Connect with us

Felietony

Legia Warszawa żegna się z Ligą Mistrzów

„Wstyd, żenada, kompromitacja, hańba, frajerstwo, nie wracajcie do domów”. To tylko kilka określeń, których można użyć ze słynnego tytułu z gazety „Fakt”. Legia Warszawa po dramatycznym spotkaniu przegrała z Omonią Nikozja 0:2  i zaprzepaściła sobie szansę na awans do kolejnej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów.

Brak argumentów

Wszyscy wspierający Legię Warszawa w drodze do Ligi Mistrzów myśleli, że mecz z Linfield FC to był jednorazowy wybryk. No niestety, nie był… Kibice mieli duże nadzieje na poprawę gry stołecznej drużyny i… się przeliczyli. Jak można efektywnie walczyć o udział w najbardziej prestiżowych rozgrywkach Europy, jeśli pierwszy celny strzał na bramkę oddaje się po 70. minucie? Odpowiadam: nie, nie da się. Po prostu ziściły się największe koszmary Aleksandara Vukovicia, kiedy Legia nie potrafi sobie wykreować sytuacji strzeleckiej i oddać strzału w światło bramki przez dłuższy okres czasu gry.

Sędzią opisywanego starcia był Belg – Nathan Verboomen, który kompletnie „nie czuł” tego spotkania. W większości przypadków jego decyzje były dziwne i niezrozumiałe. Nie, nie zwalam winy na sędziego. Jednak nie można powiedzieć, że arbiter oceniał zdarzenia na boisku obiektywnie. Uważam, że drugi faul Igora Lewczuka nie zasługiwał na drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji wyautowaniem z placu gry. O niepodyktowanym karnym w dogrywce na Jose Kante nie wspomnę. Belg kompletnie nie miał świadomości rangi tego spotkania dla obu klubów. Pamiętajmy, że Liga Mistrzów to nie tylko prestiż, ale również ogromne pieniądze. Jednak sędzia potraktował to spotkanie jak mecz zwykłej podwarszawskiej A klasy. I tam zdarzają się dużo lepsze przypadki sędziowania… Chociaż pretensje piłkarze Legii Warszawa mogą mieć tylko i wyłącznie do siebie.

 

 

Najlepszy na placu ? Artur Boruc.

Ciężko kogokolwiek pochwalić po tak słabym występie całego zespołu Legii. Nie ma co ukrywać, że najjaśniejszym punktem na boisku był Artur Boruc. Polak nieraz ratował drużynę przed utratą bramki. Pamiętam wpisy wielu kibiców po ogłoszeniu transferu Boruca, że za stary, za gruby, nie będzie mu się chciało. Otóż, jak pokazał mecz z Omonią forma sportowa „Króla Artura” stoi na bardzo wysokim poziomie, a numer PESEL to tylko cyfry. Owszem, Artur to prawdziwy lider na boisku. Jednak samym dobrze grającym bramkarzem meczów się nie wygrywa…

Po przeciwległej stronie wylądował tego dnia Jędrzejczyk. To po jego nieodpowiedzialnym zachowaniu w polu karnym Artur Boruc musiał wyciągać piłkę z bramki Legii. Popularny „Jędza” popełnił – można powiedzieć – juniorski błąd, który Cypryjczycy bezlitośnie wykorzystali. Rzut karny w dogrywce, gra w dziesiątkę i mamy gotową katastrofę. „Truskawką” na torcie była druga bramkowa akcja Omonii, gdzie w trakcie powrotu, Wieteska dostał kontuzji mięśnia. Natomiast Thiago Santos bezlitośnie wybił z głowy stołecznej ekipie marzenia o usłyszeniu hymnu Ligi Mistrzów na boisku.

Czerwona kartka? Omonia nadal w swoim polu karnym

Legia Warszawa pomimo gry w dziesięciu i tak stwarzała sobie lepsze sytuacje niż przyjezdni. Oczywiście już przed meczem było wiadome, że podopieczni Henninga Berga cechują się jedną z najlepszych defensyw w ich lidze. Nie spodziewałem się jednak, że przy przewadze jednego zawodnika postawią autokar na swoim szesnastym metrze. Gdybyśmy poprosili jakiegokolwiek kibica z zagranicy o wskazanie drużyny, która  z nich ma na murawie jednego zawodnika mniej, myślę, że miałby nie lada problem z udzieleniem odpowiedzi. Zresztą jakość gry Legii znacznie się poprawiła, gdy z boiska zeszli Gvilia oraz Pekhart. Zupełnie bezproduktywni tego dnia.

Kiedyś śmiano się z Jose Mourinho, że każe zawodnikom Chelsea parkować autokar w swoim polu karnym. Ostatnio Henning Berg postawił dwie linie obrony na 16. metrze od swojej bramki. To pokazuje tylko poziom przeciwnika, z którym przegraliśmy bój o Ligę Mistrzów. Omonia Nikozja dzielnie odpierała ataki Legii i liczyła na szybkie kontry. Ktoś by powiedział „okej, gra na kontrę to też jest taktyka”. Dobra, nie mam problemu. Jednak warto zauważyć, że to Omonia grała jednego zawodnika więcej i to Legia powinna być zamknięta w swoim polu karnym, a nie na odwrót… Mimo to trzeba Cypryjczykom oddać, że rozegrali całkiem solidne spotkanie.

Henning Berg umie w puchary

Nie ma co ukrywać, że kibice Legii Warszawa tęsknią za okresem, w którym to Norweg prowadził stołeczną drużynę. Przynajmniej jeśli chodzi o europejskie puchary. To przecież pod jego wodzą Legia słynęła z bardzo dobrej organizacji gry na europejskim szczeblu. Sam sir Alex Ferguson rekomendował Berga jako świetnego szkoleniowca. Z nim na ławce, mistrzowie Polski dwukrotnie awansowali do fazy grupowej Ligi Europy, a nawet raz zdołali zdobyć w niej aż 15 punktów. O powtórkę może być bardzo ciężko…

– Jestem bardzo zadowolony z całego zespołu, klubu i każdej osoby, która uczestniczyła w przygotowaniach do meczu przy Łazienkowskiej. To zwycięstwo każdego, kto ma Omonię w sercu. Cieszę się z występu naszych piłkarzy. Za nami fantastyczny wieczór i wspaniały wynik z tak dobrym i wielkim klubem. Awansowaliśmy do III rundy eliminacji Ligi mistrzów, co jest fantastycznym osiągnięciem mojej drużyny – powiedział dla portalu Legia.net po zwycięstwie swojej drużyny Henning Berg. Nie ma co ukrywać, że ten wynik jest ogromnym zaskoczeniem.

 

Liga Europy to obowiązek

Po ostatnim meczu nie ma co ukrywać, że jedyną szansą, żeby zmazać tę plamę będzie awans do fazy grupowej Ligi Europy. Sam Dariusz Mioduski przed sezonem wspominał, że brak awansu do europejskich pucharów będzie dużym ciosem dla budżetu. Legia pomimo porażki spada do „ścieżki mistrzowskiej” eliminacji Ligi Europy. W trzeciej rundzie może trafić na dobrych znajomych – Linfield FC, czy Astanę. Jednak szczęście znów może uśmiechnąć się do „Wojskowych” podczas losowania. Bowiem mogą trafić bezpośrednio do IV rundy eliminacji Ligi Europy.

Vuković nie ukrywa, że faza grupowa jest w ich zasięgu. Oczywiście, pozostają jeszcze dwie rundy, a z taką grą próżno szukać szans na awans. Legioniści muszą się zdecydowanie obudzić. Uwierzyć w to, że potrafią grać w piłkę, a nie tylko kopać się z przeciwnikiem w środku pola. Drużyna mistrza Polski posiada piłkarzy, którzy są w stanie zrobić ten awans. Jeszcze nie wszystko stracone. Wierzę w to, że będzie pięknie.

Fot. Mateusz Kostrzewa/Legia.com

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony