Connect with us

Felietony

Marek Papszun – w czym tkwi jego fenomen?

Jeżeli chcemy Marka Papszuna jako trenera powinniśmy się cofnąć kilka lat. Gdy prowadził zespoły występujące w najniższych klasach rozgrywkowych i szczebel po szczeblu piął się do góry. Pracę w klubach piłkarskich łączył z byciem nauczycielem wf-u  i historii w Ząbkach przez 15 lat. Nie była to dla niego łatwa praca wiązało się to z natłokiem obowiązków, różnych spraw. Wspominał przy okazji, że dzięki wyrozumiałej Pani Dyrektor kończył zajęcia w tym dniu kiedy miał mecz o 11:15. Tak, żeby zdążyć dojechać na miejsce rozegrania spotkania.

Praca w szkole

W jednym z wywiadów określił, że wszystko w tamtym okresie było na wariackich papierach. Nie trudno jest postawić się na jego miejscu, co mógł w tamtym okresie czuć, przeżywać, a także jakie emocje w nim tkwiły. Świeżo po skończeniu studiów zaocznych z historii i na AWF, z głową pełną pomysłów, chęci do pracy i dużej dawki zapału, w wieku 27 lat rozpoczął pracę w szkole Gimnazjalnej w Ząbkach. Wszystko było na jego młodej głowie, nie było łatwo, i wie, że dzięki temu, że wtedy poświęcił czas dużo zaangażowania  nie byłoby go w  miejscu, w którym teraz jest. B

Była to dla niego prawdziwa szkoła życia, charakteru, budowania autorytetu. On był świadomy, że musi dać ten autorytet swoim uczniom, a gdy  minie mury szkoły to z kolei zawodnikom. Jedna sytuacja jest znamienna, bo pokazuje, że nie lubi tych, którzy chcą się wyróżniać w pejoratywny sposób. Jakiś uczeń nie chciał wyrzucić do kosza butelki, a nasz główny bohater złapał go za grdykę. Młody nie zwlekając dłużej wyrzucił butelkę. Czasami i w szkole, i w szatni potrzeba osoby – najlepiej jak to zrobi nauczyciel czy trener – która potrafi dać przykład innym.

Niedawno beniaminek

Możemy nie pamiętać, ale nie tak dawno witaliśmy piłkarzy Rakowa w najwyższej lidze w Polsce. Wchodzili trochę niepozornie, trochę tylnymi drzwiami, trochę jak dziecko uczące się chodzić. Z drugiej strony nie ma co się dziwić, bo jest to jak najbardziej normalne, że w pierwszym sezonie po awansie chcieli się utrzymać. W rozgrywkach 2018/19 osiągnęli 10. miejsce, teraz walczą o wicemistrzostwo Polski. Jest takie przekonanie, że drugi sezon dla beniaminka ponoć jest najtrudniejszy, ja uważam, że pierwszy, bo nie zna ligi i w krótki sposób musi szybko się jej nauczyć.

5. rok w Rakowie

Szybko ten czas zleciał. Od trzeciego poziomu rozgrywkowego kiedy Papszun objął drużynę z Częstochowy w szybkim tempie, ta podążała od jednej ligi do drugiej. Do aktualnego zespołu trener przeszedł ze Świtu Nowy Dwór Mazowiecki w 2015/16. W drugiej lidze podobnie jak w Ekstraklasie, przyszedł sukces w najbardziej oczekiwanym momencie. Jednak niezbyt szybko, tylko wtedy kiedy poznał drużynę, a  zawodnicy zrozumieli  jego filozofię. W pierwszym sezonie po objęciu sterów pierwszego trenera, jego zespół zajął piąte miejsce, z kolei w kolejnym awansował do I ligi.

Jeżeli Raków odnosił sukcesy wydarzało się to w drugich sezonach jego bytności w danej lidze. Chociażby w drugim sezonie w II lidze wywalczyli awans do I ligi. Będąc drugi sezon w I doszli do półfinału Pucharu Polski, a kończąc drugi rok w Ekstraklasie wywalczyli pierwszy w historii Puchar Polski. I w dodatku cały czas liczą się w walce o medal w lidze, srebrny bądź brązowy.

Nowe spojrzenie

Trener Papszun pokazuje nam wszystkim – sympatykom piłkarskim nowe spojrzenie na futbol. Przyzwyczaił nas, że można grać w piłkę wystawiając trzech obrońców. To było coś takiego nowego, powiew świeżej krwi. Gdy reszta tej zgrai spostrzegła, że takie ustawienie faktycznie coś daje zespołowi zaczęli to kopiować. Nazwałbym go Antonio Conte naszej ligi. Co ich łączy? Jeden i drugi żyją ze swoim zespołem podczas meczu. Nie jak np. Carlo Ancelotti jedzący ospale gumę tuż przy linii bocznej. Są granatami i nie wiadomo tylko kiedy wybuchną. Starają się podnosić swoich zawodników na coraz to wyższe rejony możliwości. Ale co najważniejsze wspólnym ich mianownikiem jest gra trójką w obronie. Gdy ktoś Cię obudzi w nocy, to wiesz jaką taktyką grają ich drużyny. Tak bardzo się rzuca w oczy i łatwo ją zapamiętać. Jedyna różnica jest taka, że w pomocy Conte wystawia  5 pomocników i 2 wysuniętych graczy, a Papszun – 4 pomocników i dwóch skrzydłowych oraz  jednego napastnika.

Podsumowując

Trener Rakowa nie jest trenerem wybitnym, bo tacy pracują w większych klubach z lepszymi piłkarzami. Jednak na polskie realia jest szkoleniowcem dobrym. Pokazał, że ofensywny styl nie jest mu obcy. Choć szkoleniowiec nie jest gwarancją sukcesu od razu, bo tak nie można na niego patrzeć. Nie ma takiego doświadczenia jak Michniewicz, żeby przychodząc w trakcie sezonu zdobywać mistrzostwo. On lubi pracować w ciszy, pomału. Dobrze zrobiła taktyka, którą obrał właściciel Rakowa – Michał Świerczewski. Dał trenerowi czas, żeby pokazał co potrafi. Nie zwalnia od razu jak się noga podwinie. Tylko jego pracownik ma świadomość, że posiada wsparcie od klubu i wtedy łatwiej się mu pracuje. W Rakowie Papszun takie wsparcie otrzymał i wyniki przyszły.

Fot. Mateusz Kostrzewa, legia.com

Click to comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Felietony