Obserwuj nas

Felietony

Wisła nabrała tempa #NaChłodno

wisła kraków tęcza

Uśmiechnięte twarze zawodników, radość i nadzieja w sercach kibiców. To zdecydowanie najlepsze dwa tygodnie od kilku miesięcy dla wszystkich fanów, którzy sympatyzują z drużyną Wisły Kraków. „Biała Gwiazda” w końcu odniosła wyjazdowe zwycięstwo.

Pierwsza wyjazdowa wygrana w lidze od 3. maja

W tym sezonie Wisła potrafiła już przekroczyć granice wszelkiego absurdu. Zawodziła na każdym polu. Jednym z tych „pól” były mecze wyjazdowe. Tylko dwa punkty zdobyte w delegacji przed spotkaniem z Łódzkim Klubem Sportowym. Stracone bramki? Dwadzieścia pięć. To mówi samo za siebie. „Biała Gwiazda” nie potrafiła nawiązać walki z rywalami, kiedy grała poza Krakowem. Gorzej na wyjazdach radzą sobie tylko dwie ekipy. Wspomniany ŁKS oraz Górnik Zabrze, który w tym sezonie nie pokonał nikogo na obcym terenie.

Obecnie do pierwszej ósemki Wisła traci sporo. Jeszcze w poprzednim sezonie Krakowianie przez słabe wyniki w meczach wyjazdowych zaprzepaścili sobie szansę na walkę o puchary czy po prostu większe pieniądze z tytułu zapełnionego stadionu na meczach z Cracovią albo Legią. Teraz rzeczywistość jest inna, ale punkty zdobywa się w ten sam sposób. Mam nadzieję, że to przełamanie, które nastąpiło w czwartek, w przyszłości zaprocentuje i znów na obcych stadionach zobaczymy Wisłę, która pokonuje swoich rywali.

Przebudzenie Maka

Michał Mak to ciężki przypadek skrzydłowego. Przynajmniej dla mnie. Potrafi zagrać bardzo dobre spotkanie i głosami kibiców Wisły zostać graczem meczu. Z drugiej strony potrafi też niestety być niewidoczny cały mecz. Przed sezonem byłem przeciwny jego przyjściu, bo słabo sobie radził w Lechii Gdańsk. Ale trzeba grać tym co się ma i – patrząc ogólnie na całą rundę – transfer Michała Maka oceniam pozytywnie. Skrzydłowy w sumie zanotował sześć asyst i zdobył dwie bramki.

Zawsze staram się ocenić ostatni mecz, bo takie są założenia tego cyklu. Jeśli chodzi o Michała mogę wymienić: kluczowe zagranie do Pawła Brożka, wywalczony karny. Dużo dobrego zrobił Mak w poprzednim starciu z ŁKS. I oby więcej takich spotkań, gdzie jego zagrania potrafią stworzyć Wiśle sytuacje bramkowe.

VAR jest, a wątpliwości nie znikają

Ciężko nie przejść obok tego tematu zupełnie obojętnie. W końcu w ciągu ostatnich dwóch tygodni Wisła została skrzywdzona po raz drugi przez system VAR. System, który miał – według niektórych – rozwiązać wszelkie wątpliwości, np. co do zagrania piłki ręką w polu karnym czy też fauli na czerwoną kartkę. Problem jest tylko jeden. Kontrowersje jak były, tak nadal są i niestety organy odpowiedzialne za działanie tego systemu same strzelają sobie w kolano. Ale po kolei. Obejrzyjmy sobie sytuację z Rafałem Janickim.

Dla mnie nie ma tu ruchu ręki do piłki. Dodatkowo obrońca Wisły najpierw dostaje futbolówką w klatkę piersiową. Ileż to razy słuchałem argumentów ekspertów czy sędziów, że jeśli początkowo dostanie się w brzuch/klatkę piersiową, a później piłka dotyka ręki, to karnego nie gwiżdżemy. Ale ok. Gdzieś na Twitterze przeczytałem, że wypowiedział się na temat tej sytuacji Szymon Marciniak, czyli sędzia odpowiedzialny za ten system w opisywanym spotkaniu. Argumentował w ten sposób, że kamera, która była ustawiona za bramką Michała Buchalika rzuciła na tą sytuację zupełnie inne światło i to właśnie po powtórce z tej kamery zdecydowano, że ŁKS wykona rzut karny. Dziwne? Dla mnie bardzo. Co jeszcze jest dziwniejsze w tym całym systemie? Ano to, że widzowie, którzy oglądają spotkanie w telewizji nie widzą wszystkich powtórek, które widzi sędzia. I tu jest pies pogrzebany. Daleki jestem od szukania spisków gdzie się da, ale czy nie powinno być tak, że każdy, kto ogląda mecz powinien dostać te same powtórki, które ogląda sędzia główny? Być może wtedy częściej mógłbym zrozumieć arbitra, który dla mnie we wspomnianej sytuacji totalnie się skompromitował.

Czas na odpoczynek

Drodzy kibice Białej Gwiazdy. Nadchodzą święta, a to doskonała okazja do tego, żeby…. odpocząć do Wisły i całej otoczki piłkarskiej. Dlaczego to mówię? Ano dlatego, że i nam kibicom, czyli zwykłym osobom, które mnóstwo razy udowadniały, że dla nich „Białą Gwiazda” to coś więcej niż pięć liter, należy się odpoczynek. Cały ten 2019 r. był niesamowicie wyczerpujący dla każdego sympatyka podopiecznych Artura Skowronka. Przed nami przerwa i warto teraz naładować akumulatory na nową rundę, w której nadal będzie potrzebne wsparcie każdego kibica. Życzę wam Zdrowych i Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, a także wszystkiego najlepszego w 2020 roku.

Kliknij by skomentować

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Reklama

Musisz zobaczyć

Więcej z Felietony