Connect with us

Felietony

Legia Warszawa drugi raz na tarczy

W meczu drugiej kolejki PKO Ekstraklasy Legia Warszawa przegrała 1:2 z Jagiellonią Białystok. To druga porażka z rzędu Aleksandara Vukovicia po tym jak w środę doszło do kompromitacji w eliminacjach Ligi Mistrzów przeciwko Omonii Nikozja.

Roszady, roszady, roszady

Po słabym środowym występie w eliminacjach Ligi Mistrzów Aleksandar Vuković postanowił dokonać kilku zmian. Zazwyczaj trenerzy dają odpocząć kluczowym zawodnikom przed ważnym spotkaniem. Tym razem było inaczej. Serb postawił po ważnym meczu z Omonią Nikozja na zmienników. Zakładał, że na Jagiellonię Bogdana Zająca powinno wystarczyć. No cóż, do tej pory nie znałem takiego rozwiązania. Niektórzy zmiennicy pokazali czemu to oni właśnie siedzą na ławce podczas meczów.

W pierwszym składzie znaleźli się: Jose Kante, Bartosz Kapustka, William Remy, Andre Martins, Luis Rocha czy Paweł Stolarski. Vuković postanowił, że w sobotę zagra klasycznym ustawieniem 4-4-2 z dwoma napastnikami. Patrząc na wynik, można otwarcie powiedzieć, że eksperyment nie powiódł się.

Laga do przodu i białostocki Quaresma

Pierwsza połowa w wykonaniu stołecznej drużyny to znów przewaga w rozegraniu. Jednak z ataków pozycyjnych znów nic nie wynikało. Raz z rzutu wolnego po uderzeniu Hołowni piłka wylądowała na poprzeczce Steinborsa. Było to jednak trochę za mało, jak na drużynę, która chce powalczyć o grę w Lidze Europy.

A Jagiellonia? Dwukrotnie uderzała celnie na bramkę Boruca i dwukrotnie piłka lądowała w siatce… Nie mam żadnych pretensji do bramkarza Legii. Ale to co robił William Remy przy akcjach bramkowych to czysty kryminał. Francuz przy pierwszej bramce stał 2 metry od kończącego Puljica, a przy drugiej akcji nie zdążył za Imazem. Docenić trzeba genialne podanie Pospisila. „Zewniak”, którego nie powstydziłby się sam Ricardo Quaresma. Jednak z poruszania się po boisku Remy’ego wydawało się, jakby zawodnik Legii Warszawa w ogóle nie był zainteresowany meczem. Pierwsza połowa tego meczu ewidentnie do całkowitego zapomnienia.

Słowo dnia: dośrodkowanie

Przed drugą połową Legia dokonała dwóch zmian. W miejsce zupełnie bezbarwnego tego dnia Andre Martinsa wszedł najlepszy pomocnik poprzedniego sezonu PKO Ekstraklasy – Domagoj Antolić. Natomiast, żeby rozruszać kompletnie grę Legii na boisku pojawił się Luquinhas (50. występ w barwach Legii). Brazylijczyk pokazał nie raz, że dobrze czuję się w szybkiej kombinacyjnej grze. No dobra, tylko jeszcze trzeba troszeczkę ustawić się pod tę grę kombinacyjną. A w sobotni wieczór jedyne co rzucało się w oczy to miliony dośrodkowań. Obojętnie kto stał w polu karnym, to i tak szło dośrodkowanie. Owszem – z dośrodkowania Bartosza Kapustki padła bramka (pierwsza asysta po powrocie do Ekstraklasy) i strzelił ją nawet Pekhart z szóstego metra. Jednak gdy na liczniku masz, aż 49 (!) dośrodkowań w pole karne rywala, to wymagam czegoś więcej niż tylko jednej bramki.

Oczywiście, że ktoś te strzały z dośrodkowań musiał bronić. I właśnie cichym bohaterem drużyny z Podlasia okazał się Steinbors, który kilka razy sobotniego wieczoru ratował swoją drużynę przed utratą trzech punktów. Od początku ogłoszenia tego transferu było wiadome, że Jagiellonia nie kupuje kota w worku. I właśnie z Legią pokazał, że wciąż jego warsztat bramkarski stoi na bardzo wysokim poziomie. Choć Jose Kante w sytuacji sam na sam z Łotyszem mógł zachować się nieco lepiej.

Przerwa na kadrę – czas wziąć się do roboty

Po dwóch nieudanych meczach niektórzy kibice Legii domagają się zwolnienia Vukovicia. Myślę, że na ten moment to jest najgorsza decyzja jaką można podjąć. Nawet gdyby Serb poleciał ze swojego stanowiska to szukanie trenera na szybko skończyło by się podobnym scenariuszem jak ten z Ricardo Sa Pinto. Przerwa na kadrę jest odpowiednim momentem, aby zażegnać lekki kryzys „Wojskowych”. Owszem strasznie topornie wygląda gra Legii na ten moment, bo oprócz dośrodkowania na głowę Pekharta to ciężko znaleźć inny rodzaj rozegrania. Według mnie Czech nie pasuje stylem gry do warszawskiej drużyny. Jest on zbyt przewidywalny. A granie w kółko dośrodkowań na nic się zdaje. Po przerwie na kadrę i meczach eliminacji Ligi Europy przyjdzie czas, aby osądzać Vukovicia. Na ten moment trzeba wierzyć, że to tylko i wyłącznie lekka zadyszka w drodze do europejskich pucharów i mistrzostwa Polski.

fot.: Rafał Samsel

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony