Connect with us

Felietony

Kryzys trwa, ale widać światełko w tunelu #NaChłodno

krajowy hegemon wisła kraków stadion murawa

Wisła Kraków przegrała kolejne ligowe spotkanie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że była to już dwunasta porażka „Białej Gwiazdy”. Małym, ale jednak plusem była postawa jej piłkarzy w ostatnim meczu. Walczyli do końca, stwarzali sobie sytuacje. Jednak za styl nikt niestety punktów nie przyznaje.

Trudno mieć powody do zadowolenia, kiedy przegrywa się dziewięć spotkań w Ekstraklasie z rzędu. Siada sfera mentalna i ta związana z chęcią wygrywania. Wiesz, że robisz wszystko, żeby odmienić swoją sytuację, a i tak po kolejnych dziewięćdziesięciu minutach zostajesz z zerowym dorobkiem punktowym. W niedziele gra nie wyglądała źle. Wisła nie była na pewno gorsza od Lechii Gdańsk. Gospodarze kilka razy w pierwszej połowie fajnie zagrali na jeden kontakt i mieli 2-3 sytuacje bramkowe. Jednak na przeszkodzie stali… sami piłkarze „Białej Gwiazdy”. Bo to oni zablokowali dwa strzały, które leciały w światło bramki przyjezdnych. Jak nie brak umiejętności, który był widoczny w poprzednich spotkaniach, to brak szczęścia.

Jest nadzieja

Nie robię sobie żartów z tą pochwałą. Serio widzę poprawę w grze Wisły. Zespół mimo straconej bramki atakował i chociaż nie strzelił wyrównującego gola, to tak grająca drużyna w końcu się przełamie. Tylko, że musi to nastąpić już w piątek. Właśnie wtedy podopieczni trenera Artura Skowronka pojadą do Zabrza, gdzie stoczą kolejną bitwę. A będzie to mecz za przysłowiowe sześć punktów. Górnik jest w lepszej sytuacji,  choć wcale swoją grą nie powala na kolana. Jeśli wróci skuteczność w szeregach Wisły, to połowa jej problemów odejdzie w zapomnienie.

Problem – stałe fragmenty gry

Niestety podczas oglądania ostatniego meczu znowu mogłem stwierdzić, że Wiśle da się łatwo strzelić gola. Wystarczy wrzucić piłkę w pole karne, a tam na pewno któryś z jej obrońców popełni błąd i rywal będzie blisko zdobycia bramki. Z poprzedniego spotkania szczególnie zapadła mi w pamięć jedna sytuacja. Na początku drugiej połowy rzut rożny wykonywała Lechia. Klemenz dał się wyprzedzić Michałowi Nalepie i tylko defensor gdańszczan wie, dlaczego nie trafił chociaż w bramkę mając tak dobrą okazję. Nadal jest co poprawiać. Mimo, że Wisła wróciła do krycia każdy swego i odeszła od bronienia strefą przy stałych fragmentach gry (od meczu z Rakowem), to ciągle piłkarze nie mogą nadążyć za swoimi przeciwnikami właśnie przy obronie rzutów różnych.

Zagubiony Sadlok

Wiele osób zwróciło uwagę na fakt, że Maciej Sadlok zaliczył niesamowity zjazd. Od zawodnika, który był powoływany do reprezentacji do człowieka, który ostatnio w ogóle nie przypomina kogoś, kto jeszcze rok temu ciągnął Wisłę w trudnych momentach. W ostatnim spotkaniu przy sytuacji bramkowej – mówiąc prosto z mostu – „poszedł na raz” i to kosztowało drużynę utratę, jak się później okazało, co najmniej jednego punktu.

Nie chcę się pastwić nad Maćkiem, bo uważam go za osobę, która może śmiało założyć opaskę kapitańską i dowodzić w niełatwych chwilach. Chociaż w meczu z Lechią, jak i w ostatnich kilku spotkaniach, coś było nie tak. Kiedy Sadlok wykonuje rzuty wolne i rożne, to bardzo często piłka jest niedokładnie zagrana albo zostaje wybita przez pierwszego obrońcę. Mimo wszystko należy docenić to, że nasz zawodnik rok temu podobnie, jak większość piłkarzy został w klubie, kiedy było ciężko. Kiedyś kusiła go Legia – odmówił. Liczę, że właśnie on w piątek pokaże, że Wisłę stać na przełamanie.

Na koniec proszę tylko o jedno: wspierajmy nasz klub w tym trudnym momencie, bo to największy kryzys sportowy od lat. Zostało jeszcze sporo spotkań do rozegrania. Wymagajmy od piłkarzy, ale bądźmy na każdym ich meczu, wspomagajmy Wisłę dopingiem.

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony