Connect with us

Felietony

Tytuł mistrzowski przesądzony?

W meczu 23. kolejki Ekstraklasy na stadionie przy ul. Łazienkowskiej 3 mogliśmy ujrzeć istny festiwal strzelecki. W meczu “o sześć punktów” Legia Warszawa pokonała na własnym stadionie wicelidera PKO Ekstraklasy Pogoń Szczecin. Portowcy po sobotnim spotkaniu mają już 10 punktów straty do podopiecznych Czesława Michniewicza. Do końca sezonu pozostało już tylko siedem kolejek. Czy już można powiedzieć, że Legia zapewniła sobie tytuł mistrza Polski?

Kanonada bramek w pierwszej połowie

Od pierwszego gwizdka widać było, że Legia wyszła niezwykle zmotywowana na to spotkanie. Zdecydowanie zaatakowali bramkę gości, a na pierwsze efekty nie trzeba było długo czekać. Już po 30. minutach gry na tablicy widniał wynik 4:0 dla gospodarzy. Jak zwykle w ostatnim czasie największy udział przy strzelanych bramkach mieli wahadłowi Legii – Mladenović oraz Juranović. Reprezentant Serbii rozpoczął strzelanie przy Łazienkowskiej, a reprezentant Chorwacji brał udział przy trzech pierwszych bramkach. Najpierw dwukrotnie doskonale wrzucił piłkę z prawego skrzydła, a następnie wywarł lekką presję na Luisie Macie, który zagrał ręką w polu karnym. Z jedenastu metrów nie pomylił się Tomas Pekhart.

Konto bramkowe w tym meczu uzupełnił Mateusz Wieteska. Stoper Legii Warszawa wykończył głową dośrodkowanie Martinsa, który wcześniej na krótko rozegrał rzut rożny z Mladenoviciem. Pogoń nie miała zbyt wiele argumentów, jeśli chodzi o pierwszą część gry. Nieco ożywienia w grze gości wniósł młody Kozłowski, po którego dośrodkowaniu rozpoczął się istny młyn w polu karnym Legii. W doliczonym czasie pierwszej połowy Boruc co prawda popisał się fenomenalnym refleksem na linii bramkowej, ale przy dobitce Frączczaka nie miał już szans. W stratę bramki mocno był zamieszany Wieteska, który źle ustawił się do wybicia piłki, przez co od samego początku był na przegranej pozycji w walce o górną piłkę.

Stonowana Legia i kuriozalne zachowanie Shabanowa

Gol zdobyty tuż przed przerwą dał Pogoni potrzebny tlen do tego spotkania. Portowcy zdecydowanie mocniej rozpoczęli drugą część meczu. W pierwszej po trzech szybkich ciosach byli nieco oszołomieni jak pięściarz po upadku na deski. Gospodarze zostali zdecydowanie zepchnięci do defensywy. Tempo rozgrywania piłki przez Legię nieco siadło. Dobrą okazję na strzelenie kolejnej bramki miał wchodzący na boisko Gwilia, ale na posterunku znalazł się Stipica. Pod koniec spotkania znów o sobie dała znać formacja defensywna Legii Warszawa. Tym razem w roli kata wcielił się Shabanov. Ukraiński środkowy obrońca postanowił wręczyć prezent na Wielkanoc Pogoni Szczecin i w bezmyślny sposób sfaulował gracza rywali we własnym polu karnym. Kiedy piłka docierała na długi słupek do jednego z zawodnik, obrońca postanowił popchnąć z całej siły swojego rywala w plecy. I z niemalże bezpiecznego wyniku 4:1 zrobiło się już 4:2. Był to jeden z najgłupszych sprokurowanych rzutów karnych w tym sezonie Legii Warszawa.

Efekty pracy trenera Michniewicza

Trener Czesław Michniewicz obejmował Legię w ciężkiej sytuacji. Wszyscy pamiętają blamaż w europejskich pucharach, a sam trener miał od samego początku trudne zadanie. Niestety nie udało mu się awansować do europejskich pucharów z miejsca. Wiele mówiło się o tym, że były trener reprezentacji u21 gra zbyt defensywny futbol i nie skupia się na ofensywnej grze. Teraz trener Czesław Michniewicz zamyka usta wszystkim hejterom z początku sezonu. Poprzez ciężką pracę, metodę prób i błędów z ustawieniami, opracował system, do którego zawodnicy Legii wpasowują się idealnie. Można by chociaż spojrzeć na to, co na boisku wyprawia Filip Mladenović, który na lewym wahadle czuję się jak ryba w wodzie i jest jednym z faworytów do wygrania nagrody “MVP PKO Ekstraklasy 2020/2021”. Jak również chociażby tacy zawodnicy jak: Kapustka, Luquinhas czy Juranović. W identycznej sytuacji jest Pekhart. Czech w barwach Legii rozgrywa zdecydowanie swój “sezon życia” i pewnie zmierza po koronę króla strzelców.

Legia za kadencji Czesława Michniewicza w lidze wygrała czternaście spotkań, zremisowała trzy oraz przegrała tylko dwa mecze. Warto dodać, że szczęśliwcami którzy pokonali Legię byli beniaminkowie – Stal Mielec oraz Podbeskidzie Bielsko-Biała. Jeśli trener będzie miał do dyspozycji swoich najlepszych zawodników w lecie (będzie bardzo trudnym zadaniem, aby zatrzymać niektórych na Łazienkowskiej), to myślę, że faza grupowa Ligi Europy jest na spokojnie w zasięgu ręki trenera Michniewicza.

And the winner is…

Zanim zacznie się typowa analiza tego “z kim my to nie odpadniemy w europejskich pucharach”, na początku trzeba zdobyć tytuł mistrza Polski. Oczywiście, jeśli mówimy tu o grze w najbardziej prestiżowych rozgrywkach europejskich. Na ten moment Legia Warszawa ma 10 punktów przewagi nad drugim miejscem i regularnie wygrywa swoje mecze ligowe. Jedynym zespołem, który cyklicznie zdobywa komplet oczek w swoich meczach jest Piast Gliwice. Jednak ekipa Waldemara Fornalika traci do lidera, aż siedemnaście oczek. Do końca sezonu pozostało siedem kolejek i 21. punktów do zdobycia. Przed drużyną Czesława Michniewicza spotkania z: Lechem w kryzysie; Cracovią, która walczy o utrzymanie oraz właśnie wcześniej wspomnianym Piastem.

Na ten moment nie wręczałbym jeszcze nikomu tytułu mistrzowskiego. Biorąc pod uwagę, iż w niektórych momentach sezonu Legii brakuje swoistej koncentracji w meczach, aby postawić “kropkę nad i”, to nie ma mowy o otwieraniu szampanów. Patrząc na formę Pogoni Szczecin oraz jej terminarz, moim zdaniem kluczowe będą trzy najbliższe spotkania. Jeśli Legia zdobędzie w nich komplet punktów, wtedy będzie mogła cieszyć się z mistrzostwa Polski. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie scenariusza, gdzie ponownie Stal i Podbeskidzie ponownie urywają punkty kandydatowi do gry w Europie.

fot. Mateusz Kostrzewa/Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony