Obserwuj nas

Felietony

Gliwiccy gentelmani z III klasy upokorzyli bogaczy

„Widzimy wciąż piłkarza Vukovicia, a nie trenera. Piłkarza niedojrzałego, mentalnie grubo przed trzydziestką. Po co to mówienie o „zapierd..”? Zero w tym merytoryki, przecież nawet w naszej lidze, ba – nawet w B klasie wygrywa ten, kto gra najlepiej w piłkę. Psychika ma znaczenie, ale nie „zapierd…”.”

Nowa rzeczywistość – gorsza czy lepsza?

Patryk Kapa: Już od trzech dni żyjemy w nowej rzeczywistości. Czas się powoli do tego przyzwyczajać. Gdyby ktoś przed rozpoczęciem tego sezonu powiedział mi, że Piast zostanie mistrzem Polski, to… pewnie bym mu uwierzył. W końcu ta drużyna gra w Ekstraklasie. Swoją drogą, ekipa Waldemara Fornalika zrobiła niedźwiedzią przysługę mniej zamożnym klubom z polskiej ligi. Z jednej strony gliwiczanie pokazali, że będąc tym małym można nawet na przestrzeni całego sezonu zasiąść do stołu z większymi. Ba, oni się nawet przy tym stole rozgościli. Z drugiej, Piast włożył między bajki argument włodarzy mniejszych klubów, że bez odpowiednich środków czegoś poważnego w piłce osiągnąć się nie da. Kibice wtedy mogą powiedzieć: Prezesie, Piast zwyciężył, to i my możemy!

Marcin Malawko: Jeśli oglądałeś (i pewnie płakałeś, choć do tego się nie przyznasz) Titanica, pewnie pamiętasz scenę, gdy narzeczony Rose trochę z konieczności zaprosił na kolację podróżującego trzecią klasą Jacka. Jego wygląd skwitował prześmiewczym: „Wyglądasz prawie jak gentelman”. Właśnie takie podejście do Piasta i jemu podobnych mieli możni tej ligi, w szczególności Legia. Wydawało im się, że w Gliwicach jedzą łapami, a od święta – drewnianą łyżką. „I tak panowie, i tak Legia mistrzem” nie było tylko na oprawie i w umysłach kibiców. Było przede wszystkimi w pozbawionej pomysłu głowie Dariusza Mioduskiego. Skoro rok temu udało się wygrać mistrzostwo asystentem trenera, to i tym razem miało się to udać. Skoro od lat warszawiacy przyspieszali dopiero na finiszu, a rywale potykali się o własne nogi, to mistrzostwo miało być znów gwarantowane. A przedłużenie umowy z Vukoviciem tuż przed końcem sezonu jest według mnie najlepszym dowodem na takie zgubne myślenie.

PK: Kiedy spojrzymy na  zdobywców mistrzostw Polski w ostatnich latach, to Legia bezsprzecznie góruje nad rywalami. Jednak gdy przyjrzymy się poszczególnym sezonom, to nagle się okaże, że warszawiacy wygrywali ligę zaledwie kilkoma punktami nad drugą drużyną. Ostatni tytuł Legioniści zdobyli głównie za sprawą mierności swoich przeciwników. „Wojskowym” ten sezon po prostu nie wyszedł. Mieli na jego przestrzeni kilka kryzysów, a i tak bili się prawie do końca o mistrzostwo. Gdyby w tym roku szalona ekipa „Waldka Kinga” nie sprawiła niespodzianki, to dziś puchar byłby w Warszawie. To pokazuje, w jakim miejscu są obecnie najpoważniejsi kandydaci do wygrania ligi jak np. Lechia czy Lech.

Forssie wróć!

PK: Zakończenie sezonu to czas pożegnań. Za Zagłębiem nie będę tęsknił. Można powiedzieć, że większość kibiców Ekstraklasy było przygotowanych na jego odejście. Natomiast Miedzi ogromnie mi szkoda, bo mimo wszystko wniosła do Ekstraklasy coś świeżego. Po awansie przedłużono kontrakt z trenerem Nowakiem aż o 5 lat, co dobitnie pokazało, że Miedź chce budować na solidnych fundamentach, a nie na kiju od nowej miotły. Nie mogę nie wspomnieć o Forsellu. Cała liga śmieje się z gościa, że jest za gruby, że co taki piłkarz w ogóle tutaj robi, a on… też się śmieje i pakuje kolejne gole. Po jednosezonowej przygodzie legniczan z Ekstraklasą już dziś krzyczę: Forsiie (i Miedzio) wróć!

MM: I twoje wrzaski mogą być usłyszane. Trener Nowak na swojej funkcji pozostanie, ale kilku piłkarzy pokazało się w tej lidze i nie jest powiedziane, że nie zmienią klubu. Ja oprócz Forsella widziałbym w elicie jeszcze Joana Romana (piękne gole) i Juana Camarę. A Rafał Augustyniak czy Paweł Zieliński również wyróżniali się w pojedynczych meczach. Pytanie tylko na ile zdeterminowana, by nie rozmontowywać kadry będzie Miedź. W najbliższym sezonie w I lidze w strefie awansu będzie aż 6 drużyn, a z Ekstraklasy spadną 3 ekipy. Może się więc okazać, że np. broniąca się dramatycznie w końcówce ostatniego meczu Wisła Płock zamieni się miejscami z Miedzią. Sezon miały podobny, w Płocku stawiali choć trochę na Polaków, ale większość może postrzegać je przez pryzmat tej ostatniej kolejki i życzyć Miedzi powrotu do Ekstraklasy. Z Wisłą Kraków grali piękną piłkę w ofensywie. Widać, że nie brak w drużynie Hiszpanów. Ale czy nie można było tak cały sezon? Tyle ducha walki i jakości w ataku na pewno przykryłoby dramatyczną defensywę.

PK: Co do stwierdzenia o drużynie Leszka Ojrzyńskiego nie zgadzam się. Już miniony sezon był dla Płocka stracony. Jednak ta drużyna jest po prostu za dobra na walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki. Jeśli w letnim oknie transferowym „Nafciarze” nie zostaną osłabieni, to za rok powitamy ich w grupie mistrzowskiej.

Huraganowy „Vuko” = toksyczny Vuko?

PK: Przed kilkoma laty w TV leciała pewna reklama tabletek uspokajających. Kobietę, która była wkurzona do czerwoności, nazwano „huraganową” Barbarą. Po meczu z Zagłębiem mieliśmy do czynienia z „huraganowym” Vukoviciem. Do Grzegorza Skwary tym wypowiedziom jeszcze daleko. Mimo to posiadam niejednoznaczny stosunek do zachowania szkoleniowca Legii. Na pewno trener powinien trzymać język na wodzy, ale także prawdziwy szef musi w odpowiednim momencie uderzyć pięścią w stół. My, kibice szczególnie przecież cenimy osoby, które nie przynudzają na konferencjach prasowych.

MM: Toksyczna miłość, przywiązanie czy nawet pokazywanie na siłę silnego charakteru. Vuković ośmieszył się pomeczową konferencją. Miałem pominąć słownictwo, ale muszę jednak o tym wspomnieć. Czym innym jest szatnia, prywatne rozmowy czy nawet wywiad piłkarza. Powiedz mi – kto się wypowiada w taki sposób na pomeczowych konferencjach? Przecież politycy, osoby publiczne – Elżbieta Bieńkowska czy też (by wspomnieć o obu stronach barykady i nie być zaszufladkowany jako „PiSior” czy „Platmosfers”) Mateusz Morawiecki przed kamerami są prawie że „święci”, eleganccy, a słownictwo mają wyrafinowane. Dopiero w knajpie u „Sowy i przyjaciół” mówią „Ale jaja”, „O kur..” czy też „Pięć dych co roku płacić, spierd…”.

Okazyjnie muszę zacytować samego siebie. Widzimy wciąż piłkarza Vukovicia, a nie trenera. Piłkarza niedojrzałego – mentalnie grubo przed trzydziestką. Po co te ciągłe mówienie o „zapierd..”? Zero w tym merytoryki, przecież nawet w naszej lidze, ba – nawet w B klasie wygrywa ten, kto gra najlepiej w piłkę. Psychika ma znaczenie, ale nie „zapierd…”. Widziałeś wywiad Sebastiana Szymańskiego? Chłopak był wstrząśnięty jak drink  Jamesa Bonda, ale przy okazji i cholernie zmieszany. Przesadnie się kajał, bo nie „zapierd…”, bo „nie był prawdziwym Legionistą”. Jeśli w tę stronę będzie zmierzał „trener” Vuković, nie wróżę Legii sukcesów. Wróżę za to byłemu piłkarzowi Legii przedwczesnego zwolnienia. Bez warsztatu na samym „zapierd…” daleko się nie zajedzie.

 

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony