takim zachowaniom. Niestety na tym muszą w jakimś stopniu cierpieć „zwykli” kibice.
MM: Na Twitterze widziałem porównanie wielkiego stadionu na który może wejść 60.000 ludzi do kina. Ktoś napisał, że cieszy się, że w sali kinowej nie musi pojawiać się 6-7 godzin przed seansem. Tymczasem ja o 14.10-20 nie widziałem wielkich problemów pod bramą numer 11, obok trybuny kibiców Jagiellonii. Także białostoczanie weszli na stadion bez problemów. A Lechiści (wg wypowiedzi rzecznika prasowego PZPN, Jakuba Kwiatkowskiego) pojawili się pod Narodowym już w godzinach porannych i nie chcieli przejść dokładnych kontroli. Ja jestem zwolennikiem kontrolowanego zalegalizowania rac, ale jeśli nie da się tego zrobić, również nie dziwi postawa PZPN. Po doświadczeniach takich jak rakietnice uderzające w dach czy race omal nie trafiające w nogi Arka Malarza, muszą się zabezpieczać. To oni powinni rządzić, a nie kibice Lechii, którzy chcieliby wejść na stadion jak największą grupą bez szczegółowych kontroli.
Oprawa
MM: Przy okazji meczu finałowego zobaczyliśmy na co stać kibiców obu klubów. Oprawy z delikatnym dodatkiem rac chyba bardzo imponujące.
PK: Szczególnie wymowna jest jedna z opraw Jagiellonii. Fani z Białegostoku pokazali różnicę w rozumieniu hasła „Łączy nas piłka” przez fanatyków i np. działaczy.
Weekend dla Łodzi
PK: Ostatni weekend kibice obu łódzkich klubów mogą uznać za udany. ŁKS po 7 latach wraca do Ekstraklasy. Można powiedzieć nareszcie! Co by nie mówić, Ekstraklasa potrzebuje takich klubów jak ŁKS: z wielką historią („Rycerze Wiosny” byli jednym z założycieli obecnej Ekstraklasy), dużą rzeszą kibiców i mądrze budowaną drużyną.
https://twitter.com/lewandowski1961/status/1118536448679059462
MM: Szkoda tylko, że z jedną trybuną. Ale taki Raków nawet tej jednej spełniającej wymogi Ekstraklasy nie ma. Oby w przypadku obu beniaminków nastąpił szybki progres jeśli chodzi o infrastrukturę, bo sportowo mogą bardzo dużo dać lidze. Raków to świeży i nowy trener Papszun, gra trzema stoperami, a ŁKS – przynajmniej dla mnie – wspomnień czar, nie tylko tych dotyczących klubu z Alei Unii Lubelskiej. W ŁKS-ie gra były napastnik Jagi – Łukasz Sekulski, który po pobycie w Chabarowsku na wschodzie Rosji powrócił do Polski. A taki Łukasz Piątek chwilę zniknął ze świecznika i wydawało się, że na hasło „Piątek, Piąteczek, Piątunio” już zawsze przychodzić na myśl będzie Krzysztof.
PK: O ile ŁKS już ma spokojną głowę, to po drugiej stronie miasta jeszcze panuje niepewność. Widzew po serii 10 remisów, wreszcie wygrał. Zwycięstwo pozwoliło wskoczyć Łodzianom na jedno z trzech miejsc premiowanych awansem. Przed piłkarzami jeszcze dwa starcia na szczycie: z Olimpią Grudziądz i GKS-em Bełchatów. Po sobotnim meczu z Ruchem jestem jednak dobrej myśli. Drużyna potrzebowała przełamania, które przyszło w porę. Ta wygrana zawiera również nutę goryczy. Przegrana Ruchu mocno utrudniła chorzowianom misję pt.: „Utrzymanie”. Smutny jest widok upadku jednego z najbardziej utytułowanych klubów w Polsce. Mimo że np. Raków wprowadzi trochę romantyzmu do Ekstraklasy i pokaże, że ci malutcy też mogą coś zdziałać, to w dłuższej perspektywie chciałbym w naszej ukochanej lidze oglądać jak najwięcej klubów z bogatą historią.
Kibic. Piłka Nożna: od A-Klasy do Ekstraklasy.