Obserwuj nas

Felietony

Błazenada i kpina #Nachłodno

wisła kraków tęcza

Osiem porażek z rzędu. Dwadzieścia straconych bramek i tylko trzy zdobyte. Ciężko mi nawet coś mądrego napisać po kolejnej porażce. Napiszę jak się czuję źle, przez to, że znów zawodnicy Wisły dali się zdominować rywalowi.

Nie wiem, co jeszcze musi się wydarzyć, żeby „Biała Gwiazda” zdobyła jakiś punkt albo chociaż bramkę. Chodzę na mecze tyle lat i tak słabej drużyny już dawno nie widziałem. Nie powiem, że wczoraj było tak źle jak w poprzednich spotkaniach. Przynajmniej kilka sytuacji zostało stworzonych. Przynajmniej zobaczyłem jakieś strzały na bramkę i to w dodatku celne, co po prostu nie jest czymś standardowym w meczach obecnej Wisły. Ale to za mało. To Arce bardziej zależało na tym, żeby wywieźć trzy punkty i jej się udało. Swoją determinacją pokazała, że można wygrywać spotkania. I nie. Nie był to żaden mecz wyrównany, ani taki, w którym decydowało szczęście. Każdy kto obejrzał to spotkanie na pewno pamięta przynajmniej trzy-cztery kilkuminutowe oblężenia bramki Buchalika. Jak za drugim razem uratowaliśmy się złapaniem Arkowca na spalonego, to pomyślałem sobie „No to do trzech razy sztuka” i niestety się nie pomyliłem.

Pozostaje wiara

Naprawdę wierzyłem w to, że uda się wygrać, ale początek drugiej połowy sprowadził mnie na ziemię i to dość brutalnie. Piłkarze znowu wyglądali, jakby nie mieli siły biegać, a co dopiero walczyć. Nie wiem, czy to brak odpowiedniego przygotowania fizycznego czy po prostu w drugiej połowie siadamy mentalnie?

Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałem tak smutny powrót do domu. Niby to tylko mecz, ale człowiek czeka na każdy kolejny po kilka dni i wierzy. Po prostu wierzy, że coś się ruszy do przodu, ale w zamian dostaje tylko kolejne porażki, które pogłębiają kryzys. Mało tego. Znów momentami miałem wrażenie, że piłkarze byli nieobecni. Zwłaszcza po straconej bramce. Nagle tak jakby mieli już to głęboko w „czterech literach”, czy ten mecz przegrają czy chociaż zremisują. Nie potrafię znieść uczucia jak ktoś mnie olewa, jak ktoś przez swoją nieporadność, przez swój brak zaangażowania bije mnie po buzi. A tu znów dostaję w pysk. I to tylko dlatego, że jak głupi wierzę w tę drużynę.

StolarczykOUT

Na koniec muszę poruszyć temat posady trenera Stolarczyka. Tydzień temu broniłem go i mówiłem, że trzeba mu dać jeszcze dwa spotkania do rozegrania, że może nagle coś się ruszy. Ale nic z tych rzeczy. Stoimy cały czas w miejscu. Nie robimy postępów, nawet jak grają praktycznie wszyscy zawodnicy, którzy są zdrowi. I nie będę ukrywał. Zmieniam swoje zdanie i się do tego publicznie przyznaję. Według mnie nic już dobrego nie wydarzy się pod wodzą Macieja Stolarczyka.

No tak, chciałbym zatrudnienia nowego trenera, jak większość z Was, ale wiem, że nie ma na to pieniędzy i pewnie obecny szkoleniowiec dostanie kolejną szansę. Inna sprawa, że ciężko nie odnieść wrażenia, że nasi piłkarze po prostu stracili jakiekolwiek umiejętności. Na obronę Stolarczyka mogę powiedzieć to, że to nie on każe im podawać do rywala, a takich sytuacji wczoraj i w poprzednich spotkaniach było wiele. On odpowiada za taktykę, ale nie za to, że jeden czy drugi piłkarz nie potrafi podać prosto piłki. Pytanie jest tylko jedno, które bardzo mocno mnie nurtuje. Czy stać nas na ten kryzys? Wszyscy wiemy, że spadek oznacza koniec. Nie żadna pierwsza liga. Wtedy od razu lądujemy dużo niżej, bo nie będzie kasy z praw telewizyjnych.

Niestety okres przygotowawczy przed sezonem został albo przespany, albo po prostu źle przepracowany. To na konto trenera leci szpilka w postaci słabej motoryki zawodników. Sił starcza na pierwszą połowę, a później jest czekanie na końcowy gwizdek. Tyle, że przy tym czekaniu przeciwnik wbija nam co najmniej jedną bramkę. Być może też to zauważyliście.

Apel o kulturę do niektórych kibiców

Rozumiem emocje, rozumiem wkur******, ale jak słyszałem podczas meczu, jak kilku kibiców obok mnie stojących obrażało piłkarzy od najgorszych, to aż mi było wstyd za nich. Dużo jestem w stanie zaakceptować: gwizdy, a nawet słynne „Walczyć, biegać i się starać…”. Ale obrażanie jakiegokolwiek zawodnika i wyzywanie go od sku… to już gruba przesada. Trzeba też mieć jaja i wymagać od piłkarzy walki, ale z kulturą. I broń mnie Panie Boże nie chronię żadnego zawodnika Wisły po tym spotkaniu, ale po prostu pewne obycie obowiązuje nas wszystkich. Lepiej swoją złość wyładować dopingując, bo przynajmniej wtedy wiemy, że my – kibice kolejny raz stanęliśmy na wysokości zadania. Pytanie jest jedno: czy piłkarze kiedyś do nas dołączą?

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony