Connect with us

Felietony

Topniejąca przewaga

Legia Warszawa drugi raz z rzędu podzieliła się punktami ze swoim rywalem. Tym razem w meczu 25. kolejki PKO Ekstraklasy z zespołem prowadzonym przez Michała Probierza. To już drugi mecz z rzędu, kiedy drużyna Czesława Michniewicza nie zachwyca i traci punkty. Do końca sezonu pozostało 5 kolejek, a Legia ma już tylko sześć punktów przewagi nad drugą Pogonią.

Dwa remisy pod rząd

Po remisie w Poznaniu i średniej grze Legii Warszawa, aktualnemu Mistrzowi Polski przyszło zmierzyć się z drużyną z końca stawki. Na Łazienkowską przyjechała Cracovia, która walczy o utrzymanie w PKO Ekstraklasie. Legia rozpoczęła w standardowym składzie, bez wielkich zmian. Jedyną wymuszoną zmianą było pojawienie się Wszołka za Shabanova. Ukrainiec doznał kontuzji w meczu z Lechem Poznań, przez co nie zobaczymy go do końca sezonu. Natomiast w zespole Pasów w wyjściowym zestawieniu mogliśmy ujrzeć tylko jednego Polaka…

Goście od początku meczu zaczęli grać wysokim pressingiem. Wszystko wskazywało na to, że to będzie idealne rozwiązanie dla zespołu trenera Michniewicza, który nie boi się rozgrywać piłką od tyłu. Cały mecz jednak nie porwał. Oba zespoły przez dłuższy czas nie potrafiły sobie stworzyć dogodnych okazji do zdobycia bramki. Od 22. minuty Legia grała w osłabieniu. Choć osłabienie samo w sobie nie dotyczyło boiska, a strefy gdzie zasiadają trenerzy. Mianowicie sędzia techniczny postanowił odegrać główną rolę w tym słabym spotkaniu i pomylił odwagę z odważnikiem… Z resztą możecie ocenić sytuację sami, czy czerwona kartka się należała, czy nie.

Tuż przed przerwą prowadzenie Legii mógł dać Pekhart. Czech ewidentnie nie miał swojego dnia. Cracovia pozamykała skutecznie półprzestrzenie, dzięki czemu zarówno Luquinhas jak i Kapustka nie mogli swobodnie rozwinąć skrzydeł. Kibice na składne akcje oraz sytuacje podbramkowe musieli czekać aż do 75. minuty. Od tego momentu Legia zdecydowanie zepchnęła do defensywy Cracovię i waliła bezskutecznie głową w mur. Goście ograniczyli się do przesuwania w obronie przed własnym polem karnym i wyprowadzania nielicznych kontrataków. Właśnie po jednym z kontrataków zawodnicy Michała Probierza mogą sobie pluć w brodę. Mianowicie dzięki nieudanemu wyprowadzeniu piłki przez Jędrzejczyka, van Amersfoort zagrał długą piłkę na Alvareza. Napastnik Pasów wykorzystał potknięcie się Wieteski i pędził sam na bramkę Boruca. Tutaj właśnie bramkarz Legii pokazał po raz kolejny, że jest jednym z ważniejszych zawodników.

Problemy z dołem tabeli

Niedzielne spotkanie w ogóle nie przypominało meczu, w którym mierzą się ze sobą zespoły z dwóch krańców tabeli. Legia zupełnie nie wykorzystała swoich największych atutów, np. gry z udziałem wahadłowych. Po raz kolejny w tym sezonie kandydat do zdobycia trofeum Mistrza Polski stracił punkty z drużyną z dołu tabeli. W tym sezonie zespół Czesława Michniewicza potrafił stracić punkty ze Stalą Mielec (porażka u siebie 2:3), Podbeskidziem Bielsko-Biała (porażka na wyjeździe 1:0) i teraz z zespołem z Krakowa.

We wszystkich tych spotkaniach Legia przeważała, lecz nie potrafiła wyraźnie zaznaczyć swojej wyższości. Poprzez takie właśnie spotkania zespół z Warszawy stracił osiem punktów. Te punkty byłyby kluczowe w momencie sezonu, w którym obecnie się znajdujemy. Przewaga punktowa nad Pogonią zmalała do sześciu punktów. Patrząc na terminarz obu zespołów, to Legia zagra z teoretycznie trudniejszymi rywalami niż Pogoń Szczecin (Legia na wyjeździe z Piastem i Lechią; Pogoń u siebie z Górnikiem oraz na wyjeździe ze Stalą Mielec).

Przewidywalność

Po przerwie na reprezentację nic nie zwiastowało tego, iż Legia będzie tracić punkty z taką drużyną jak Cracovia. Warto jednak zauważyć, że już od drugiej połowy w wygranym meczu z Pogonią Szczecin zespół z Warszawy nie prezentował się dość dobrze. Później w meczu z Lechem trener Góra idealnie odrobił pracę domową, dzięki czemu Kolejorz zdołał zdobyć punkt na własnym stadionie. Zarówno w meczu z Lechem jak i Cracovią szwankowało to, z czego Legia słynęła od pewnego czasu najbardziej – wahadła. W Poznaniu gospodarze zastosowali również ustawienie z trzema obrońcami, dzięki czemu łatwiej neutralizowało im się ataki rywali.

W niedzielę Legia była mało kreatywna w swoich atakach. Zawodnicy głównie skupiali się na dośrodkowaniach na słabo dysponowanego Tomasa Pekharta. Dodatkowo zmiennicy nie wnieśli nic nowego do gry zespołu ze stolicy Polski. Po raz kolejny mogliśmy zobaczyć, iż jeśli wyeliminuje się z gry wahadłowych Legii Warszawa, to lider zaczyna się gubić w swoich poczynaniach. Być może to rozluźnienie zostało spowodowane punktową przewagą nad Pogonią Szczecin. Jednak w obu zremisowanych spotkaniach na boisku brakowało błysku czy to Kapustki, czy Luquinhasa, którzy nie raz pokazali, że potrafią ciągnąć grę Legii w tym sezonie.

9 punktów w 5 meczach

Pomimo tego, iż przewaga nad drugą Pogonią wynosi sześć punktów, aby spokojnie zakończyć sezon Legia nie może sobie pozwolić na kolejną stratę punktów. Wydaje się, że praktycznie nie da się zaprzepaścić tak wypracowanej przewagi. Jednak kiedy spojrzy się na kalendarz to przed Legią dwa trudne spotkania z dobrze punktującym Piastem Gliwice oraz Lechią Gdańsk, która nie przegrała meczu od czterech kolejek. Dla porównania Pogoń mierzy się z Górnikiem Zabrze, który nie zachwyca swoją grą oraz Stala Mielec, w której organizacja to… no właśnie.

Teraz wszystko będzie zależeć od trenera oraz liderów zespołu. Muszą uświadomić całemu zespołowi, że miejsca na błędy się już skończyły. Jeśli Legia roztrwoniłaby tą przewagę punktową byłaby największym przegranym całego sezonu. Gdyby Legia zdobyła mistrza na trzy kolejki przed końcem rozgrywek mogłaby dać szansę pogrania zawodnikom, którzy muszą udowodnić, że warto na nich stawiać. Chociażby nowe twarze, które dołączyły do zespołu w zimowym okienku transferowym. Do tej pory żaden z nich (oprócz kontuzjowanego Shabanova) nie zdołał wbić się na stałe do podstawowej jedenastki. Dodatkowo szansę dłuższego wymiaru czasu na boisku mogliby dostać Kisiel, czy Włodarczyk. Z drugiej strony patrząc, czy Pogoń jest na tyle silnym zespołem, aby wygrywać wszystko do końca sezonu?

 

fot. Janusz Partyka/ Legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony