Connect with us

Felietony

Klątwa Superpucharu Polski

Po dramatycznym meczu z Karabachem Agdam i pożegnaniu się z marzeniami o Europie, przyszedł czas zmierzyć się o kolejne trofeum – Superpuchar Polski. Do Warszawy przyjechał triumfator Pucharu Polski, zespół prowadzony przez Michała Probierza – Cracovia.

Siła wyższa

Do rywalizacji pomiędzy obiema drużynami miało dojść już 9 sierpnia tego roku. Jednak plany pokrzyżowała pandemia, a konkretniej dzień przed meczem wynik test na obecność koronawirusa wyszedł pozytywnie u jednego z członków sztabu szkoleniowego Legii Warszawa. PZPN podjął decyzję o przełożeniu spotkania na nowy termin, 9 października.

Kilka godzin przed rozpoczęciem meczu znów o sobie dała znać panująca pandemia. Od soboty 10 października w całym kraju będzie obowiązywać strefa żółta. Jednak w czwartek decyzją Urzędu m.st. Warszawy, warszawskiego sanepidu i stanowiska policji mecz o Superpuchar Polski miał się odbyć bez udziału kibiców gości. Natomiast pojemność wypełnienia stadionu miała pozostać bez zmian i wynosić
50 % całkowitej liczby widzów.

A na dodatek sędzią głównego spotkania został Wojciech Myć, który zastąpił Mariusza Złotka. Sędzia Złotek zmagał się z problemami zdrowotnymi.

Paździerz, paździerz, paździerz

Superpuchar to trofeum, o które walczą zespoły zazwyczaj w końcówce swoich przygotowań do nowego sezonu. Jak wiadomo forma jeszcze nie jest optymalna i zazwyczaj wystawia się eksperymentalny skład. Jednak ten mecz to było coś niesamowitego. Niesamowite dziadostwo.

Pierwsza połowa w wykonaniu mistrzów Polski to kompletny kryminał. Walka w środku boiska, brak strzałów oraz niepotrafiąca wykorzystać okazji Cracovia. Wszystko to tworzyło szkaradny obraz pierwszej części gry. Legia powróciła do ustawienia 4-5-1, gdzie w rolę „ósemki” wcielił się Bartosz Kapustka. Właśnie zawodnik sprowadzony z Leicester City oddał pierwszy strzał na bramkę Cracovii. Problemy były jednak dwa. Po pierwsze – padł on dopiero w 40. minucie spotkania, a po drugie… był niecelny. Legioniści mieli szczęście, albowiem dogodnych sytuacji nie potrafiła wykorzystać Cracovia z Pelle van Amersfootem na czele. Natomiast na trybunach mogliśmy ujrzeć oprawę „Czas Apokalipsy – dramat w reżyserii Dariusza Mioduskiego”, a słyszane były przyśpiewki nawołujące do zmiany prezesa klubu, jak i również zmotywowania piłkarzy do lepszej gry.

Piękne było te 90 minut. Nie zapomnę nigdy

Echhh… Gdyby ktoś wybrał Taniec z Gwiazdami zamiast Superpucharu, prawdopodobnie nie zmarnowałby swojego cennego czasu. Pomimo tego, że Legia od początku drugiej połowy starała się ruszyć z atakami, to i tak w końcowym rozrachunku nie przynosiło to żadnego efektu. Znakomitą sytuację miał Paweł Wszołek, który dostał bardzo dobre podanie ze środka pola na prawej stronie. Zwodem zmylił obrońcę, i gdy pozostał mu już tylko bramkarz chybił.

Kilka minut później znów były zawodnik QPR był aktywny i dobrym dośrodkowaniem obsłużył Luquinhasa. Jednak Brazylijczyk lekkim strzałem nie zdołał zaskoczyć bramkarza rywali. Oprócz tych dwóch okazji próżno było szukać sytuacji, które mogły zagrozić podopiecznym trenera Michała Probierza.W 54. minucie piłka nareszcie znalazła drogę do bramki. Po kilku odbitkach w polu karnym Cracovii, piłka trafiła do Pekharta, który… był, a jakże inaczej, na spalonym! Piłkę meczową miał jeszcze na nodze Cholewiak, lecz po faulu na zwinnym Brazylijczyku nie zdołał ustalić wyniku meczu.

No to karne, proszę państwa.

Podejrzewam, że każdy przebywający na stadionie, jak i oglądający przed telewizorem ucieszył się z faktu, że wreszcie nadejdzie koniec tego spektaklu. Mecz dla prawdziwych koneserów piłki nożnej niczym angielski deszczowy wieczór w Stoke. Rzuty karne lepiej egzekwowali goście, którzy się nie mylili. W Legii tego dnia pechowcem został Paweł Wszołek, którego karnego obronił Hrosso. W ostatecznym rozrachunku to Cracovia mogła cieszyć się i podnieść talerz Superpucharu Polski 2020. No właśnie podnieść… Ehh.. To chyba było podsumowanie tego całego spotkania.

 

Klątwa

Legia Warszawa po raz siódmy z rzędu nie potrafiła wygrać meczu o Superpuchar Polski. Czy to już klątwa? W dodatku często mecze o słynny „talerz” rozgrywane są przy Łazienkowskiej 3. Jedno jest pewne, miarka w Legii Warszawa się już przebrała. Ktoś musi odpowiedzieć, za to co dzieje się z aktualnym mistrzem Polski. Bo jedynymi drużynami w eliminacjach europejskich pucharów, które przegrały w ostatnich latach w Warszawie są zespoły Linfield FC i Drity. Zespoły, które zaczynały swoją przygodę z Europą od rund wstępnych. Pozostałe spotkania? Wszystko w łeb… Każda drużyna, która była półamatorami przyjeżdżała i ogrywała MISTRZA POLSKI.

Dariusz Mioduski mówił, że ma długofalowy plan na Legię Warszawa. Jednak śmiało każdy kibic oglądający Ekstraklasę może zauważyć, że czas najwyższy pożegnać się z klubem i dać szansę innym. Nie może być tak, że wszystkie ruchy są wykonywane nerwowo i brak jest za to jakiejkolwiek odpowiedzialności. Widać było chociażby po szybkiej sprzedaży Michała Karbownika, który poniekąd uratował budżet Legii, w związku z brakiem awansu do Ligi Europy. Mistrz Polski nie powinien powtarzać z roku na rok tego samego cyklu: Mistrz Polski – odpadnięcie z europejskich pucharów – zmiana trenera – Mistrz Polski. Na stanowisku prezesa potrzeba człowieka z charyzmą, który od początku do końca, przemyślanie będzie realizował swoje założenia na warszawski klub.

Legia Warszawa – Cracovia 0:0 (r.k. 4:5)

Legia: Cierzniak – Juranović, Lewczuk, Wieteska (Astiz 23’), Rocha (Stolarski 84’) – Kapustka (Antolić 58’), Martins (Cholewiak 77’) – Wszołek, Luquinhas, Valencia – Pekhart (Lopes 66’)
Rezerwowi: Tobiasz, Antolić, Cholewiak, Lopes, Astiz, Stolarski.

Cracovia: Hrosso – Rapa (ŻK), Marquez Alvarez, Rodin, Szymonowicz (Ferraresso 56′ ŻK) – Fiolić, Dimun, van Amersfoort, Alvarez (ŻK) (Vestenicky 78′) – Rivaldinho (Piszczek 74′)
Rezerwowi: Pesković, Kapek, Thiago, Piszczek, Góralczyk, Ferraresso, Vestenicky.

Rzuty karne
Legia:
Antolić – strzelony
Valencia – strzelony
Cholewiak – strzelony
Wszołek – obroniony
Juranović – strzelony

Cracovia:
van Amersfoort – strzelony
Sadiković – strzelony
Vestenicky – strzelony
Fiolić – strzelony
Dimun – strzelony

 

Fot.: Mateusz Kostrzewa (Legia.com)

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony