Connect with us

Felietony

Pekhart, główka, brama…

Po serii niepowodzeń Legii Warszawa w niedzielny wieczór, mistrzom Polski przyszło zmierzyć się w stolicy z Zagłębiem Lubin. Czesław Michniewicz musiał wyjść na prostą albowiem ostatnie dni nie należały do najprzyjemniejszych w życiu trenera.

Czerwona strefa i zakażenia w zespole

Po przerwie reprezentacyjnej czas było wrócić do ligowego grania. No właśnie wrócić do grania… Mało co, a znów mielibyśmy problem z rozegraniem meczu, tak jak w przypadku spotkania z Wartą Poznań ( tak wiem, aby rozegrać mecz musi być 13 zdrowych, ale po przygodach w Poznaniu wszystko jest możliwe). Dzień przed meczem z Zagłębiem na Twitterze krążyły informację, że dwie osoby mają pozytywny wynik badania na obecność koronawirusa w organizmie. Natomiast w raporcie medycznym 17 października w oficjalnym komunikacie klubu czytamy, iż „U jednego z badanych test dał wynik pozytywny. Klub niezwłocznie wdrożył wszystkie niezbędne procedury. Zawodnik przebywa obecnie w izolacji. Zespół przygotowuje się zgodnie z planem do jutrzejszego meczu.”

Dodatkowo podczas czwartkowej konferencji pan premier Mateusz Morawiecki wprowadził nowe obostrzenia związane z szybkim rozwojem pandemii w Polsce. W związku z tym, iż wszystkie powiaty są objęte żółtą strefą, wszystkie wydarzenia sportowe w całym kraju odbędą się bez udziału publiczności. Z resztą Warszawa i tak została dodana do niechlubnej listy stref czerwonych. Miejmy nadzieję, że już za niedługo powrócimy do normalności oraz powrócimy na stadiony…

Trzy punkty potrzebne od zaraz

Czesław Michniewicz swoje ostatnie dni w pracy trenerskiej nie może uznać za udane. Odpadnięcie z europejskich pucharów, porażka w superpucharze, porażka z Serbią U21 oraz słabo wyglądający remis z reprezentacją Bułgarii u21, na pożegnanie z kadrą u21. Po powrocie z reprezentacji każdy liczył na przełamanie w meczu z Miedziowymi. Nie obyło się jednak bez problemów kadrowych, ponieważ jak aż 12 (!) zawodników z różnych przyczyn nie było do dyspozycji nowego trenera Legii. W składzie na ławce rezerwowych mogliśmy ujrzeć, chociażby młodego golkipera Kacpra Tobiasza.

Już w pierwszej minucie tego spotkania Legia mogła objąć prowadzenie. Po dobrym dośrodkowaniu Juranovicia, milimetrów brakowało, aby Pekhart pokonał Dominika Hładuna. Jednak parę chwil później to goście odpowiedzieli bramką.  Jednak Filip Starzyński w momencie zagrania był na pozycji spalonej. Choć podanie, które dostał idealnie przecięło szyki obronne gospodarzy. Był to sygnał ostrzegawczy dla mistrzów Polski.

Tego dnia niezwykle aktywny był czeski snajper, który nie tylko czekał na dośrodkowania w polu karnym, ale również schodził nieco niżej po piłkę. W 23 minucie oddał groźny strzał prawą nogą zza pola karnego, który minimalnie minął bramkę. Nie minęło ledwo siedem minut, a najlepszy strzelec Legii mógł cieszyć się ze zdobytego gola. Praktycznie kopia akcji sprzed paru chwil, tylko tym razem lewa noga zadziałała lepiej niż dominująca prawa. Pekhart, jak Ty mi w tej chwili zaimponowałeś…

-Chcemy wykorzystać najwyższy atut Tomasa, czyli umiejętność strzelania goli głową. Bardzo fajnie się w tym odnajduje. Dziś zdobył bramkę głową i nogą, ale też utrzymywał dużo piłek. Pracowaliśmy w minionym tygodniu nad utrzymaniem piłki pod presją obrońców i dziś to wiele razy Tomas doskonale zrobił. – powiedział Czesław Michniewicz po meczu z Zagłębiem Lubin

Dla Bartosza Slisza był to wyjątkowy pojedynek, ponieważ to właśnie z Zagłębia Lubin za rekordową sumę przechodził do Legii Warszawa. Młodzieżowy reprezentant Polski postanowił być gościnny dla swoich byłych klubowych kolegów i postanowił obdarzyć ich rzutem karnym. Zupełnie niepotrzebny faul i Miedziowi dostali prezent na gwiazdkę w październiku. Z rzutu karnego nie pomylił się Starzyński i do przerwy mamy 1:1.

Pekhart, główka, brama i uśmiech u Czesława

Po pierwszej połowie nastroje były lekko zmieszane. Każda z drużyn miała swoje momenty, lecz nie potrafiła jednoznacznie przeważyć szali na swoją korzyść. Znów martwiła nieskuteczność warszawskiej drużyny. Tylko jeden celny strzał przez 45 minut – zdecydowanie za słabo…

Maciej Krawczyk znany też jako DissBlaster, twórca kanału i Footroll, zrobił swego czasu piosenkę-parodie o Ramosie (https://www.youtube.com/watch?v=qj7e0wKRGZ0) . Dotyczyła ona słynnej główki Hiszpana w meczu z Atletico, która dała wówczas upragniony tytuł Ligi Mistrzów. Refren tej piosenki jest bardzo prosty „Ramos, główka, brama i uśmiech u Zidana”. Główka? Bramka? Dość znajoma sytuacja…

Właśnie w drugiej części spotkania ponownie dał o sobie znać Pekhart. Świetnym dośrodkowaniem na nos, a właściwie czoło Czecha, popisał się Luquinhas. Napastnik Legii mimo krycia dwóch obrońców skierował piłkę do siatki. Tym samym wywołując wcześniej wspomniany uśmiech u trenera Michniewicza.

Po wyjściu na prowadzenie to gospodarze przejęli inicjatywę. Zagłębie przez pewien czas miało problem, aby wyjść z własnej połowy i skonstruować akcję ofensywną. Jednak mogli strzelić chociaż, jedną bramkę. Sasza Balić do teraz zastanawia się, jak po tak sprytnie rozegranym rzucie rożnym mógł nie trafić w światło bramki. Strzał ten przypominał sytuację, gdy podczas gry z kumplem w FIFĘ pomylimy przyciski. Baliciowi ewidentnie obsunął się palec na padzie na dośrodkowanie i trzeba przyznać, że była to przednia wrzutka na sektor Żylety.

Ważne zwycięstwo

Legia ogromnie potrzebowała tego zwycięstwa. Od 99 dni mistrz Polski nie wygrał na własnym stadionie. Najwyższy czas było to zmienić, bo to rywale przyjeżdżając na Łazienkowską powinni odczuwać lekki niepokój i stres, a nie na odwrót… Cieszyło ogromnie przygotowanie fizyczne zawodników w tym spotkaniu. Wyglądali o niebo lepiej, niż w poprzednich meczach z Cracovią czy nieszczęsnym Karabachem. Nie popadajmy jednak w samozachwyt, jeszcze dużo pracy przed sztabem szkoleniowym i piłkarzami, aby dojść do optymalnej dyspozycji.

W drugiej połowie dobre wrażenie zrobił na mnie Karbownik, który rządził w środku pola. Doskonałym podaniem prostopadłym z głębi pola obsłużył Wszołka. Jednak ten zbytnio zwolnił akcję i z wydawało się dobrej akcji sam na sam z bramkarzem, skończyło się beznadziejnie. Warto również pochwalić Pekharta, pomimo że strasznie nie przepadam za jego stylem gry. Czech cofnął się dwa razy po piłkę i oddał dwa groźnie strzały zza pola karnego, który jeden wylądował w siatce. W 16 spotkaniach naszej ligi strzelił już 11 bramek.

W obecnym sezonie tylko Czech i Slisz zdobywają bramki dla stołecznego zespołu. Daje mu to średnio bramkę co 95 minut i aktualnie prowadzi w klasyfikacji strzelców PKO Ekstraklasy. Tomas Pekhart swoim stylem gry nie przypomina może Messiego, ale w najlepszej lidze świata strzela gola za golem. W końcu napastnika po sezonie rozlicza się z tego co wylądowało w siatce u rywala, a nie z tego jak cudownie okiwał obrońców.

Legia Warszawa – Zagłębie Lubin 2:1 (1:1)

Gole: Pekhart (30′, 53′) – Starzyński (38′)

Legia Warszawa: Boruc – Juranović, Lewczu, Jędrzejczyk (ŻK) , Mladenović – Gvilia (Antolić 83’), Slisz, Karbownik (Valencia 85’) – Wszołek, Pekhart, Luquinhas

Rezerwowi: Tobiasz, Stolarski, Rocha, Antolić, Martins, Cholewiak, Valencia, Rosołek, Lopes

Zagłębie Lubin: Hładun – Chodyna, Šimić, Guldan, Balić – Szysz, Poręba (Bartolewski 75’), Baszkirow, Starzyński, Dražić (ŻK)  (Żubrowski 78’) – Mráz (Sirk 75’)

Rezerwowi: Forenc, Reese, Sirk, Żubrowski, Bednarczyk, Wójcicki, Jończy, Bartolewski

Fot.: Mateusz Kostrzewa – Legia.com

 

 

 

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony