Connect with us

Legia Warszawa

Legia Warszawa z dobrą zaliczką w meczu z FK Bodo/Glimt

W pierwszym meczu eliminacyjnym do fazy grupowej Ligi Mistrzów Legia Warszawa pokonała na wyjeździe 2:3 mistrza Norwegii FK Bodo/Glimt. Mistrz Polski pomimo niesprzyjającej aury pogodowej wraca do Warszawy z dobrą zaliczką. Udany debiut zaliczył Mahir Emreli, który dwukrotnie pokonał bramkarza gospodarzy.

Piękny początek, fatalna końcówka

Legia od początku zaczęła dość zdecydowanie. Pewna siebie drużyna Michniewicza szybko objęła prowadzenie za sprawą Luquinhasa. Brazylijczyk świetnie odnalazł się w polu karnym i dostawiając stopę pokonał bramkarza gospodarzy. Warto jednak w tej akcji pochwalić zachowanie Kacpra Skibickiego, który dograł do swojego kolegi z drużyny idealnie pomiędzy linię obrony a golkipera. Młody zawodnik po raz pierwszy występował na nowej dla siebie pozycji.

https://twitter.com/LegiaWarszawa/status/1412782197967314944

Dobrze wyglądała organizacja gry w obronie, gdzie dwóch środkowych pomocników dość nisko schodziło pod swoje pole karne. Uniemożliwiało to rozgrywanie piłki przez środkową część boiska przez FK Bodo/Glimt. To mistrzowie Norwegii byli przy piłce przez większość czasu gry pierwszej połowy. Mistrzowie Polski nie stali cały czas przed swoją bramką. Świetną akcję przeprowadziła dwójka Kapustka – Emreli, ale tym razem Luquinhas, do którego poszło ostatnie podanie, nie zdążył ze strzałem. Jednak to po minionej akcji, a dokładniej z rzutu rożnego Legia podwyższyła wynik spotkania na 0:2. W zamieszaniu w polu karnym najlepiej odnalazł się Emreli, który zdobył swoją pierwszą bramkę dla warszawskiego klubu. Azer idealnie pokazał jak powinna się zachować typowa 9 w polu karnym. Doskonałe zachowanie.

W końcówce pierwszej połowy mistrz Polski stracił koncentrację co poskutkowało straconym golem tuż przed przerwą. Dzięki dobremu uszczelnieniu środka mistrz Norwegii postanowił swoich sił spróbować ze skrzydła. Niestety poskutkowało to głupią stratą bramki po strzale głową. Na przerwę mistrz Polski schodził dobrze zorganizowany w obronie, świetnie zamykający linie podań w środkowej strefie oraz z głupio straconą bramką. Szkoda, że nie skończyło się “na zero z tyłu”.

Ataki FK Bodo/Glimt i ważna zaliczka do Warszawy

Po pierwszej połowie było pewne, że Norwegowie ruszą do ataku od pierwszego gwizdka drugiej połowy. Niczym wataha wilków rzucili się do ataku. Ataku, który Legia przetrwała i odpowiedziała w najlepszy możliwy sposób. Znów w rolach głównych mogliśmy oglądać Skibickiego oraz Emreliego. Świetne podanie otwierające z głębi pola zagrał młody wahadłowy. Nowy nabytek stołecznej drużyny świetnie wygrał pozycję z obrońcą, a dalej to już wyglądało na dziecinnie proste. Emreli drugi raz wpisał się do protokołu meczowego i dał drugi oddech zespołowi Czesława Michniewicza w tym spotkaniu.

Legia w dalszej części spotkania podobnie jak w pierwszej stała dość nisko. Widać było, że Czesław Michniewicz odrobił pracę domową i rozpracował rywala na czynniki pierwsze. FK Bodo/Glimt. Norwegowie próbowali i znów skorzystali z drzemki jednego z Legionistów. Ponownie bramka padła z dośrodkowania z bocznej strefy boiska. Tym razem drzemkę złapał Mladenović. Serb kompletnie zapomniał o swoim rywalu. W konsekwencji ponownie na stadionie w Bodo zrobiło się nerwowo.  W końcówce spotkania jeden z zawodników gospodarzy nie wytrzymał i zachował się jak typowy boiskowy idiota. Inaczej naprawdę nie da się tego nazwać. Wyprostowaną nogą  w praktycznie leżącego Luquinhasa. Dziwię się, że sędzia nie pokazał bezpośrednio czerwonej kartki.

Kto zachwycił, a kto zawiódł?

Przede wszystkim pochwały należą się Mahirowi Emreliemu. Nowy nabytek warszawskiego zespołu z minuty na minutę wyglądał coraz lepiej. Na początku wydawał się nieśmiały, choć niewiele brakowało, aby to on cieszył się z bramki w pierwszych minutach. Widać było, że piłka mu “nie przeszkadza”.  Przy drugiej bramce dla Legii pokazał zmysł rasowego snajpera. Jeśli Legia z Tomasem Pekhartem w składzie grała tylko na wrzutki, to z Emrelim mogą grać dosłownie wszystko. Nie boję się powiedzieć, że Azer przy takiej dyspozycji może zostać gwiazdą naszej ligi.

Na plusika zasługuje również Skibicki. Młody zawodnik pomimo tego, że po raz pierwszy wystąpił na nowej pozycji zdał egzamin pozytywnie. Owszem był zamieszany w akcje bramkowe FK Bodo/Glimt. Jednak pamiętajmy, że nominalnie Skibicki występuję w roli skrzydłowego. Dwukrotnie to jego podanie było ostatnim przed umieszczeniem futbolówki w siatce.

Na minus? Zdecydowanie Mladenović. Wydawało mi się, że myślami jest zupełnie gdzie indziej. To nie był ten sam piłkarz co wiosną w PKO Ekstraklasie. Drzemka przy drugiej bramce dla gospodarzy oraz niepotrzebna żółta kartka w końcówce spotkania. Czesław Michniewicz musi pomyśleć nad sprowadzeniem konkurenta dla MVP sezonu  2020/2021.

***

Po pierwszym meczu Legia jest w komfortowej sytuacji. Jednak pamiętajmy, że nie obowiązuje już zasada goli strzelonych na wyjeździe. To oznacza, że FK Bodo/Glimt wystarczy tylko jeden gol, aby zacząć mecz od nowa. Sam Czesław Michniewicz na konferencji pomeczowej powiedział:

Mecz zakończył się, gdy mieliśmy bramkę przewagi. Mogło być nieco więcej spokoju, a sam rezultat niczego nie przesądza. Czeka nas bardzo trudny mecz. Trudniejszy niż w Norwegii.

Kluczowe będzie pierwsze 15 minut, gdzie mistrzowie Norwegii rzucą się do ataku z całych sił. Trzeba będzie przeczekać szturm i dobić rywali. Uważam, że jedna bramka strzelona przez Legionistów przesądzi o awansie.

 

Fot. Mateusz Kostrzewa/Legia.com

1 Comment

1 Comment

  1. Pingback: Europa da się lubić polskim zespołom | WATCH EKSTRAKLASA

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Advertisement

Musisz zobaczyć

More in Legia Warszawa