Connect with us

Felietony

Zwycięskie starcie w Derbach Mazowsza

Po przerwie reprezentacyjnej pora wrócić do grania ligowego. W meczu 3. kolejki PKO Ekstraklasy Legia Warszawa udała się na wyjazd do Płocka, gdzie w Derbach Mazowsza podejmowała miejscową Wisłę.

Okres ciężkiej pracy po wpadce

Po dramatycznym meczu z Jagiellonią Białystok część kibiców Legii Warszawa domagała się zwolnienia Aleksandara Vukovicia i zatrudnienia nowego trenera z prawdziwego zdarzenia. Tak się jednak nie stało, a szkoleniowiec „Wojskowych” postawił na ciężką pracę podczas przerwy reprezentacyjnej. Dyrektor sportowy Legii Warszawa Radosław Kucharski również nie próżnował, albowiem w piątek do Warszawy przyleciał dobrze znany kibicom Ekstraklasy – Joel Valencia. Już tylko formalności dzielą MVP PKO Ekstraklasy sezonu 18/19, aby wzmocnił obecnego Mistrza Polski.  To pokazuje, że jest to jedno z najlepszych okienek transferowych od kilku lat. Teraz trzeba udowodnić wartość tych zawodników na boisku.

Derby Mazowsza

Trener gości postanowił postawić na klasyczne ustawienie 4-4-2 z dwójką Pekhart-Kante z przodu. Jednak martwi mnie jedna rzecz, a mianowicie brak w zespole Domagoja Antolicia. Chorwat nie pojechał na mecz do Płocka, a jak wszyscy wiemy swoje zainteresowanie zawodnikiem Legii wykazywało tureckie Goztepe SK. Fakt, że nie było go w dzisiejszym meczu świadczyć tylko o jednym – transfer jest już blisko. Dziwi mnie fakt, osłabiania zespołu przed kluczowymi meczami w Europie.

Pierwsza połowa w wykonaniu Legii to nic innego jak gra, do której przed przerwą doskonale byliśmy przyzwyczajeni. Szukanie akcji oskrzydlających i wrzutka na rosłego Czecha. Jednak tym razem mogło zacząć się nieco inaczej. Andre Martins w 10. minucie fantastycznie uderzył z rogu pola karnego, lecz jego strzał wylądował na poprzeczce. Akcję do końca próbowali ratować Kante, który dograł do Kapustki na 10. metr. Jednak świetnym refleksem popisał się Krzysztof Kamiński, który Wisłę Płock przed utratą bramki.

W 30. minucie doszło jednak do zmiany wyniku, gdy Mladenović perfekcyjnym dośrodkowaniem obsłużył Pekharta i pokonał golkipera gospodarzy. Czech po drodze wygrał walkę o pozycję z Alanem Urygą, który fatalnie zachował się w tej sytuacji. Dośrodkowanie i bramka z główki? Nowe, nie znałem tego w wykonaniu Legii. Jeśli chodzi o Nafciarzy to jedyne realne „zagrożenie” stwarzali sobie po pojedynczych stałych fragmentach gry. Do przerwy 1:0

Koszmar drugiej połowy

W drugiej połowie liczyłem na to, że Legia Warszawa pójdzie za ciosem i przypieczętuje swoje zwycięstwo w Derbach Mazowsza. Niestety było nieco inaczej… To gospodarze przejęli inicjatywę, a z czasem coraz lepiej radzili sobie z Mistrzami Polski. Legia nie potrafiła sobie wykreować żadnej sensownie wyglądającej akcji, co dla drużyny, która aspiruje do gry w europejskich pucharach po prostu nie przystoi. Nie pomogły nawet zmiany przeprowadzone przez Vukovicia, gdzie pojawił się chociażby debiutujący w barwach Legii – Rafael Lopes.

-„Myślę, że jako grupa, drużyna w I połowie zagraliśmy dobre zawody, momentami bardzo dobre, a w II połowie ta chęć zwycięstwa spowodowała niepotrzebną nerwowość, mniej kontroli, mniej swobody w kontrolowaniu piłki i atakowaniu. Bardziej było to skupienie na tym, żeby nie stracić gola i nie zremisować, co na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem, dobrym sposobem, żeby tak się właśnie stało.” – powiedział trener Vuković po meczu #WPŁLEG

Ponadto to spotkanie wcale nie musiało zakończyć się happy endem. Wisła Płock z minuty na minutę była coraz bliższa zdobycia wyrównującej bramki. Najbliżej tego był Patryk Tuszyński w 79. minucie spotkania, gdy po wrzutce Szwocha z rzutu wolnego, uderzył głową tuż obok bramki strzeżonej przez Artura Boruca. 38. minuta spotkania dokładnie w tej minucie Legia oddała swój ostatni strzał w tym spotkaniu. Przez całą drugą połowę wykreowała sobie 0 (!) sytuacji bramkowych i oddała 0 (!) strzałów na bramkę. Naprawdę druga połowa, a w rozrachunku całe spotkanie mogło skończyć się tragicznie dla „Wojskowych”. Ostatecznie trzy punkty lądują w Warszawie i po raz kolejny Legia odnosi zwycięstwo w Derbach Mazowsza.

Wrzutkami Europy nie zwojujemy

Wszystkie gole, które zdobyła Legia Warszawa są autorstwa jednego zawodnika – Thomasa Pekharta. Czech cztery raz pokonywał bramkarza, z czego 3 razy po uderzeniach piłki głową. O ile pomysł grania na wysokiego napastnika sprawdza się „jako tako” w Polsce. To nie ma co liczyć, że taka gra jak dzisiaj przejdzie w eliminacjach Ligi Europy. Nie możemy polegać na jednym schemacie gry, który opiera się tylko i wyłącznie na walce o górne piłki. Mając takich zawodników jak: Kante, Luquinhas czy Kapustka, aż prosi się kombinacyjne rozegranie akcji. Przykład nieporadności tej taktyki mogliśmy ujrzeć już w meczu z Linfield FC, gdzie Irlandczycy utrudniali jak tylko mogli grę Czechowi. Przypominam tylko, że to półamatorski zespół, a efekty były.

Jedno jest pewne w pełni nie wykorzystujemy potencjału wszystkich zawodników, których posiadamy. Może i taktyka na dośrodkowania do tej pory wychodzi, ale z czasem coraz ciężej jest zaskoczyć przeciwnika. To co prezentował zespół z Łazienkowskiej dzisiaj w drugiej połowie, o tym jak najszybciej trzeba zapomnieć. Miejmy nadzieję, że w kolejnych meczach nasi ofensywni zawodnicy pokażą, że stać ich na coś więcej w rozegraniu akcji niż tylko dośrodkowanie w pole karne.

Wisła Płock – Legia Warszawa 0:1 (0:1)

Bramka: Tomas Pekhart (30′)

WISŁA PŁOCK: Kamiński; Żuk (46′, Kocyła), Zbozień, Michalski, Uryga (ŻK), Cabezali (ŻK), Rasak (86, Pyrdol), Lesniak, Gjertsen (46′, Lagator), Szwoch (ŻK) (86, Ambrosiewicz), Sheridan (66′, Tuszyński)

LEGIA WARSZAWA: Boruc; Karbownik (66′, Stolarski), Jędrzejczyk (ŻK) , Remy, Mladenović (ŻK), Kapustka (83, Lopes), Slisz (ŻK), Martins (83, Rosołek) Luquinhas (ŻK), Kante (69′. Gwilia), Pekhart

Źródło: Accredito.com – materiały prasowe Biura Prasowego Wisły Płock

fot. Janusz Partyka / Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony